Chcesz dostawać mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Łodzi? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

W ubiegłym roku byłem na mistrzostwach świata w siatkówce, od pierwszego do ostatniego meczu. Pierwszą część spędziłem w Warnie, gdzie swoje mecze rozgrywała reprezentacja Polski. Miasto jest o połowę mniejsze od Łodzi, z tego, co zaobserwowałem, biedniejsze, ale ma morze i piękne plaże. Mimo to już na lotnisku można było zorientować się, że gości siatkarski mundial. Przy każdej znaczącej ulicy wisiały plakaty reklamujące imprezę i zachęcające do odwiedzenia hali.

Na finały Polacy przenieśli się do Turynu, gdzie króluje piłka nożna, a profesjonalnej siatkówki nie ma. Gdybym nie widział, że w stolicy Piemontu rozgrywany był taki turniej, odkryłbym to błyskawicznie, bo promowany był wszędzie: od plakatów w komunikacji miejskiej, przez reklamy na ulicach, aż po media. A przecież trwały rozgrywki Serie A, w których grają Juventus i AC Torino.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej