Łódź jak każde wielkie miasto to tygiel, w którym wymieszano rozmaitości. Są bogacze i nędzarze, ludzie przeciętni i wybitni, myśliciele i głuptaki, gentlemani i chamy, ludzie dobrzy i ludzie źli... różni. I każdy spotkał na swojej drodze każdego. Mijamy się, patrzymy na siebie, nie widząc, słyszymy, nie słysząc... Ale czasami wzrok na kimś się oprze i zmusi nas do refleksji, spojrzenia w głąb świata, który jest fizycznie tuż obok, a mentalnie dalej niż na antypodach.

ZOBACZ TAKŻE: W "Mieście Kobiet" tylko 3 proc. przestrzeni ma patronki. Można to zmienić

Dziś mój wzrok spoczął na młodej kobiecie, która wychodziła z bramy kamienicy, pchając przed sobą dziecięcy wózek. Mróz jak diabli, ja w korku, ona na chodniku czeka, żeby przejść na drugą stronę jezdni. Mam czas, by się przyjrzeć. Dziecka nie widzę, ale zwraca moją uwagę zbyt cienka kurtka kobiety, stopy bez skarpetek, wsunięte w przemoczone trampki, zziębnięte dłonie oparte na poręczy wózka.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej