Na bałuckim osiedlu, gdzie mieszkam od dzieciństwa, można powiedzieć – od zawsze, zmieniło się od czasów komuny co nieco. Jest czyściutko, domy są ocieplone, odmalowane, chodniki równe, śmietniki niczym altanki. Armia dozorców od rana wszystko pucuje, poleruje, podcina, odświeża, zamiata, grabi, uprząta i myje.

Choć przyznać muszę, że i w PRL-u było tu całkiem przyjemnie. Głogi kwitły, jak kwitną, pani Stasia z mężem sumiennie sprzątali, domy nie były wprawdzie tak kolorowe, a schody po umyciu śmierdziały lizolem, ale za to co rano przed drzwiami czekało pełnotłuste mleko w szklanej butelce ze złotym kapselkiem.

ZOBACZ TAKŻE: Warszawiacy chwalą Łódź. I słusznie! Bo mają za co

Od czasu do czasu na fasadach naszych niezbyt czystych bloków jakiś ktoś, zwany wówczas „elementem” malował wielkie hasła:

PRECZ Z PZPR-OWSKĄ PROPAGANDĄ!!!

albo

UWOLNIĆ WIĘŹNIÓW POLITYCZNYCH!!

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej