We wtorek minęło 13 miesięcy, odkąd wiemy, że Polska będzie organizatorem piłkarskich mistrzostw świata do lat 20, a najważniejsze mecze zostaną rozegrane w Łodzi. Okazuje się, że to za krótko, by porozumieć się z Widzewem w sprawie wynajmowanych na stadionie powierzchni komercyjnych. Przed imprezą cały obiekt przejmuje FIFA, która nie uznaje kontraktów zawartych przez klub. A tych jest mnóstwo, począwszy od lóż, za które ich najemcy płacą po 72 tys. zł miesięcznie, a niektórzy mają w nich swoje biura, przez klinikę, hurtownię, aż po niedawno otwarty pub. Przez miesiąc najemcy nie będą mogli z nich korzystać, część, jak klinika Avete, straci dochody, zapewne ucierpią jej pacjenci.

Nie tylko prestiż

Logiczne jest więc, że ludziom należą się rekompensaty. Tylko kto ma je wypłacić? Powinien MAKiS, który jest administratorem stadionu i podpisywał umowy z Widzewem. Umowy, które w zdecydowanej większości nie przewidywały rozgrywania w Łodzi młodzieżowego mundialu. Szefowie miejskiej spółki długo jednak rozkładali ręce, bo – jak tłumaczyli – nie mieli pieniędzy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej