Rozmowa z Marią Nowakowską, społeczniczką, autorką przewodnika o łódzkich detalach architektonicznych.

Aleksandra Pucułek: Baletnice, czyli sgraffito na Szkole Baletowej przy ul. Wrocławskiej, jest już nie do odzyskania?

Maria Nowakowska: Sgraffito było w dość dobrym stanie, ale po pierwsze zaczęto je skuwać, a po drugie do styropianu, który na nie naklejono, używa się kleju akrylowego, a ten wnika głęboko w tynk. Jeśli nawet ściągniemy ten styropian, wszystko zerwiemy.

Jedyne, co możemy teraz zrobić, to na bazie zdjęć odtworzyć wzór i go przenieść na elewację. Ale to już nie będzie zabytek, tylko jego kopia.

Dlaczego sgraffito jest tak cenne w Łodzi?

- Już sama liczba - mamy tu tylko sześć takich ozdób - mówi o tym, że jest to pewien unikat. Przy ul. Piotrkowskiej na budynku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego obok pałacu Kindermanna znajduje się współczesne sgraffito.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej