Kwartał Kilińskiego, Włókiennicza, Wschodnia, Rewolucji 1905 r., a szczególnie jego wschodnia ściana, to ikoniczny obraz modernistycznego zarzynania miasta: długi na prawie całą szerokość kwartału blok wycofany z pierzei, obramowany na obu końcach kikutami szczytowych ścian kamienic. Przed całością roztacza się łan skweru.

Jest to obraz tak wymowny, że mógłby zdobić sztandar projektantów-modernistów okraszony hasłami: blok, skwer, arteria. „3 razy nie” przeciwko zaśniedziałej tradycji kurczowo trzymającej się: kamienicy, placu i ulicy.

Kiedy przyszedł czas rewitalizacji obszarowej, działające z ramienia firmy Egis biuro projektowe uznało, że narożnik ulic Włókienniczej i Kilińskiego nie wymaga naprawy czy uzupełnienia. Projektanci postanowili istniejący stan zakonserwować. Zalecili jednak, by ścianę szczytową zazielenić pnączami, żeby pokazać, że już długo tu stoi.

CZYTAJ TAKŻE: Urbanista o budynku Libeskinda: "Wydaje się dość ciekawy, ale..." [OPINIA]

Warto dodać, że celem rewitalizacji tego kwartału miało być zdjęcie z niego odium jednego z najbardziej patologicznych miejsc na mapie Łodzi, którego charakterystykę można by ująć krótko – kłopoty na skwerku przez całą dobę.

Rewitalizacja niezgodna z planem

Na przedpolu bloku wzdłuż ulicy Kilińskiego projektanci tego obszaru zastosowali kontrowersyjny estetycznie zabieg kompozycyjny w formie podwójnego chodnika. Pierwszy chodnik ciągnie się wzdłuż ulicy Kilińskiego, drugi wypełnia większość skweru przed blokiem, przybierając formę gigantycznej fali, ozdobionej gdzieniegdzie drewnianymi pergolami, zmierzającej głębokimi zakolami donikąd (fala kończy się na ścianie szczytowej przy ul. Rewolucji 1905 r.).

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej