Pokryta 24-karatowym złotem nagroda Rhett Buckler Award waży cztery kilogramy i ma 35 centymetrów. Dokładnie tyle, ile słynne filmowe statuetki rozdawane w Hollywood. Wykonuje je nawet ta sama fabryka i projektuje ten sam autor. Rycerz, zamiast miecza, w uniesionych nad głową dłoniach trzyma jednak... siatkówkę oka. Stąd nazwa medyczny Oscar.

Osiem takich statuetek stoi na półce w gabinecie u prof. Jerzego Nawrockiego. Lada dzień z Ameryki przyjdzie dziewiąta.

Pokazać, nie opowiadać

Prof. Jerzy Nawrocki na co dzień przyjmuje w klinice okulistyki w Łodzi. Chociaż kiedyś chciał zajmować się medycyną nuklearną, czyli leczeniem chorób przy użyciu izotopów promieniotwórczych. – Ale brak etatów, mało miejsc na specjalizacji, to wszystko spowodowało, że poszedłem na okulistykę. I nie żałowałem, szybko mnie to wciągnęło – wspomina prof. Nawrocki.

Dziś zgłaszają się do niego pacjenci z całej Polski. Dziennie wykonuje nawet 10 operacji: zaćmy, jaskry i te trudniejsze – odwarstwienia siatkówki. To właśnie za nagranie operacji tego schorzenia dostał pierwszego medycznego Oscara w 2003 roku.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej