Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Łodzi? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

W najbliższą niedzielę minie sześć tygodni, odkąd Wojtek Ilkiewicz leży w chińskim szpitalu. Kiedy jego stan był jeszcze stabilny, a on był w stanie trzymać w dłoni komórkę, rodzina kontaktowała się z nim telefonicznie.

- Wymienialiśmy wiadomości, rozmawialiśmy za pomocą komunikatorów. Za każdym razem Wojtek nas uspokajał, że da radę, że wyjdzie z tego - wspomina jego siostra bliźniaczka Ola. Potem jednak wiadomości przestały przychodzić.

Koronawirus zamyka granice

O Wojtku pisaliśmy dwa tygodnie temu. 31-letni łodzianin, z zawodu marynarz, po ostatnim rejsie, w styczniu wybrał się do Chin jako turysta. Kilka dni po jego przyjeździe wybuchła tam pandemia koronawirusa, a granice zostały zamknięte.

Jeśli chcesz pomóc rodzinie Wojtka pokryć koszty jego leczenia i sprowadzić go do Polski, kliknij w link do zbiórki.

Mężczyzna wielokrotnie próbował wrócić do Polski. Kontaktował się z liniami lotniczymi, rezerwował bilety na loty, które w ostatniej chwili były odwoływane, zgłosił się do rządowego programu Lot do Domu - bez skutku.

Aż udało mu się zarezerwować bilet. Lot był zaplanowany na 23 czerwca. Niestety, tydzień wcześniej do rodziny dotarła dramatyczna wiadomość - Wojtek trafił do szpitala z powodu silnego bólu brzucha. Badania wykazały, że cierpi na ostre zapalenie trzustki. Stan zagrażający życiu, który zamiast się stabilizować, pogarsza się. Jako powikłanie choroby zdiagnozowano ostrą niewydolność oddechową. Przestał samodzielnie oddychać. Jest podłączony do respiratora. Cierpi na obustronne zapalenie płuc. Przeszedł też poważną, ratującą życie operację.

Od kilku tygodni leży na OIOM-ie.

Jeśli chcesz pomóc rodzinie Wojtka pokryć koszty jego leczenia i sprowadzić go do Polski, kliknij w link do zbiórki.

- Nadal wysyłam mu wiadomości, licząc, że jeśli będzie miał siłę, to je odczyta. Chcę go podtrzymać na duchu, żeby wiedział, że pomimo dzielącej nas odległości, jesteśmy z nim i walczymy o niego. Serce mi się łamie, kiedy myślę, że jest tam prawie sam - mówi Ola.

Każdego dnia rachunek rośnie 

Prawie, bo na miejscu z Wojtkiem jest jego dziewczyna, Hope. To ona zawiozła go do szpitala i to ona od połowy czerwca go nie opuszcza.

- Jestem tu 24 godziny na dobę, nawet jeśli nie mogę się z nim zobaczyć. Mam nadzieję, że przynajmniej czuje, że jestem blisko - podkreśla w rozmowie z "Wyborczą". - Na początku nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak poważna może być choroba Wojtka. Lekarze twierdzą teraz, że to jej najpoważniejsze stadium. Myśleliśmy, że pożyczymy pieniądze od rodziny i przyjaciół i uda nam się w ten sposób zapłacić za leczenie, ale mijają kolejne tygodnie, a my już nie mamy od kogo pożyczyć.

31-letni Wojtek z Łodzi leży w chińskim szpitalu i walczy o życie. Rodzina szuka pomocy w sfinansowaniu leczeniu i sprowadzeniu go do Polski31-letni Wojtek z Łodzi leży w chińskim szpitalu i walczy o życie. Rodzina szuka pomocy w sfinansowaniu leczeniu i sprowadzeniu go do Polski Archiwum rodziny

Każdy dzień leczenia w Chinach kosztuje obcokrajowców średnio od 10 do 15 tys. złotych. Kwota ta może się jednak zwiększać, w zależności od tego, jakie leki są podawane choremu i jakie czynności podejmują lekarze. W przypadku Wojtka czasem to nawet prawie 30 tys. złotych. Do tej pory koszty leczenia łodzianina wyniosły ponad 360 tys. złotych.

Tymczasem ubezpieczyciel odmówił rodzinie pomocy w uregulowaniu długu, bo stwierdził, że choroba rozpoczęła się, zanim zaczęła obowiązywać umowa (okres ochronny ostatniej z kilku polis zakupionych przez Wojtka podczas ostatniego pół roku rozpoczął się w dniu, kiedy trafił do szpitala). Pomimo przekazania wszystkich pieniędzy, jakie miała, rodzina Wojtka nie jest w stanie sama go pokryć. Dlatego też zorganizowała zbiórkę za pośrednictwem Fundacji Siepomaga. Pieniądze zbierane są również poprzez aukcje w internecie i przez Polonię w Chinach. Wszystko po to, żeby każdego dnia można było przelać pieniądze w kwocie z rachunku wystawionego przez tamtejszy szpital.

- Pieniądze, które udało nam się do tej pory zebrać, powoli się kończą. Nie wyobrażam sobie momentu, kiedy okaże się, że na kolejny dzień leczenia już ich nie ma. Boję się pomyśleć, co się wtedy stanie, dlatego staramy się o transport medyczny do Polski - tłumaczy Ola.

Łódzka posłanka interweniuje w MSZ

Transport medyczny to kolejny gigantyczny wydatek. Zgodnie z wyceną Centrali Lotów Sanitarnych kosztowałoby to rodzinę Wojtka 131 tys. euro. To kwota, która przerasta ich możliwości.

- Wysłaliśmy prośby o pomoc do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Kancelarii Premiera, Kancelarii Prezydenta. Wiemy, że MSZ w porozumieniu z ambasadą starają się pomagać pod kątem formalnym i organizacyjnym. Do tej pory nie padła propozycja pomocy finansowej. Nadal o nią prosimy - mówi rodzina łodzianina.

W sprawie Wojtka w MSZ interweniowała również łódzka posłanka Lewicy Hanna Gill-Piątek razem z partyjnym kolegą Andrzejem Szejną. Rozmawiali z wiceministrem spraw zagranicznych Piotrem Wawrzykiem. - Koszt transportu medycznego przewyższa nie tylko możliwości rodziny pana Wojciecha, ale też wartość pomocy zwyczajowo udzielanej obywatelom RP, których trzeba ściągnąć do Polski - tłumaczy posłanka. - Minister Wawrzyk zdaje się rozumieć powagę sytuacji i mam nadzieję, że uda się nam znaleźć jakieś rozwiązanie. To nie jest sprawa polityczna, tylko sprawa życia i śmierci polskiego obywatela, w której trzeba działać szybko.

Zapytaliśmy MSZ, jakie działania podejmuje w sprawie Wojtka. "Nasze służby konsularne w Pekinie, przy pełnym wsparciu Ministerstwa Spraw Zagranicznych, w zakresie posiadanych kompetencji, zapewniają i będą zapewniać wszelką możliwą pomoc obywatelowi polskiemu, pozostając w stałym kontakcie z władzami chińskimi, odpowiednimi instytucjami w Polsce oraz rodziną pacjenta" - otrzymaliśmy odpowiedź.

Ola, siostra Wojtka: - Każdy dzień to dla brata walka ze śmiercią. Lekarze są pod wrażeniem, że przez te sześć tygodni się nie poddał. Wierzymy, że uda się mu pomóc, ale sami możemy nie dać rady.

Jeśli chcesz pomóc rodzinie Wojtka pokryć koszty jego leczenia i sprowadzić go do Polski, kliknij w link do zbiórki.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.