Drugie spotkanie między PGE Skrą a Cerradem Czarnymi Radom nie było dobrą promocją siatkówki. Obie drużyny sprawiały wrażenie, jakby myślami były już na wakacjach, a do ich poziomu dostosowali się sędziowie, wydający dziwne decyzje.

Słaby początek PGE Skry

W pierwszym secie zespoły zdobywały punkty seriami, a gospodarzy gnębił Norbert Huber, który w nowym sezonie będzie ich klubowym kolegą. Miał cztery udane bloki i dwa asy, przyczyniając się do tego, że bełchatowianie mieli 33-procentową skuteczność w ataku. Mimo to niewiele im brakło do objęcia prowadzenia.

Poziom poprawiał się wolno, ale lepiej tak, niż wcale... W PGE Skrze potężne kłopoty ze zdobywaniem punktów mieli Mariusz Wlazły i Milad Ebadipour, a poziom trzymali środkowi i Artur Szalpuk. Co ważne, udawało się utrzymywać dobre przyjęcie, a kilka mocnych serwów zrobiło różnicę. Jeszcze większą przewagę bełchatowianie mieli w trzecim secie, w którym rywali bombardował zagrywkami Wlazły, a aż 15 z 20 zbić przyniosło efekty.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej