"Pamięci, przemów!" - pod takim hasłem zapożyczonym od Vladimira Nabokova (a dokładniej: z tytułu jego autobiografii) upływał tegoroczny Festiwal Puls Literatury.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Temat pamięci spinał kolejne spotkania składające się na program: trybów, w jakich pracuje, metod i narzędzi literackich, przy pomocy których możemy do niej docierać i ją wypowiadać, pracy już wykonanej i zadań na przyszłość. Spotykamy się dziś, w ostatnim dniu festiwalu, by wręczyć Nagrodę Literacką im. Juliana Tuwima: to dzień podsumowań, nie tylko świętowania, może i nawet prognoz. W tym roku nominowaliśmy do Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima: Ingę Iwasiów, Ewę Kuryluk i Pawła Sołtysa – każde z tej trójki za tytułowym, festiwalowym wezwaniem od wielu lat podąża, na to wezwanie na swój sposób, w wypracowanych przez siebie formach odpowiada. Pamięć wydaje się stawką literatury, choć bywa niebezpieczna, to bywa i powinnością: pamiętać to znaczy przeciwstawiać się przemijaniu, pamiętać to znaczy dawać odpór niszczycielskim siłom, pamiętać to znaczy sprzeciwiać się unicestwianiu wydarzeń i postaci uznawanych za słabsze, skazywanych na nieistnienie, pamiętać to znaczy rzucać wyzwanie władzy tak symbolicznej, jak i politycznej. Pamiętać to znaczy nie tylko sięgać w przeszłość, ale znaczy również zapisywać teraźniejszość, nie tylko wspominać, ale też utrwalać tu i teraz na bieżąco – jak uczyniła Inga Iwasiów, profesorka akademicka, krytyczka literacka, prozaiczka, literaturoznawczyni, publicystka, aktywistka w eseistycznym „Odmrażaniu", jednej z najważniejszych książek nie tylko kończącego się roku, ale i ostatnich lat. Pisać, gdy inne środki wyrazu i działania kapitulują, notować na gorąco, by dzięki temu ruszać pracę rozumienia, nie odkładać go na później, wybierać możliwą dzięki uruchomieniu maszyny do pisania trzeźwość w najbardziej nawet mglistych i niewyraźnych czasach, pisanie umożliwia sięganie dalej i głębiej, nie tylko opisywanie, ale i definiowanie, może nawet prognozowanie. Paweł Sołtys, muzyk, autor piosenek, pisarz, autor „Mikrotyków" i „Nieradości" czuły jest na zdarzenia i sprawy drobne, mało widowiskowe, upamiętnia je, nie osuwając się w tak ponętny czasem patos, nie unika wzruszeń, które jednak nigdy nie są tanie, nie kusi go kicz, wywołuje w migawkach prozatorskich bohaterów żyjących w cieniach, nigdy w centrach, potrafi oddać godność ich rozpaczy, może i niewielkich, ale i przez tę skalę przejmujących. Upamiętnienie tego, co wypychane poza ramę widzialności, to jedno z istotnych zadań literatury, upamiętnianie tej niegłośnej, tej zbyt bliskiej, by ją wyraźnie dostrzegać i doceniać bliskiej codzienności.

18.12.2021, Łódź. Nagroda Literacka im. Juliana Tuwima, gala w Monopolis
18.12.2021, Łódź. Nagroda Literacka im. Juliana Tuwima, gala w Monopolis  Fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl

„Nagroda Literacka im. Juliana Tuwima przyznawana jest" – czytamy w regulaminie nagrody – „za twórczość literacką, która w istotny sposób podwyższa poziom świadomości wspólnoty społecznej demokratycznego państwa, przyczyniając się do zrozumienia źródeł i różnic światopoglądowych oraz oferuje wgląd w problemy rzeczywistości społecznej i kulturowej na poziomie jednostek, społeczeństw i narodów. Twórczość Laureata/ Laureatki Nagrody powinna otwierać nowe obszary dialogu oraz charakteryzować się ambicją diagnozowania i zmieniania rzeczywistości, wrażliwością społeczną i humanistyczną". Tym właśnie cechuje się twórczość całej trójki nominowanych.

Czy osoba pisząca ma szczególne obowiązki wobec społeczności? Czy ma długi, powinności, z których powinna się wywiązywać przede wszystkim, stawiać je ponad swoją prywatnością? „Artysta jest zanurzony w swojej indywidualnej prywatności, nie może być inaczej" – wyznała Ewa Kuryluk, historyczka sztuki, malarka, artystka instalacji, pisarka, poetka w „Manhattanie i Małej Wenecji", książce dwugłosie, rozmowie rzece przeprowadzonej przez Agnieszkę Drotkiewicz, by dodać po chwili: „droga do uniwersalności prowadzi zawsze przez prywatność". Dyskusje o możliwym niezaangażowaniu literatury można już chyba schować do szuflady, tyle razy przecież udało się odkryć, że nie da się pisać z „niemiejsca", że każda wypowiedź jest osadzona w zestawie doświadczeń, osadzona jest w czasie i przestrzeni. Właśnie przez namysł nad miejscem, z którego się mówi, okolicznościami wypowiedzi literackiej oraz przeżyciami prowadzi droga do porozumienia między jednostkami, a może i na większą skalę. Trzeba tylko to wszystko sobie nawzajem dokładnie opowiedzieć. Ale – właśnie, jakie są powinności osoby piszącej? Czy owe ewentualne powinności krępują, czy są może wartością dodaną? „Wychowana w ruinach Warszawy i cieniu Treblinki nie mogę pogodzić się z wojną i eksterminacją bezbronnej ludności cywilnej, nigdzie!" – stawiała sprawę jasno autorka olśniewającego, wywrotowego, przełomowego „Wieku 21" we wspomnianym „Manhattanie i Małej Wenecji". Artystka, której twórczość często prezentowano jako „wymagającą" czy nawet „trudną" (to drugie określenie bywa „pocałunkiem śmierci" w obiegu literackim), stawia sprawę jasno: nie można milczeć w obliczu niesprawiedliwości. Pisarka, której twórczością inspirowały się znakomite przedstawicielki kolejnych pokoleń takie jak Joanna Bator (widać to wyraźnie w „Ciemno, prawie noc" czy w „Roku królika") czy pewnie również sama Inga Iwasiów; pisarka, której twórczość buduje kanon współczesnej literatury, tę postawę zaangażowaną przejęła od przedstawicielek i przedstawicieli poprzednich pokoleń. Postrzegana przez wielu jako twórczyni osobna, wspiera się dorobkiem intelektualnym pokolenia swoich rodziców: Karola Kuryluka, redaktora naczelnego legendarnych „Sygnałów" (a po wojnie „Odrodzenia") i dyplomaty oraz Marii/ Miriam z domu Kohany Kuryluk, pisarki, tłumaczki i pianistki. To od nich przejęła tęsknotę za planetą braterstwa, utopią nie tylko literacką postulowaną przez choćby Halinę Górską, współzałożycielkę „Sygnałów", pisarkę, autorkę „Chłopców z ulic miasta" (Karol Kuryluk napisał wstęp do powojennego wydania powieści). Na zmianę społeczną trzeba mozolnie pracować, zwłaszcza gdy sukces nie majaczy na horyzoncie, nie można pozostawać obojętnym wobec niesprawiedliwości, trzeba dodawać sobie odwagi, trzeba podejmować ryzyko, nie tylko artystyczne. Przyświeca twórczości Ewy Kuryluk ten odziedziczony cel: bronić idei planety braterstwa, zapisywać losy niedobitków, ocalonych z Zagłady, wypowiadać ich losy z uporem i mimo oporu formy, szukać takiej, która odpowie na ich potrzeby, bez nadużyć czy możliwie najmniejszą ich ilością. W tej batalii wygrywa fikcja – w „Wieku 21" oddała najpełniej tragiczne losy swojego młodszego brata, Piotra, cudownego dziecka obciążonego cudzą pamięcią, szczęściarza obarczonego odziedziczonym cierpieniem, Kraba Kępki zmiażdżonego przez ciężką stopę historii (nie ochronił go żaden z pancerzy, nie ochroniły go jego uzdolnienia ani wiedza, nie ochroniła go w końcu nawet miłość najbliższych). Długo powstawał „Feluni. Apoteoza enigmy", ostatnia część autobiograficznej trylogii (wcześniejsze to „Goldi" i „Frascati), na przeszkodzie stawały obawy autorki, by nie przekroczyć granicy, by nie narzucić tytułowemu bohaterowi własnego głosu. Pochłonięty przez chorobę psychiczną Piotr Kuryluk zamilkł, trzeba było wiele pracy i wysiłku, by to milczenie usłyszeć i przetłumaczyć je na język prozy, by oddać mu sprawiedliwość. „Piotr to spiritus movens mojej pierwszej powieści i następnych: Grand Hotel Oriental, Goldi i Frascati", podkreślała Kuryluk.

Dorobek artystyczny Ewy Kuryluk robi wrażenie: ogrom prac z zakresu sztuki, historii sztuki, eseistyki, literatury. Jak, skąd czerpać siłę do pracy artystycznej w obliczu kryzysu, dramatu rozgrywającego się w domowych wnętrzach, w cieniu choroby, w cieniu żałoby, w cieniu nienazywanej tak długo Zagłady? Co robić, jak zachować się w kryzysie, gdy sens znanych działań się wyczerpał, gdy napierają chaos i zgroza?

Gdy nie wiadomo, co ze sobą zrobić, weź do ręki słownik – mawiał do córki Karol Kuryluk. Tę całkiem niezłą radę dobrze sobie wziąć do serca. Słowa to osobne obrazy, podkreślała ledwo kilka lat młodsza od Ewy Kuryluk amerykańska pisarka chińskiego pochodzenia, Amy Tan, autorka między innymi „Klubu Radości i Szczęścia" (cała jej twórczość, podobnie jak twórczość Kuryluk, wyrasta z doświadczeń rodzinnych, skupiona jest na odczytywaniu niewypowiedzianych, skrzętnie skrywanych dramatów matek, córki zaś dopiero po latach są w stanie – niewątpliwie dzięki działalności artystycznej – zrozumieć swoje samobójcze matki). Ulubionym zajęciem ośmioletniej przyszłej pisarki było czytanie słownika (Tan sama odkryła to przyjazne wsparcie): każde słowo otwierało nowy świat, ale i odnosiło się do innych: do kolejnego i poprzedniego, ukazywały się dzięki lekturze słownika tajemne przejścia między – wydawać by się mogło – zamkniętymi całościami. Zobaczyć je, zobaczyć miejsca przejść, wpływów i zależności, wyprowadzić je z obrazów czy obrazowych metafor można uznać za wspólne dla obu pisarek. Konieczne jest też budowanie/ tworzenie własnych, prywatnych słowników emocji. Gry słowne, rebusy i szarady to specjalność Kuryluk, widać to w każdym jej dziele – nie tylko w wybitnym debiucie, zaszyfrowanym, a zarazem „bezwstydnym, otwartym jak rana". Pracuje Kuryluk na tym, co widoczne, a niedoczytane lub przeczytane na opak, pracuje z i nad ukrytymi, ukrywającymi się, z pełnym oddania wyczuciem pracuje nad przekładem ich sytuacji tak, by uczynić ją zrozumiałą, ale nie ściągać na nich niebezpieczeństwa – widać to w instalacji „Trio dla ukrytych", wywiedzionej z „Wieku 21". Wykorzystane w niej maski weneckie, kojarzone z zabawą, karnawałem, pamiątkami z podróży tu miały przywodzić na myśl czasy zarazy, panoszenia się dżumy: na długie nosy masek sypano zioła, które miały chronić przed zarazkami. W „Trio" ten rozrywkowy, a zarazem historyczny przedmiot staje się „symbolem dżumy moralnej, jaką była Zagłada", tłumaczyła artystka.

Co byśmy zrobili, co byśmy zrobiły bez Ewy Kuryluk? Jak długo musiałaby polska literatura pracować, by tę wyrwę uzupełnić? Na czym budowałyby współczesne autorki, do czego/do kogo odnosiłyby się? Kusi, by traktować olbrzymi dorobek Ewy Kuryluk jak rodzaj przewodnika, rodzaj mądrościowego poradnika wspierającego w czasach kryzysu – jak choćby ten, w którym się znaleźliśmy. Mam na myśli nie tylko pandemię, ale i reakcyjne zwroty; w końcu backlash, jak tłumaczyła Agnieszce Drotkiewicz Ewa Kuryluk, „to skutek ogromnego postępu, który się dokonał. A im większy postęp, tym większa reakcja". Kusi, by traktować Ewę Kuryluk jak mistrzynię, u której można zasięgać języka, szukać porady – może i nawet pocieszenia. Przyznajemy Nagrodę Literacką imienia Juliana Tuwima w grudniu 2021 roku, mierzymy się z narastającym od dawna kryzysem klimatycznym, a od kilku miesięcy z kryzysem humanitarnym. Wschodnia granica Polski stała się areną, na której rozgrywane są losy niewinnych, bezbronnych ludzi poszukujących schronienia dla siebie i swoich bliskich, jakby chodziło o postaci z gry czy przedmioty. Na naszych oczach giną z głodu i zimna, nie znajdują schronienia, łamane są ich prawa, prawa człowieka, a łapanki przywodzące na myśl najgorsze wojenne wydarzenia, polowania urządzane przez polskie władze, przez polskie wojsko w przygranicznych lasach na oszukanych, schorowanych i zziębniętych nieszczęsnych ludzi obciążają nasze sumienia, spadają na nasze barki. Co robić, co zrobić w obliczu tego cierpienia, tej niesprawiedliwości? Jak postępować w obliczu tej niesprawiedliwości? „Esencja moralności sprowadza się do nieustannego starania o to, by impuls altruizmu i empatii przeważył nad odruchem egoizmu i agresji w jednostce, społeczeństwie, na całej planecie. Niestety, nie nauczyliśmy się tego dotąd. Nie umiemy więc unikać wojny: największej klęski moralnej ludzkości. A czy się nauczymy? Pesymistyczny Wiek 21 kończy się na Księżycu, zasiedlony przez niedobitków z Ziemi zdewastowanej katastrofą nuklearną" – mówiła Ewa Kuryluk. Ale nie ma już dokąd uciec i uciekać już nie można. Można za to/ należy oprotestowywać i upamiętniać działania, którym świadkujemy, by nasza obojętność nie dokładała się do zadawanej przemocy. Upamiętnianie tych działań posłużyć może z czasem jako oskarżenie, jako dowód w sprawie, ku przestrodze, może i ku opamiętaniu.

Tegoroczną Nagrodę Literacką im. Juliana Tuwima przyznajemy Ewie Kuryluk.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem