Jedni uznają wyższość świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkanocy, inni odwrotnie, jak uczył nas Jan Tadeusz Stanisławski. Dzielimy się na miłośników kina i znawców teatru, na fanów Mozarta albo hip-hopu, na ludzi Północy lub gorącego Południa. I, oczywiście, na... psiarzy i kociarzy. Tak mniej więcej – pół na pół.

ZOBACZ TAKŻE: W "Mieście Kobiet" tylko 3 proc. przestrzeni ma patronki. Można to zmienić [FELIETON]

Owszem, lubię psy. Miałam niegdyś ukochanego, przemądrego pudla, który był znanym na całym Marysinie ekscentrykiem, ale właśnie... to ja go miałam. Teraz w moim domu króluje kot i role się zdecydowanie odwróciły. To nie ja go mam, on ma mnie i to w charakterze wykwalifikowanego personelu osobistego. Patrząc w miodowe oczy tego pięknego, wyniosłego stworzenia, mam wrażenie, że tkwi tam jakaś tajemnica, że on wie coś więcej, tylko drań nie chce się wygadać. Spójrzcie w kocie oczy, to się przekonacie...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej