Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Łodzi? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

W piątek, 29 maja, w MS2 zostanie otwarta wystawa prac Teresy Tyszkiewicz „Dzień po dniu”. Zobaczymy prace filmowe, fotograficzne i szpilkowe artystki.

– Jeszcze w grudniu przyjechała do Łodzi, aby zmontować na potrzeby naszej prezentacji swoje dwa filmy, które od lat 80. czekały na ten moment, zamknięte w blaszanym kasetonie. Po powrocie do Francji artystka zachorowała i zgasła. Wystawa pewnie będzie przez to miała inny wydźwięk, bo – chcąc nie chcąc – jest jednak pewnego rodzaju podsumowaniem – mówi Zofia Machnicka, kuratorka wystawy.

Izabella Adamczewska: Jak to się stało, że zaczęła pani promować sztukę Teresy Tyszkiewicz, artystki w Polsce zapomnianej?

Zofia Machnicka: – Poznałam Teresę w 2014 roku, nasze ścieżki zawodowe skrzyżowały się we Francji. Zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać i w ten sposób zainteresowałam się jej, zapomnianą niesłusznie, twórczością.

O ile filmy Tyszkiewicz weszły do kanonu i były analizowane w związku z falą zainteresowania polską sztuką lat 70., o późniejszych pracach się nie pamięta.

Dlatego wspólnie z Jarosławem Suchanem i zespołem Muzeum Sztuki postanowiliśmy zorganizować taką ekspozycję, która przedstawiłaby twórczość Tyszkiewicz w całej jej złożoności. W moim odczuciu tylko prezentacja jej prac filmowych i fotograficznych obok powstających niemal równolegle prac szpilkowych pozwala na zrozumienie ich wspólnego morfemu i głębokiej struktury twórczości artystki.

Tyszkiewicz pochodzi z Ciechanowa. Jak to się stało, że trafiła do Francji?

– Przyjechała do Warszawy na studia. Od początku miała ambicje artystyczne, ale z różnych względów, także praktycznych, zdecydowała się na studia na Politechnice Warszawskiej.

W stolicy związała się ze środowiskiem Galerii Współczesnej. Tam poznała Zdzisława Sosnowskiego, swojego późniejszego męża i partnera drogi twórczej, który był już wtedy znanym artystą i menedżerem kultury. To on kierował wówczas Galerią Współczesną, a od 1978 legendarną Galerią Studio, realizując tam bardzo progresywny jak na tamte czasy interdyscyplinarny program.

Teresa Tyszkiewicz, Ziarno1980. Praca z wystawy 'Dzień po dniu', która w piątek, 29 maja, otwiera się w Muzeum Sztuki w ŁodziTeresa Tyszkiewicz, Ziarno1980. Praca z wystawy 'Dzień po dniu', która w piątek, 29 maja, otwiera się w Muzeum Sztuki w Łodzi Teresa Tyszkiewicz / Materiały prasowe Muzeum Sztuki w Łodzi

Teresa znalazła się w środowisku neoawangardowym i już w 1979 roku zaczęła z Sosnowskim tworzyć prace filmowe. Artyści uczestniczyli w ruchu Foto-Art, współtworzyli Związek Twórców Filmowych „Remont”, który miał sprofesjonalizować produkcję filmów eksperymentalnych i umożliwić ich dystrybucję. Pamiętajmy, że początek lat 80. to był trudny czas, zdobycie sprzętu technicznego niezbędnego do realizacji prac filmowych było prawdziwym wyzwaniem.

Stan wojenny stał się bezpośrednim powodem decyzji Tyszkiewicz i Sosnowskiego o wyjeździe z Polski. Artyści nie widzieli możliwości rozwoju i dalszego prowadzenia działalności artystycznej w kraju. W okresie politycznego Sturm und Drang w Polsce nie było zresztą miejsca dla takiego rodzaju kobiecej, bardzo wolnościowej ekspresji, w jakiej specjalizowała się Tyszkiewicz.

Ale z feminizmem Tyszkiewicz się nie identyfikowała.

– To prawda, Teresa nie identyfikowała się ze sztuką feministyczną jako pewną ściśle określona formacją. Miała świadomość swojej artystycznej odrębności, nie chciała być „szufladkowana”. Jako kuratorka starałam się to uszanować, choć przyznam, że im dłużej prace Teresy są ze mną, tym bardziej wydaje mi się, że sztuka feministyczna zyskałaby, inkorporując to niezwykłe zjawisko. Szczerość i bezpośredniość

Tyszkiewicz powoduje, iż jej prace komunikują na bardzo uniwersalnym poziomie i mam wrażenie, że na takim właśnie odbiorze zależało artystce.

Nie poszła tą drogą co ORLAN.

– ORLAN jest artystką otwarcie i konsekwentnie zaangażowaną w walkę feministyczną właściwie od początku swojej kariery. Jej prace są wyrazem sprzeciwu wobec dominujących w kulturze nakazów i norm wizerunku narzucanych kobietom. Słynny i kontrowersyjny projekt „Reinkarnacja Świętej ORLAN” polega na serii operacji plastycznych, którym artystka poddała się, aby wyrazić bunt przeciwko zachodniemu kanonowi piękna. Operacje były retransmitowane w wielu instytucjach sztuki na świecie.

Powiedziałabym, że twórczość Teresy jest na antypodach takiej postawy artystycznej, choć jej prace komunikują kobiece doświadczenie, a jedną z warstw znaczeniowych jej filmów jest obnażanie kulturowych stereotypów kobiecości. Jednak twórczość ta nie wynika z założeń politycznych, jest intymna, intuicyjna, oparta na cielesnym doświadczaniu i osobistej relacji z materią.

Teresa Tyszkiewicz, Wata 1981. Praca z wystawy 'Dzień po dniu', która w piątek, 29 maja, otwiera się w Muzeum Sztuki w ŁodziTeresa Tyszkiewicz, Wata 1981. Praca z wystawy 'Dzień po dniu', która w piątek, 29 maja, otwiera się w Muzeum Sztuki w Łodzi Teresa Tyszkiewicz / Materiały prasowe Muzeum Sztuki w Łodzi

Dlaczego szpilka? Czy ten krawiecki atrybut miał dla Tyszkiewicz szczególne znaczenie?

– Kiedy z nią o tym rozmawiałam, bardzo ją zirytowała sugestia, że szpilki są „krawieckie”. Służyły jej do czegoś innego.

W 1981 roku, eksperymentując z różnymi materiałami, na przykład piórami, grafitami czy ziarnem, trafia na szpilkę, którą zaczyna wbijać w dostępny w PRL-u bristol. Odnalazłam te pierwsze prace szpilkowe w pracowni Teresy, są jeszcze dość estetyczne i mniej dramatyczne niż późniejsze, realizowane we Francji obrazy i reliefy szpilkowe. Stają się one sposobem na wyrażanie siebie przez nabijanie szpilkami płótna i papieru pokrytego grubą warstwą farby. Ten materiał stawia już opór, gest nabijania szpilką staje się agresywny, momentami wręcz brutalny i bolesny (także dosłownie).

Pamiętam zniszczone i zniekształcone dłonie Teresy, kontrastujące z jej ciągle pięknym ciałem. Długotrwały, wielomiesięczny proces nabijania szpilkami papieru, fotografii, płótna czy obiektów stał się dla artystki swego rodzaju transowym performansem angażującym jej ciało w działanie zakładające rytmiczne nawarstwianie gestu i powtarzalność.

Jedna z prac z użyciem szpilek, zdjęcie zatytułowane „Oczy”, została wykorzystana w materiałach promocyjnych wystawy. Tyszkiewicz wygląda, jakby powbijała sobie szpilki w twarz.

– Wbrew pozorom Tyszkiewicz jest szpilkami obsypana. Wykorzystaliśmy ten autoportret w komunikacji wystawy, gdyż zbiegają się w nim ważne dla jej twórczości elementy, zawiera się w nim zarówno cielesność i sensualność, jak i ten ostry i przebijający przedmiot, który w późniejszym okresie zdominuje całą jej twórczość – szpilka.

Najbardziej lubię te prace, w których Tyszkiewicz komunikuje anormatywną, ambiwalentną kobiecość – z seksualnością, erotyzmem, kruchością, biologią, bólem, brutalnością.

Niezwykle ważnym dla zrozumienia twórczości Tyszkiewicz jest film „Oddech” z kolekcji Muzeum Sztuki w Łodzi. Na zrealizowany bez scenariusza w 1981 roku film skład się kilka dokamerowych performansów, które, ułożone w następujące po sobie i semantycznie skontrastowane sekwencje, budują dramaturgię i znaczeniową strukturę pracy. Artystka rozwija tu wątki obecne już we wcześniejszym „Ziarnie”, przede wszystkim swoją fascynację materią. To właśnie na potrzeby tego filmu Tyszkiewicz zrealizowała performans z watą, który – jak sądzę – przejdzie do historii polskiej sztuki kobiecej.

Teresa Tyszkiewicz, Wata 1981. Praca z wystawy 'Dzień po dniu', która w piątek, 29 maja, otwiera się w Muzeum Sztuki w Łodzi. Kadr z filmu, na którym jest artystka.Teresa Tyszkiewicz, Wata 1981. Praca z wystawy 'Dzień po dniu', która w piątek, 29 maja, otwiera się w Muzeum Sztuki w Łodzi. Kadr z filmu, na którym jest artystka. Teresa Tyszkiewicz / Materiały prasowe Muzeum Sztuki w Łodzi

Niezwykle sensualne ujęcia ukazujące artystkę owijającą swoje ciało w watę, wtulająca się w nią, szukającą schronienia w jej miękkości wynikają z potrzeby afirmacji pierwotnej relacji między ciałem a materią, która w wielu kulturach związana jest z kobiecością. To próba odkrywania siebie poza procesami akulturacji, gorsetów, które narzuca nam kultura. Jednak wata, której biel i miękkość sugerują niewinność i delikatność, kryje też konotacje z krwią menstruacyjną, a więc z kobiecą fizjologią. W innej sekwencji filmu „Oddech” Tyszkiewicz używa kleistej substancji, w której zanurza dłonie. Kojarzy się ze śluzem i wstydliwie skrywanymi w naszej kulturze płynami ustrojowymi, budzącymi odrazę.

W późniejszych asamblażach i obrazach Teresy pojawiają się erotyczne, wklęsłe, soczyście czerwone, cielesne, waginalne formy na powierzchni asamblaży i obrazów. Przy bliższym oglądzie okazują się być nabite szpilkami. Budzą odrazę i konfrontują się z ekonomią męskiego pożądania.

Używanie własnego ciała jako medium jest charakterystyczne dla body art.

– Tak, jeśli potraktujemy „sztukę ciała” jako tendencję, nie ruch historyczny z lat 60. i 70. XX wieku. Sztuka Tyszkiewicz wynika z ciała, ciało jest w jej centrum – świadome swojej seksualności, doświadczające fizycznej przyjemności. Manifestuje kobiecość i kobiece doświadczenie. Jest źródłem biologicznego wręcz doświadczenia. Prace Tyszkiewicz, a szczególnie prace szpilkowe, charakteryzuje bardzo otwarte i szczere komunikowanie kobiecego doświadczenia i otwarcie na fakt, że ból jest jego częścią. Momentami kojarzą mi się z pracami Giny Pane, Włoszki, również performerki. Choć Pane była otwarcie autoagresywna i zadawała swojemu ciału fizyczny gwałt, tworzyła prace przedstawiające zarówno bolesną, jak i poetycką wizję jej własnego ciała, które w zrytualizowanych sekwencjach performatywnych komponowane jest z materią organiczną w połączeniu z narzędziami bólu. Niestereotypowe pokazywanie doświadczania kobiecości – związane nie tylko z delikatnością, pięknem, ale i z bólem, fizjologią, a nawet wstrętem – było u Tyszkiewicz prekursorskie. Dziś wiele współczesnych artystek korzysta z tego języka.

Teresa Tyszkiewicz, Obłok 1981. Praca z wystawy 'Dzień po dniu', która w piątek, 29 maja, otwiera się w Muzeum Sztuki w ŁodziTeresa Tyszkiewicz, Obłok 1981. Praca z wystawy 'Dzień po dniu', która w piątek, 29 maja, otwiera się w Muzeum Sztuki w Łodzi Teresa Tyszkiewicz / Materiały prasowe Muzeum Sztuki w Łodzi

Wystawa ma tytuł „Dzień po dniu”.

– Szukałam tytułu, który oddawałby niezwykle ważną dla Tyszkiewicz procesualność i powtarzalność, jednocześnie odwołując się do codzienności.

W latach 90. materiałem prac artystki stają się przedmioty codziennego użytku: odrutowane buty, prace zrobione z płaszczy.

Tyszkiewicz zaczyna inkorporować w sztukę pamięć osobistą. Jej twórczość to splecione z życiem praktykowanie pozbawione patosu. Szukając negatywów na potrzeby wystawy, w pracowni Tyszkiewicz trafiłam na zdjęcie, na którym artystka nabija płótno szpilkami, a obok bawią się dzieci. Nie oddzielała tych obszarów.

Jak została pomyślana wystawa prac Tyszkiewicz?

– Nie jest klasyczną monografią ani retrospektywą. Zamiast układu chronologicznego, zdecydowałyśmy się na stworzenie instalacji, która konfrontuje prace z różnych okresów twórczości artystki, aby pokazać jej spójność mimo różnorodności.

Na wystawie zgromadziliśmy niemal 80 prac powstałych w latach 1980–2019, z których część nigdy nie była prezentowana. Filmy, fotografie, asamblaże, obiekty, obrazy oraz wielkoformatowe reliefy szpilkowe tworzą różnorodny, lecz w moim odczuciu estetycznie spójny, słownik form. Zależało mi na zaprezentowaniu zmysłowego i sensualnego uniwersum artystki, nie zaś na porządkowaniu jej twórczości, ani na stworzeniu podsumowania.

Teresa Tyszkiewicz miała być na wernisażu. Zmarła pod koniec stycznia.

– To był dla nas szok. Jeszcze w grudniu przyjechała do Łodzi, aby zmontować na potrzeby naszej prezentacji swoje dwa filmy, które od lat 80. czekały na ten moment, zamknięte w blaszanym kasetonie. Po powrocie do Francji artystka zachorowała i zgasła. Wystawa pewnie będzie przez to miała inny wydźwięk, bo – chcąc nie chcąc – jest jednak pewnego rodzaju podsumowaniem.

Z powodu koronawirusa wernisaż odbędzie się online.

– To dziwna sytuacja, ale musimy się zastosować do ograniczeń – w przestrzeni wystawienniczej jednocześnie może przebywać tylko dziesięć osób. W przestrzeni online opowiem o pracach Tyszkiewicz i przeprowadzę widza przez ekspozycję. To nowa formuła wymuszona przez trudny czas.

Wystawa w MS2 (ul. Ogrodowa 19, parter) będzie czynna od 29 maja, od godziny 11. Wernisaż odbędzie się tego dnia o godz. 18 na profilu Muzeum Sztuki na Facebooku.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.