Rozmowa z Julią Jakubowską, aktorką niezawodową przez osiem lat związaną z Teatrem Chorea

Jakub Wiewiórski: Hogy vagy? *

Julia Jakubowska: Köszönöm szépen, jól vagyok. És te? **

Nie mam pojęcia, co odpowiedziałaś.

Tak, to skomplikowany język. Podobno trzeci na świecie pod względem trudności uczenia się. Po czterech latach w Budapeszcie mówię po węgiersku już całkiem swobodnie, ale na początku wcale nie było łatwo.

Nie było łatwo, a mimo to dostałaś rolę w filmie reżysera, którego po „Synu Szawła” chciało u siebie Hollywood.

Całe szczęście, że László Nemes nie chce pracować w Ameryce. Przynajmniej tak mówił w wywiadach. Może dlatego, że musiałby pracować z zawodowymi aktorami.

A nie lubi?

Chyba nie. Jak poszłam na casting, to był mój plus, że nie jestem aktorką z wykształcenia, a wyłącznie z praktyki. László powiedział „my tu nie lubimy aktorów z dyplomami”. Trochę żartem, ale bardziej serio. W innym przypadku nie ogłaszałby na Facebooku, że robi otwarty casting, na który może zgłosić się praktycznie każdy. Tym castingiem żył cały Budapeszt. Aktorzy – i ci aktorzy z dyplomami, i ci bez – dzielili się na tych, którzy się zgłosili na casting, i na tych, którzy to zrobią. Natomiast ja się nie zgłaszałam i wcale nie chciałam. Pracowałam w alternatywnym teatrze i było mi z tym dobrze.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej