Rozmowa z Piotrem Adamczykiem, autorem powieści „Ferma blond” (wyd. Agora)

Izabella Adamczewska: Akcja „Fermy blond” umieszczona została m.in. w ośrodku Lebensborn pod Łodzią. Jak trafiłeś na ten trop?

Piotr Adamczyk: Dziesięć lat temu przeprowadziłem się z Wrocławia, o którym wiedziałem wszystko, do Łodzi, o której nie wiedziałem nic. Natychmiast obkupiłem się w książki, przewodniki i mapy, zacząłem czytać.

Przeglądając internet, natrafiłem na tekst o ośrodku Lebensborn w Helenówku. Zaintrygował mnie. Wsiadłem w samochód i pojechałem obejrzeć to miejsce. Zostały tylko prowadzące donikąd schody.

Pierwszą wzmiankę o nim znalazłem w książce historyka Romana Hrabara „Lebensborn, czyli źródło życia”. W wywiadzie rzece „Mój Auschwitz” Władysław Bartoszewski nazywa ośrodek „rasistowską, racjonalną stacją rozpłodową”. Ten wątek pojawia się też u Kazimierza Moczarskiego w „Rozmowach z katem”. Stroop zwierzył się Moczarowi, że korzystał z Lebensbornu, gdzie miał dostęp do młodych dziewczyn. Oczywiście jego żona o tym nie wiedziała. Ale Stroop mówił o Lebensbornie w Niemczech. O tym, że pod Łodzią jest tak mało źródeł, że w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy nie został zmyślony. I Hrabar, i Bartoszewski, powołują się na meldunek AK. Nie ma innych dokumentów. Ale czy mam prawo podważać to źródło?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej