Chcesz dostawać mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Łodzi? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Najpierw powstała stajnia, czyli przystanek tramwajowy, który ktoś nazwał złośliwie (bo wówczas miała to być z założenia złośliwość) – Stajnią Jednorożców. Z powodu kolorowego, powiem nawet – tęczowego sufitu, bo jak powszechnie wiadomo, jednorożce gustują w barwnych refleksach. A ponieważ Łódź to miasto nieprzewidywalne, złośliwość przerodziła się w sympatyczny zwyczaj. Krytykowana z początku „stajnia” została zaakceptowana, jest lubiana i coraz więcej osób się do niej przekonuje. W chwili gdy przybył zza siedmiu gór, rzek i mórz rogaty koń, łodzianie zgromadzili się pod „stajnią” tłumnie, by go powitać.

Chodziłam wśród zaproszonych na odsłonięcie pomnika łodzian i turystów, i próbowałam posłuchać, jakie przeważają opinie. Tylko jeden pan powiedział, że będzie „to to” omijał szerokim łukiem. Najwyraźniej nie zachwycił się rzeźbą. Jego święte prawo.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej