Piątkowy wieczór (19 października). Paulina wychodzi z domu, żeby spotkać się ze znajomymi. Dzień później nie wraca, nie odbiera telefonu. Jej mama zgłasza się na policję. Ruszają poszukiwania.

Sobota. O 8.20 kamera monitoringu miejskiego rejestruje dziewczynę w towarzystwie ok. 45-letniego mężczyzny w okolicy skrzyżowania ulic Zielonej i Wólczańskiej. Idą w kierunku ul. Gdańskiej. Policja sprawdza szpitale, hostele, noclegownie, kontaktuje się z jej znajomymi. 

„Najprawdopodobniej uprowadzona”

Rodzina rozkleja po mieście zdjęcia, udostępnia je w internecie. Brat, zagorzały kibic, apeluje do wielbicieli Widzewa: „Pomóżcie odnaleźć moją siostrę”. W komunikacie rodzina pisze: „Najprawdopodobniej została uprowadzona”.

W poniedziałek, dopiero dwa dni po zaginięciu, biuro prasowe Komendy Wojewódzkiej przesyła mediom komunikat o łodziance. W tym czasie w sieci zaczyna krążyć wiadomość, że policja w okolicy Żeromskiego wypytywała ludzi, czy znają mężczyznę z fotografii. W końcu zdjęcie publikują w internecie. 

CZYTAJ TAKŻE: Artur W.: "To ja zabiłem Kaję". Wyjaśnienia składał bez emocji

We wtorek dzwonię do Moniki, siostry Pauliny:

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej