Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Koronawirus w Polsce. Zapisz się na specjalny newsletter, w którym zawsze znajdziesz sprawdzone informacje

Szymon Bujalski: Jak w czasach koronawirusa funkcjonuje pani salon fryzjerski?

Marzena Matusiak, właścicielka salonu fryzjerskiego Wicherek przy ul. Kilińskiego w Łodzi: Nie funkcjonuje. Jest zamknięty już drugi tydzień. Siedzę w domu. 

Długo prowadzi pani Wicherka?

Od 2008 r. Wcześniej byłam tu pracownikiem. Gdy szefostwo przeszło na emeryturę, przejęłam zakład. Szkoda byłoby zamykać, bo mieliśmy już wielu swoich klientów, którzy przychodzili do nas regularnie.

CZYTAJ TAKŻE: "Panny młode dzwonią zapłakane". Przez koronawirusa ludzie przekładają wesela

Czyli przetrwała pani i przebudowę dworca Łódź Fabryczna, i remont ul. Kilińskiego.

- Jak robili dworzec Fabryczny, to mieliśmy praktycznie cztery lata wegetacji [Wicherek działa przy ul. Kilińskiego 78, a więc tuż obok biurowca Przystanek mBank i EC1 oraz ok. 200 m od dworca - przyp. red.]. Ulica była rozkopana, nie było dojazdów, klienci nie przychodzili. Co najwyżej część stałych, którzy o nas wiedzieli. W tamtym czasie przeżyliśmy jedynie dzięki pracownikom, którzy budowali dworzec. Gdyby oni do nas nie przychodzili, byłby koniec.

Z powodu kolejnych remontów w okolicy ostatnio też nie było pewnie łatwo?

- To prawda. Rozkopali a to Nawrot, a to Tuwima... W miarę normalnie w naszej okolicy zrobiło się dopiero niedawno, można powiedzieć, że w ostatnich tygodniach.

I do Polski przyszedł koronawirus...

- Na początku pomyślałam, że nadchodzi tragedia. Jak wojna światowa. Niestety, mój zawód jest bardzo narażony na koronawirusa. Mamy dużą styczność z klientami, nie ma możliwości odsunięcia się metr czy dwa, nie ma możliwości pracy zdalnej...

Marzena Matusiak, właścicielka salonu fryzjerskiego Wicherek przy ul. Kilińskiego w Łodzi. Z powodu koronawirusa jej firma przeżywa ogromny kryzys.Marzena Matusiak, właścicielka salonu fryzjerskiego Wicherek przy ul. Kilińskiego w Łodzi. Z powodu koronawirusa jej firma przeżywa ogromny kryzys. Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Ale teoretycznie mogłaby pani przyjmować klientów?

- Niby tak, ale ludzie w ogóle nie dzwonią, nie przychodzą. Wizyty, które miałam umówione, zostały przez klientów odwołane. Już nawet nikt nie umawia się na kolejne. Każdy siedzi w domu i się boi. A jak już mówiłam, u nas ryzyko zakażenia jest większe. Sama też się zresztą boję. Nie wiem, czy nie miałabym kontaktu z zakażoną osobą, a mam 17-letniego syna. Nie chciałabym złapać wirusa i przynieść go do domu.

CZYTAJ TAKŻE: Społeczna odpowiedzialność w dobie koronawirusa. Łódzkie firmy pomagają walczyć z epidemią

Rozumie pani obawy klientów?

- Nie dziwię się, bo kto w takich czasach myśli, by wydawać pieniądze na fryzjera? Większość martwi się o to, by wystarczyło im teraz na zakupy. Przecież nie wiadomo, jak długo potrwa ta epidemia. A najgorsze pewnie dopiero przed nami... Jestem tym wszystkim załamana. Z dnia na dzień jakbym pracę straciła, jakby świat się urwał.

Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

I pewnie wśród salonów fryzjerskich nie jest pani wyjątkiem...

- Jestem z innymi fryzjerami na bieżąco, piszemy na forum. Jakieś 90 proc. salonów jest zamkniętych, większość znajduje się w podobnej sytuacji do mojej. Fryzjerzy nie chcą narażać siebie i swoich rodzin.

Popiera pani te wszystkie ograniczenia, które w związku z koronawirusem wprowadził rząd?

- Przyznam szczerze, że tak. Nie chciałabym, żeby ten wirus się rozprzestrzeniał jak w innych krajach. Ludzie powinni siedzieć w domu. Sama zresztą nie chcę się z nikim spotykać, by nie mieć styczności. Nie rozumiem, jak w takiej sytuacji ludzie mogą spotkać się w jakichś skupiskach. Nie rozumiem też, dlaczego niektórzy wychodzą z domu w trakcie kwarantanny. Bardzo dobrze, że są za to wysokie kary.

Zapoznała się pani z propozycją wsparcia dla przedsiębiorców przedstawioną przez rząd?

- Oczywiście. Śledzę wszystko na bieżąco.

I co pani sądzi o "tarczy antykryzysowej"?

- W moim przypadku mogę skorzystać z niepłacenia ZUS przez trzy miesiące. Ale to przecież nie wszystko, bo do tego dochodzą inne opłaty. Łącznie kosztują mnie ok. 1,2 tys. zł. Samo zwolnienie z ZUS niewiele więc pomoże.

No i przede wszystkim zatrudniam jednego pracownika, któremu muszę płacić pensję. Z czego, jak salon zamknięty, a bez klientów nie ma dochodów?

Wygląda na to, że pracownika powinnam więc zwolnić. Ale nie chcę tego robić. Ta dziewczyna pracuje ze mną już siedem lat.

Przetrwaliśmy wiele trudnych chwil, jak ta budowa dworca. Będę więc próbowała ze wszystkich sił ją zatrzymać. Pytanie, jak długo to wszystko może potrwać. I przez jak długi okres takie firmy, jak moja, mogą w obecnej sytuacji pozwolić sobie na zatrzymanie wszystkich pracowników.

Marzena Matusiak, właścicielka salonu fryzjerskiego Wicherek przy ul. Kilińskiego w Łodzi. Z powodu koronawirusa jej firma przeżywa ogromny kryzys.Marzena Matusiak, właścicielka salonu fryzjerskiego Wicherek przy ul. Kilińskiego w Łodzi. Z powodu koronawirusa jej firma przeżywa ogromny kryzys. Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

CZYTAJ TAKŻE: Koronawirus wykańcza branżę turystyczną. "Ci ludzie nie mają z czego żyć"

A co sądzi pani o wsparciu ze strony magistratu, który zaoferował odroczenie czynszu na rok, rozłożenie go na raty i możliwość umorzenia odsetek?

- Ja nie zarobię tyle, żeby te raty później spłacać. Byłoby najlepiej, jakby te płatności w ogóle anulowano. Jeśli będziemy musieli płacić, ale później, to po prostu wpadniemy w długi. Długi, których też nie będzie za co spłacić. Sytuacja jest więc bardzo ciężka, wręcz tragiczna.

Dostrzega pani w tym wszystkim coś optymistycznego?

- Nie. Śledzę to wszystko w telewizji i tylko modlę się, by wszystko skończyło się jak najszybciej. Inaczej...

Rozmawiał: Szymon Bujalski

Akcja "Gazety Wyborczej" i Booksy.com

Solidarni 2020. Prześlij trochę wsparcia

Pandemia koronawirusa zagraża przedsiębiorcom, których działalność polega na bezpośrednich kontaktach z klientami. Zamkniętych zostało ok. 90 proc. salonów fryzjerskich i kosmetycznych.

Obsługująca je platforma rezerwacyjna Booksy ruszyła z inicjatywą „Prześlij trochę wsparcia”. "Gazeta Wyborcza" i "Wysokie Obcasy" przyłączają się do niej z kampanią Solidarni 2020.

Wejdź do aplikacji Booksy i wpłać 20, 50 lub 100 zł jako wsparcie dla wybranego fryzjera, kosmetyczki, barberowi czy fizjoterapeucie. W podziękowaniu za okazaną pomoc otrzymasz kod na bezpłatną prenumeratę Wyborcza.pl i Wysokieobcasy.pl.

Bądźmy solidarni i razem przetrwajmy ten trudny czas.

Koronawirus w Łodzi i Łódzkiem

Gdzie szukać informacji? Jak funkcjonuje Łódź i Łódzkie w czasach koronawirusa. Gdzie zadzwonić, jeśli wykryje się u siebie objawy koronawirusa? Które restauracje dowożą jedzenie do domów? Jak działają policja, MPK i urzędy? Jak skorzystać z kultury online? Zebraliśmy wszystko w jednym miejscu. TUTAJ.

Koronawirus w Polsce

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.