Jacek Pasiński, trener Energi MKS Kalisz, przed rewanżem łódzko-rzeszowskim stwierdził, że kluczowy dla rozstrzygnięcia w półfinale będzie wynik pierwszego seta, a ważniejsza od umiejętności będzie głowa, czyli wygra ta drużyna, która lepiej wytrzyma psychicznie. Jego teoria potwierdziła się, bo gospodynie były lepsze na początku, a później już nie wypuściły szansy.

– To były akcje meczu – tak o końcówce pierwszej partii mówił Michal Masek, trener ŁKS Commercecon. Jego podopieczne najpierw przegrywały, później goniły (16:16), by w końcówce odskoczyć (22:19). Ale po zagrywkach Katarzyny Zaroślińskiej Developres wyszedł na proszenie 23:22. Kiedy rzeszowska atakująca pomyliła się, na boisku pojawiła się Izabella Kowalińska i zdobyła dwa punkty blokiem.

Druga partia to już zdecydowana dominacja łodzianek, które bardzo dobrze serwowały i przede wszystkim blokowały. Tym drugim elementem zdobyły aż dziesięć punktów, tyle samo co po zbiciach. Do szczęścia brakowało tylko jednego seta i ŁKS Commercecon nie zmarnował szansy. Nerwowo było w końcówce, kiedy Developres obronił trzy meczbole (24:22), jednak w końcu Zaroślińska pomyliła się w polu serwisowym i po raz pierwszy w historii w kobiecej ekstraklasie będziemy mieć łódzki finał. Rozpocznie się on 23 kwietnia o godz. 20.30, a gospodarzem pierwszego spotkania będzie ŁKS Commercecon.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej