„Ćwierć wieku życia w Polsce to jednak trochę długo. W styczniu, na kilka dni przed 25. urodzinami, wyprowadzam się na stałe z Polski. Moim nowym domem będzie od teraz Tajlandia. Nie mam pojęcia, na jak długo, bo w sumie to chciałbym odwiedzić wszystkie kraje świata, więc niezręcznie tak pisać, że na zawsze. No, ale kto wie, co się na miejscu na wydarzy” – tak zaczyna się post, jaki na Facebooku umieścił w listopadzie Daniel Kawczyński. Dla jego znajomych to było kompletne zaskoczenie. Ale na pewno nie szok. Daniel już taki jest.

Urodził się i mieszkał w Kaliszu. Ale tam nie ma Widzewa.

– Jeździłem na mecze jako kibic, a później jako współpracownik klubowej strony oficjalnej – opowiada. Pisanie go wciągnęło, więc po pierwsze – przeprowadził się do Łodzi, a po drugie – zaczął współpracę z portalem sportowym. – Pisałem tam o Widzewie, ekstraklasie, ligach europejskich. Byłem też korespondentem portalu z trzech finałów Ligi Mistrzów i Euro 2012 – wspomina.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej