Marcin, 43 lata, z czego 23 w niebieskim mundurze. Ostatnio pracował w Wydziale do Walki z Przestępczością Gospodarczą i Korupcją w Komendzie Miejskiej w Piotrkowie Trybunalskim. Żona,13-letni syn.

25 maja, chwilę przed godziną 8, dwie policjantki przychodzą do pracy. W pokoju znajdują zwłoki Marcina. Na biurku obok leży broń służbowa.

Joanna Kącka, rzeczniczka komendanta wojewódzkiego, mówi mi, że samobójstwo nie miało związku ze służbą.

Dyscyplinarki

Wspominają, go tak: pracowity, zaangażowany, empatyczny. Gdy była potrzeba, rzucał swoje sprawy i biegł innym na ratunek. Przejmował się, gdy koledzy z pracy mieli problemy. A tych – jak mówią miejscowi policjanci – było sporo.

Rok przed śmiercią Marcina, Jacek (imię zmienione) – jego kolega z piotrkowskiej komendy – oskarżył zastępcę naczelnika wydziału kryminalnego o mobbing. Twierdził, że był poniżany i ośmieszany w obecności innych. Podobno szef miał poświadczać nieprawdę na liście obecności, przez co Jackowi naliczono zaniżony wymiar godzin pracy. Miał wyznaczać mu dyżury, ignorując prośby, że na dany dzień ma zaplanowaną ważną uroczystość rodzinną.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej