Rozmowa z Borysem Martelą, ekspertem ds. partycypacji *

Szymon Bujalski: Czy rady osiedla w Polsce są potrzebne?

Borys Martela: Mam wrażenie, że mamy do czynienia z niewykorzystanym potencjałem – i to bez względu na to, na które miasto się spojrzy. Organizacje pozarządowe czy różne instytucje zajmują się konkretnymi problemami, zagadnieniami. Jedni walczą o rozwój infrastruktury rowerowej, inni dokarmiają dzieci. Brakuje natomiast struktur, które pozwoliłby zająć się zróżnicowaną aktywnością na konkretnym terytorium. Jednostki pomocnicze, takie jak rady osiedla czy dzielnicy, wydają się do tego idealne. Kłopot polega na tym, że w ustawie o samorządzie traktowane są jako najniższy szczebel samorządu, który w dużej mierze pełni funkcję pomocniczą. A to oznacza, że oprócz wyrażania opinii i czasami przeznaczania pewnych pieniędzy na inwestycje ich kompetencje są niskie.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej