Za nami święta. Kto z nas zasiadał do stołu z otwartym sercem dla zbłąkanego wędrowca? Kto miał okazję zaprosić pod swój dach samotną sąsiadkę czy znajomego z drugiego końca świata? Jeśli mieliście taką możliwość, to wiecie, jakie to wspaniałe uczucie podzielić się z kimś ciepłem swojego domu, atmosferą szczęśliwej przyjaźni i miłości. I uwierzcie mi, to wraca. Bo kiedyś to my możemy stać się wędrowcami, których ktoś zaprosi pod swój dach.

CZYTAJ TAKŻE: Święta to czas hojności. Komu chętniej pomagamy?

I nie musi to być zaraz jakaś dramatyczna okoliczność. Wystarczy praca czy studia poza krajem, daleko od bliskich. Kiedyś w ten sposób przy naszym stole usiadł gość z Sapporo. Inny świat, inna kultura, inna religia... Japoński przyjaciel mojego syna, który był zbyt daleko od domu, by wrócić tam na czas chrześcijańskich świąt. W sofijskim akademiku dla Erasmusów zostałby całkiem sam... Do dzisiaj wspominamy urocze chwile, gdy wraz z nami wsuwał pierogi i zachwycał się rozświetloną Piotrkowską. Jego japońska mama mogła być spokojna... Tak, jak ja byłam spokojna w tym roku, wiedząc, że przy bułgarskim, świątecznym stole, znalazło się miejsce dla mojego syna.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej