Chcesz dostawać mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Łodzi? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Ostatni w tym sezonie mecz ŁKS w roli gospodarza potwierdził, że rozbudowa stadionu przy al. Unii jest konieczna. Bilety sprzedały się w ciągu dwóch godzin, a żeby umożliwić większej liczbie kibiców obejrzenie gry, zdecydowano się rozebrać część ogrodzenia i spora grupa fanów dopingowała swoich ulubieńców z parkingu.

Kto się spóźnił, nie widział gola

Nie wszyscy zdążyli wejść na trybuny przed pierwszym gwizdkiem, a spóźnialscy nie zobaczyli, jak Jan Grzesik dośrodkował z prawej strony, a Łukasz Sekulski strzałem głową daje ŁKS prowadzenie. Szybko strzelony gol i świąteczna atmosfera uspokoiły ełkaesiaków, co omal nie skończyło się źle. Goście mieli trzy dobre szanse, lecz pewnie bronił Michał Kołba. Tuż przed końcem pierwszej połowy Kamil Juraszek był blisko podwyższenia wyniku, jednak trafił piłką w słupek.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej