Katarzyna Knapik, 32 lata, slawistka, tłumaczka, pracuje w międzynarodowej korporacji, rzeczniczka prasowa łódzkich Obywateli RP

Na przyjęcie pierwszej komunii trzeba się przygotować. Nauczyć modlitw i piosenek, kiedy i jak siadać, klękać, wstawać. Jak roli w teatrzyku. Szło mi nieźle. Wykułam na pamięć wszystko, choć niewiele rozumiałam. Rodzina też się szykowała. Mama biegała za najładniejszą sukienką, wiankiem, kwiatkami. Układała jadłospis, prasowała obrusy, liczyła krzesła.

Szłam w śnieżnobiałej sukni do kościoła św. Józefa przy Ogrodowej, a po drodze mijałam fabryki Poznańskiego. Wtedy rudera z powybijanymi oknami, dziś Manufaktura. Był kamerzysta. Dostaliśmy pierwszą rodzinną kasetę VHS.

Mama była wierząca, tata unikał tematu. Mama wpajała bogobojność, tata w kościele pojawiał się od wielkiego dzwonu.

26 Liceum. Ksiądz krytykował na lekcji Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Młodzież się oburzyła. Szkolna delegacja ruszyła do pokoju dyrektorki z podaniem o zmianę nauczyciela. Ta pokiwała głową i kazała napisać do kurii. Tej lekcji nigdy nie zapomnę. Zrozumiałam, że kuria jest ponad dyrektorem państwowej placówki, która zatrudnia katechetę. Z wielką dokładnością dobieraliśmy słowa w podaniu do arcybiskupa. Udało nam się zdobyć poparcie rodziców, choć widzieliśmy, że niektórych to dużo kosztuje.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej