Dojeżdżam w okolice Warszawy z Bałut 2-3 razy w tygodniu w godzinach 6.30-7 oraz wracam w godzinach 17-18. To co dzieje się na ulicy Strykowskiej i z samą ulicą Strykowską, to jakaś pomyłka. Bliżej miasta są np. zatoki autobusowe, ale dalej – niestety – już nie. Jak wyjdzie autobus, to w tych godzinach ruch jest tak duży, że nie ma szansy na wyprzedzenie go.

To samo dotyczy jakości samej drogi. Chcąc kiedyś wyminąć auto skręcające w lewo, wjechałem w dziurę, która była przy krawędzi asfaltu, gdzie zaczynało się pobocze. Niestety, felga w samochodzie była do wymiany, tak bardzo została pogięta.

W miarę rozwoju Strykowa oraz jego okolic bardzo widać wzmożony ruch pracowników dojeżdżających tam do pracy. Często są to ludzie mieszkający w Łodzi, płacący tutaj podatki, ale pracujący w Strykowie w jednym z magazynów.

Dojazd ulicą Brzezińską nie jest lepszy. Też jest w godzinach porannych dużo samochodów – i trwa to bardzo długo.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej