Jarosław Bińczyk: Kiedyś słyszałem stwierdzenie, że polska piłka nożna bez łódzkich drużyn na najwyższym poziomie rozgrywkowym jest jak zupa bez soli. Zgadza się pan z tym?

Zbigniew Boniek: – Oczywiście, że brak łódzkich drużyn jest odczuwalny, bo to miasto duże i zawsze było piłkarskie. Niestety, kluby nie potrafiły dostosować się do zmian, które nastąpiły w kraju. Poza tym nie miały szczęścia do właścicieli. Dlatego w ostatnich ośmiu czy nawet dziesięciu latach to wszystko nie najlepiej wyglądało. Jednak widzę, że jest wielka chęć odbudowy piłki. I trzeba się z tego tylko cieszyć. Powtórzę, że Łódź ma piłkarską historię, wielkie tradycje, ale i coraz lepszą infrastrukturę. Liczę, że w najkrótszym możliwym czasie znów dojdzie do derbów Łodzi w ekstraklasie. I będą one świętem, a nie okazją do wprowadzenia w mieście stanu wyjątkowego.

W sporcie, a w piłce nożnej szczególnie, nie ma pewniaków, o czym przekonujemy się od weekendu do weekendu, oglądając czy to polską ekstraklasę, czy najsilniejsze ligi zagraniczne. Chyba jednak trudno wyobrazić sobie, żeby Widzew nie awansował do drugiej ligi?

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej