Ełkaesiacy w Wielki Piątek zgasili marzenia Sandecji Nowy Sącz o ekstraklasie, wygrywając 2:0 po trafieniach Łukasza Sekelskiego z rzutu karnego i Daniego Ramireza. Wygrana nie przyszła łatwo, o czym świadczy aż sześć żółtych kartek dla łódzkich zawodników.

Bryła postrachem bramkarzy

Trener gości Tomasz Kafarski po meczu stwierdził, że decydujący wpływ na wynik miała zbyt pochopnie podyktowana jedenastka.

Szacunek dla sędziego, który po analizie w przerwie przyznał się do błędu, ale dla nas to niewiele zmienia – mówił szkoleniowiec.

Kazimierz Moskal nie odniósł się do słów szkoleniowca rywali. Stwierdził jedynie, że Sandecja była trudnym przeciwnikiem, a jego podopieczni wykorzystali okazje.

ŁKS wyszedł na prowadzenie w końcówce pierwszej połowy, a dobił rywala po przerwie. Drugi gol był niemal kopią sytuacji ze spotkania z GKS Tychy. Z tą różnicą, że na Śląsku Patryk Bryła zmusił do błędu bramkarza zwlekającego z wybiciem piłki i sam skierował ją do siatki, a teraz Ramirezowi pozostało tylko trafić z bliska do pustej bramki. – Kolejny klops doprowadził do tego, że przegrywając 0:2 z tak dobrym zespołem jak ŁKS, nie byliśmy w stanie nic ugrać – podsumował Kafarski.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej