Przez wiele lat prowadziła firmę budowlaną. W pewnym momencie doszła do wniosku, że najwyższy czas przestać biegać po rusztowaniach i zrobić coś stacjonarnego. Cztery lata temu Łucja Chudzik otworzyła biznes w Uniejowie
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Radosław Kędzierski: Jest wielu chętnych na SPA w Boże Narodzenie?

Łucja Chudzik, prezes spółki prowadzącej Medical SPA Hotel**** Lawendowe Termy w Uniejowie: - W tym roku wszystkie miejsca sprzedały się dwa miesiące przed świętami. W poprzednich latach bywało tak, że było kilka pokoi wolnych. Wielu gości to nasi stali klienci, którzy odwiedzają nas regularnie. Licząc rodziny z dziećmi, w tym roku na święta przyjedzie do nas około 120 osób.

Jak wygląda wigilia w czterogwiazdkowym hotelu?

- Staramy się, żeby była atmosfera rodzinna i typowo świąteczna. Przyjeżdża ksiądz z opłatkami, jest wspólne ubieranie choinki, dekorowanie pierników, rozdawanie prezentów przez Mikołaja i śpiewanie kolęd przy muzyce granej na fortepianie. Wszyscy dostają śpiewniki.

Jest 12 potraw?

- Oczywiście. Szefową kuchni naszej restauracji jest Urszula Czyżak, nagrodzona w tym roku przez prestiżowy przewodnik Gault&Millau. Wspólnie z nią tuż przed świętami przygotowujemy listę co najmniej 12 wigilijnych dań. Każdy z gości dostaje menu do pokoju i wie, co będzie jadł.

Staramy się różnicować potrawy i dać możliwość wyboru. Pochodzę z Wielkopolski i na wigilijnym stole preferuję barszcz z uszkami. Wiem, że w Łódzkiem je się raczej zupę grzybową. Dlatego w świątecznej ofercie jest jedna i druga zupa. Podobnie jest z karpiem, dla którego alternatywą są sandacze lub jesiotry.

Na święta przyjeżdżają goście z zagranicy?

- Zdarzają się. Dwa lata temu była u nas 28-osobowa rodzina. Pani była u nas wcześniej i spodobało jej się na tyle, że postanowiła zaprosić wszystkich do nas na wigilię. Wszyscy się odliczyli, chociaż część mieszka w Warszawie, część we Wrocławiu, a jeszcze inni za granicą. Największy opór miały babcie, które uważały, że wigilię należy spędzać w domu. Po tym jak zobaczyły i poczuły naszą świąteczną atmosferę, były bardzo zadowolone i chyba zmieniły zdanie.

W Lawendowych Termach pojawiają się także polskie gwiazdy.

- I to bardzo często. Rezerwują u nas noclegi szczególnie przy okazji koncertów granych w Uniejowie. Czasami ze swoimi zespołami i całym zapleczem technicznym zajmują większość pokoi. Odwiedzali nas m.in. Edyta Górniak, Maryla Rodowicz, Ewa Kasprzyk i Andrzej Poniedzielski. Często bywa też Michał Urbaniak, bo jest naszym dobrym znajomym.

Gwiazdy mają specjalne wymagania?

- Niektóre tak. Zdarzało się, że w zarezerwowanym apartamencie musiała być odpowiednia ilość kwiatów w odpowiednim kolorze, woda z określoną etykietą i menu dostosowane do indywidualnych potrzeb. Niektórzy wychodzili z hotelu bocznymi drzwiami, chowając się za kapturem. Zupełnie niepotrzebnie. Jesteśmy hotelem na uboczu, gdzie nie ma żadnych paparazzi ukrywających się za rogiem. Nigdy nam się to nie zdarzyło.

Lawendowe Termy działają od ponad czterech lat. Jakie były początki?

- Przez wiele lat prowadziłam firmę budowlaną i w pewnym momencie doszłam do wniosku, że najwyższy czas przestać biegać po rusztowaniach i zrobić coś bardziej stacjonarnego. Pierwotnym pomysłem było stworzenie obiektu rehabilitacyjnego. Z czasem pojawił się unijny program i koncepcja trochę się zmieniła. Dzięki temu mamy dużo większe spektrum klientów.

Lawendowe Termy to połączenie czterogwiazdkowego hotelu, centrum rehabilitacyjnego i SPA. Obiekt zbudowano nad rzeką, nie ma klasycznych fundamentów - stoi na 386 6-metrowych palach. Zasilany jest wodą ze źródeł geotermalnych zawierających właściwości lecznicze. Do dyspozycji jest 55 luksusowych pokoi, baseny termalne, jacuzzi, strefa saun, siłownia z salą fitness. W ofercie są zabiegi upiększające, masaże lecznicze, medycyna sportowa, kuracje rehabilitacyjne.

Dlaczego Uniejów?

- Szukałam działki nad morzem i w górach. Wybór padł na Uniejów, bo ma świetną lokalizację logistyczną. Jako małe miasteczko ma też swoją magię. Tutaj jest klimat, który przyciąga ludzi. Kiedy kupowałam działkę, dookoła nic nie było, oprócz pasących się krów. Nie było drogi dojazdowej, uzbrojenia, ani obwałowania przeciwpowodziowego. Spotkałam się z burmistrzem, który powiedział, że chce to wszystko zrealizować. Powiedziałam - OK. Dotrzymał słowa i udało się.

To był impuls do działania?

- Przyjazny stosunek do inwestora jest bardzo ważny. Budowa tak dużego kompleksu to ogromny wysiłek. To były trzy lata wykreślone z mojego życia, żeby wszystko dopiąć finansowo i zrealizować do końca.

Wcześniej budowała pani podobne obiekty?

- Mam uprawnienia w zakresie budowania oczyszczalni ścieków i stacji uzdatniania wody. To też były duże wyzwania budowlane, jednak z zupełnie innej branży.

Wcześniejsze doświadczenie bardzo się przydało. Hotel powstał tuż nad rzeką i w trudnym terenie. Nie ma klasycznych fundamentów. Obiekt ustawiony jest na 386 sześciometrowych palach i nic go tutaj nie ruszy.

Lawendowe Termy to biznes rodzinny?

- Tak. To firma moja i moich synów.

Jest podział obowiązków?

- Ja jestem prezesem zarządu firmy, w którym jest także mój starszy syn Marcin. On jest dyrektorem generalnym Lawendowych Term. Wyręcza mnie w wielu sprawach, pod warunkiem że nie zajmuje się swoją ukochaną siatkówką, bo jest też prezesem drużyny Budowlanych Łódź. Młodszy syn Bartosz jest dyrektorem SPA i przeprowadza konsultacje lekarskie.

Siatkarki odwiedzają Lawendowe Termy?

- Oczywiście. Najczęściej przyjeżdżają na lunch, czasami na odnowę biologiczną.

Pani przykład pokazuje, że biznes to nie tylko domena mężczyzn.

- Coraz więcej kobiet pojawia się w biznesie i robią to bardzo skutecznie. Kobiety są bardziej konsekwentne od mężczyzn. Jeżeli podejmą już jakąś decyzję, to potrafią wszystko doprowadzić do końca. Uważam, że biznes powinno robić się po cichu, bez afiszowania się. Nic nie przychodzi z łatwością.

Jest czas na realizowanie pasji poza pracą?

- Moją pasją jest praca. Nie wyobrażam sobie nic nierobienia. Być może jestem pracoholikiem, ale nie potrafię się oglądać do tyłu. Myślę tylko o tym, co mam zrobić jutro, za tydzień, za rok.

Prowadzenie własnego biznesu to bardzo ciężka praca. Trzeba zaangażować się w stu procentach. Zwłaszcza w branży hotelarsko-gastronomicznej. Tutaj nie ma wolnej soboty, niedzieli, czy świąt. Zatrudniamy fizjoterapeutów, kosmetologów, pracowników restauracji i całą obsługę hotelu. To ogromna różnorodność i trzeba wszystkiego dopilnować. Klient, który tutaj przyjeżdża, musi być dopieszczony, bo za to płaci. Dla mnie największym sukcesem jest kilkadziesiąt procent stałych gości, którzy wracają do nas.

Czyli trzeba się spieszyć z rezerwacjami.

- Zdecydowanie tak. Ostatnio był u nas klient, który przyjeżdża od samego początku i powiedział, że robił pięć podejść, żeby zarezerwować pokój w weekend, bo ciągle nie ma miejsc. Mamy też przezornych gości, którzy przyjeżdżają do nas na Wielkanoc - i zawsze robią rezerwację na następny rok.

Obiekt przerósł nasze pierwotne oczekiwania. Chronicznie brakuje nam miejsc hotelowych. Obecnie jestem na etapie kończenia projektów na rozbudowę kompleksu. Z jednej strony nadal chcemy być obiektem kameralnym i spokojnym, dla ludzi biznesu, którzy od czasu do czasu muszą się zresetować i odpocząć od codziennych obowiązków i stresów, ale z drugiej strony nie chcemy wciąż tworzyć rezerwowych list z powodu braku miejsc.

Na co mogą liczyć goście?

- Nasz obiekt jest w pełni ekologiczny. Mamy jedno źródło zasilania w postaci wody geotermalnej - i ona służy zarówno do wypełniania basenu, jak i ogrzewania pomieszczeń i wody w kranach, a także kąpieli leczniczych. Największym magnesem przyciągającym klientów jest na pewno basen. Mamy również bardzo szeroką ofertę, jeżeli chodzi o rehabilitację i SPA. Począwszy od kriokomory, poprzez całą fizykoterapię, balneoterapię oraz wszelkiego rodzaju zabiegi kosmetyczne i masaże. Mamy też trzy apartamenty z jacuzzi na balkonach, które cieszą się szczególnym zainteresowaniem. Można siedzieć w ciepłej wodzie z bąbelkami i podziwiać świecące na niebie gwiazdy lub padający śnieg.

Okoliczności przyrody też sprzyjają relaksowi.

- Takie było nasze założenie. Jesteśmy położeni na uboczu, blisko natury. Można obejrzeć dzikie ptactwo, które ma swoje siedliska w dolinie Warty lub zobaczyć sarny, czy zające przechadzające się po okolicy. Dookoła jest sporo ścieżek i szlaków. Można spacerować wzdłuż rzeki, uprawiać nordic walking lub skorzystać z naszej wypożyczalni rowerów.

Lawendowe Termy to pani biznesowy sukces?

- Zdecydowanie tak. W październiku minęły cztery lata odkąd się otworzyliśmy. Nie sądziłam, że ten interes rozwinie się w tak szybkim tempie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Bezczelnie sponsorowany materiał. Czemu redaktor nie zadał kilku niewygodnych pytań? Np. o męża czyli dyrektora szpitala WAM w Łodzi? Czemu nie zapytał o nieprawidłowości w przetargach w szpitalu a także przy pozyskiwaniu zleceń przez ich firmę budowlaną oraz nieprawidłowości w klubie Budowlani Łódź który należy też do Chudzików?
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Jawna kryptoreklama?
    już oceniałe(a)ś
    1
    0