W ramach patriotycznego, świątecznego wzmożenia postanowiłam głębiej zastanowić
się nad dwoma pojęciami, które ostatnio zamieniły się miejscami. Ta zamiana dokonała się w ciągu ostatnich trzech lat i zdaje się utrwalać. Mam na myśli słowa: „Polacy”
i „społeczeństwo”. „Polacy oczekują”, „dla Polaków to istotne zagadnienie”, „Polacy czują się zaniepokojeni”, Polacy to, Polacy tamto. Czasami fraza jest poszerzona i brzmi „Polki i Polacy”.

Według definicji współcześni „Polacy” to naród słowiański zamieszkujący głównie obszar Rzeczpospolitej Polskiej, poza jej granicami tworzący Polonię. W większości posługujący się językiem polskim. Zatem, po pierwsze – nie wszyscy Polacy mieszkają między Bugiem i Odrą, a Polska to kraj, w którym nie tylko Polacy żyją.

ZOBACZ TAKŻE: Łodzianie są przyzwyczajeni do walki o swoje. I właśnie to pokazali [FELIETON]

Kiedy polityk mówi „Polki i Polacy muszą wiedzieć, że nie spoczywamy na laurach zwycięstwa” (Beata Szydło), nie bardzo wiem, kogo ma na myśli. Myślę, że Polak mieszkający na stałe w Gwatemali i znający dwa polskie słowa nie jest adresatem tego wyznania. Ale nie może być nim także Tatar mieszkający od pokoleń w Polsce, dla którego polski jest językiem urodzenia, który jest osadzony i w miejscu, i w kulturze Rzeczpospolitej, za którą jego przodkowie wylewali krew na bitewnych polach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej