Litzmannstadt Ghetto. 1 maja 1940 roku to data zamknięcia getta. Ogrodzenie z drewnianych desek i drutu kolczastego, niemieckie posterunki co 50-100 metrów. Na 36 metrach mieszka nawet po 60 osób. Tłum, a obok ludzie puchnący z głodu. Z każdym dniem pętla zaciskała się coraz bardziej. Szmugiel dawał nikłą szansę na przetrwanie.

Lekarz Leon Szykier, w getcie łódzkim przewodniczący Wydziału Zdrowia Judenratu: „Rumkowski przy pomocy swojej policji rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę walkę ze szmuglem. Tak samo nie wpuszczał paczek żywnościowych przysyłanych do getta z innych gett, pomimo kilkakrotnych interwencji Judenratów okolicznych miast". Jednocześnie Szykier ubolewa, że „w Wydziale Aprowizacji kradziono kolosalne zapasy żywności".

Józef Śmietana, rocznik 1923: „W getcie można było dostać papierosy, mięso, nawet pomarańcze. Ale pieniędzy nie było. Sprzedawało się wszystko. Para srebrnych lichtarzy miała wartość pięciu bochenków chleba. Bogacili się piekarze i szmuglerzy".
Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej