Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Koronawirus w Polsce. Zapisz się na specjalny newsletter, w którym zawsze znajdziesz sprawdzone informacje

Jeszcze we wtorek, 10 marca, Teatr Lalek Arlekin zapraszał dziennikarzy na próbę medialną nowego spektaklu „Jak zostałam wiedźmą”. Już wiadomo, że zapowiadanej na weekend premiery nie będzie. Z powodu obaw przed koronawirusem zamknięte są teatry, muzea, baseny i zoo.

Nad tekstem Doroty Masłowskiej z łódzkimi aktorami pracowała Ewelina Pietrowiak, reżyserka operowa i autorka wywiadu rzeki z Jerzym Pilchem. – Zupełnie nie rozumiem tej paniki, przecież większym ryzykiem jest wychodzenie na ulice. Wystarczy spojrzeć na statystyki wypadków samochodowych – mówiła jeszcze przed decyzją o pozamykaniu teatrów.

– W ostateczności zrobimy premierę zamkniętą, dla sześciu osób.

Tak, jak po strajku

- Mieliśmy taki pomysł, ale z niego zrezygnowaliśmy. Nie wpuszczamy nikogo z zewnątrz, nawet rodzin czy dzieci, tylko pracowników – mówi Ewa Kwiecińska-Kotwasińska z Arlekina. – Powtarza się scenariusz z ubiegłego roku, kiedy przez trzy tygodnie był strajk nauczycieli. Ponieważ teatry dla dzieci są uzależnione od szkół i przedszkoli, sporo straciliśmy, około 50. tys. zł. Ale wtedy nie wszystkie spektakle odwołaliśmy. Nikt nam tego nie zrekompensował. Teraz jest jeszcze gorzej, bo przepada premiera, a przecież koszty zostały już poniesione, wydrukowaliśmy plakaty…

- Liczymy straty, staramy się dostosować od wytycznych. Zamknęliśmy teatr, odwołaliśmy spektakle i warsztaty, ale pracujemy i będziemy gotowi na przyjęcie widzów –

mówi Joanna Ossowska-Struszczyk, wicedyrektor Arlekina. – Trwają też przygotowania do kolejnej premiery, planowanej na 4 kwietnia. Mamy nadzieję, że odbędzie się ona zgodnie z planem.

Niewesoło jest też w Pinokiu, teatrze borykającym się z problemami od odejścia Konrada Dworakowskiego.

Z afisza schodzą „Koralina” i „Sekretny dziennik Adriana Mole’a” – teatr traci licencje, bo tytuły będzie realizować Hollywood. Na koniec marca planowane było pożegnanie z „Koraliną” – wszystko wskazuje jednak na to, że go nie będzie.

Nowego spektaklu, wdzięcznego, poetyckiego „Ander-Snu”, który miał podreperować budżet, Pinokio też nie może grać.

Odwołane zostały m.in. „Świnki 3”, „Pokolorowanki” i „Ronja, córka zbójnika”. - Większość była od dawna wykupiona. W ostatnich dniach niektóre grupy zaczęły się wycofywać, ale nie do stopnia miażdżącego repertuar - mówi Anna Sztuder-Mieszek, aktorka Pinokia.

Aktorzy bynajmniej nie traktują przymusowej przerwy w pracy jako ferii. - Dostaniemy najniższą krajową – dodaj Anna Sztuder-Mieszek. – Tylko i aż, bo nasza pensja jest poniżej średniej i to zagraniem kilku spektakli dobijamy do tej najniższej. Jeśli nie gramy wcale, państwo musi nam wyrównać pensje do tej ustawowej.

Jest koronawirus, ale tantiemy trzeba płacić

Na ponad 500 tys. zł straty szacuje Grażyna Posmykiewicz, dyrektor Teatru Muzycznego. Musicale "Miss Saigon", "Les Miserables" i "Madagaskar" są udostępnianie na licencji.

- I nawet, jeśli ich nie gramy, i tak musimy płacić tantiemy. To około 9 tys. zł za każdą prezentację -

mówi Posmykiewicz. - "Miss Saigon" i "Madagaskar" przechodzą na następny sezon, ale z "Nędznikami" będziemy już musieli się pożegnać i nie zagramy ich tyle, ile byśmy chcieli. 

Teatralna kwarantanna to problem dla artystów. Posmykiewicz: - Pół biedy, jeśli są zatrudnieni na etacie, wtedy dostają gołą pensje. Ale w naszych spektaklach gra mnóstwo młodych osób, które nie mają stałych pensji. Dla nich to prawdziwa tragedia, zostają na lodzie. 

W Jaraczu ofiarą koronawirusa padły m.in. spektakle „Kto zabił Kaspara Hausera”, „Królowa Śniegu”, „Karamazow” i „Seksualne neurozy naszych rodziców”. 

- O finansowych trudno teraz cokolwiek powiedzieć. Zgodnie z decyzją ministra nie organizujemy wydarzeń z udziałem publiczności, ale teatr funkcjonuje, pracownie mają co robić, powstają dekoracje i kostiumy - mówi Michał Lenarciński z Teatru Jaracza.

Nie zawieszono prób do dwóch spektakli – nad „Zemstą rosyjskiej sieroty” Henriego Rousseau pracuje z aktorami Jaracza Jan Klata, premiera planowana jest na 9 maja.

25 kwietnia w repertuarze pojawi się kolejny, nowy tytuł – „Wojna na trzecim piętrze”. – To inicjatywa aktorska. Komedię Pavla Kohouta, pełną czeskiego humoru i kafkowskich postaci, realizują Ula Gryczewska, Robert Latusek, Mariusz Witkowski i Mariusz Siudziński – wyjaśnia Lenarciński. - Razem z całą Europą musimy uzbroić się w cierpliwość. Wrócimy z nową energią! Ars longa, vita brevis.

Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych zawieszony

Rany liże też Teatr Powszechny. Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych został zawieszony. Nie będzie weekendowych prezentacji „Panien z Wilka” Iwaszkiewicza w reżyserii Agnieszki Glińskiej (Narodowy Stary Teatr w Krakowie). Odwołany został też „Hamlet” Szekspira i Wyspiańskiego w reż. Bartosza Szydłowskiego (Teatr Słowackiego w Krakowie), którego festiwalowa publiczność miała oglądać w Hali EXPO. Łodzianie nie pojadą też 21 marca na „Cząstki kobiety” Mundruczo do Warszawy.

- Odwołanie wszystkich spektakli pomiędzy 11 a 25 marca, w tym trzech spektakli festiwalowych, to dla nas strata wynosząca prawie 240 tysięcy złotych z wpływów z biletów. Spektakle mieliśmy w całości sprzedane lub zarezerwowane. Pieniądze za wszystkie bilety musimy zwrócić -

informuje Miłosz Słota z Teatru Powszechnego. - Ponadto w poniedziałek, 16 marca, mieliśmy zagrać „Wykapanego zięcia” w Teatrze Telewizji - na żywo, z udziałem publiczności. Spektakl również się nie odbędzie - zaprezentowany będzie prawdopodobnie w innym terminie.

Aktorzy etatowi Powszechnego mają pensję za gotowość, ale zasadniczą część ich wynagrodzenia stanowią stawki za zagrane spektakle. Słota: - Średnio można przyjąć 500 zł za przedstawienie. Aktorzy kontraktowi otrzymują wynagrodzenie, jeśli pracują nad nowym spektaklem (honorarium za przygotowanie roli) oraz stawki za spektakle, które zagrają (oczywiście są cały czas ubezpieczeni). To naprawdę bardzo trudna sytuacja dla zespołu artystycznego.

 Duże straty odnotuje Teatr Wielki, mający widownię na ponad tysiąc osób. – Spektakle, które musieliśmy odwołać, sprzedały się świetnie. „Madame Butterfly” z Joanną Woś, „Aida” i jubileusz „Królewny Śnieżki” – prawie w całości – mówi Bartosz Jakóbczak z łódzkiej opery. – Nastroje w teatrze nie są złe. Artyści wiedzą jak wygląda sytuacja, są wyrozumiali, najważniejsze jest dla nich zdrowie własne i bliskich.

Chcesz wiedzieć pierwszy, co ważnego dzieje się w Łodzi? Wyślemy Ci to na „komórkę”. Ściągnij aplikację „Wyborczej” i czekaj na powiadomienia. Jak to zrobić?

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.