Był luty 2018 r. 21-letnia Izolda Rus z Działoszyna była w 22. tygodniu ciąży i właśnie szła na badanie USG. Po drodze zastanawiała się nad imieniem. To chłopiec czy dziewczynka? Lekarz długo patrzył w monitor. Powiedział, że widzi ciężką wadę serca. I że ciążę można usunąć. Izolda od razu oznajmiła, że się nie zgadza.

Agnieszka, mama Izoldy, załatwiła wizytę u innego lekarza. – Człowiek nie dowierzał. Chciał usłyszeć coś innego – tłumaczy. Potem był szpital. Wraz z kolejnymi badaniami strach był coraz większy. Rósł razem z miłością. Oskarek ruszał się już w brzuchu mamy, a ta słyszała, że nie wiadomo, czy w ogóle urodzi się żywy. Poród zaczął się rano 22 czerwca.

Cisza

Babcia Agnieszka: Nie pamiętam, czy był upał, czy deszcz. Przez ten stres wszystko mi się już zatarło. Córka miała bóle. Wsiadłam w samochód i pognałam do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej