Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Łodzi? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

- Jako student byłem aktywistą, brałem udział w pokojowych protestach w 2010 i 2011 roku przed ówczesnymi wyborami prezydenckimi i po nich. Potem też wyrażałem swoją opinię na temat sytuacji na Białorusi, twierdziłem, że kraj powinien być niezależny i demokratyczny. Ale wszyscy przyzwyczaili się do tego, że od ponad 20 lat rządzi nami dyktator, że nie mamy prawa się sprzeciwić, że zarabiamy tak mało, że nie starcza ludziom na jedzenie, że policja zatrzymuje niewinnych ludzi - opowiada w rozmowie z "Wyborczą" Igor Jurczyk. Dodaje: - Czułem się obcy wśród swoich rodaków, byłem "czarną owcą". Nie miałem nadziei na zmianę. Wyjechałem.

Zmiana może jednak nadejść za niecałe dwa tygodnie. 9 sierpnia na Białorusi odbędą się wybory prezydenckie. Wiele wskazuje na to, że władza pozostanie w rękach Aleksandra Łukaszenki, który rządzi krajem od 26 lat. Potencjalni kandydaci, którzy mogli mu zagrozić, zostali albo wtrąceni do więzienia, jak stało się w przypadku Wiktara Babaryki i Siarhieja Tichanowskiego, albo uciekli za granicę przed represjami - taką decyzję podjął Walery Capkała.

Niespodziewanie jednak żona jednego z nich - Swietłana Tichanowska - stała się twarzą demokratycznej opozycji i stanęła do pojedynku z Łukaszenką. Podkreśla, że nie jest politykiem, a jej głównym postulatem jest obietnica przeprowadzenia ponownych, prawdziwie demokratycznych wyborów prezydenckich. "Chcę mieć w domu dzieci, mojego męża i nadal smażyć kotlety! Ale jeśli nic się nie zmieni, nie będzie to możliwe" - apeluje żona i matka, której dzieci ukrywają się w krajach europejskich po groźbach, które zaczęła otrzymywać po zgłoszeniu kandydatury.

Białoruś powstaje przeciwko reżimowi Łukaszenki

To właśnie start Tichanowskiej w wyborach daje Białorusinom nadzieję na zmianę. Od kilku tygodni w wielu miastach i miasteczkach kraju - nie tylko Mińsku - na jej wiecach gromadzą się tysiące ludzi. Świat obiegło nagranie tłumu śpiewającego białoruską wersję "Murów" Jacka Kaczmarskiego na jednym z nich.

- Jeszcze półtora roku temu nic nie wskazywało na to, że cokolwiek takiego może się na Białorusi zadziać. Dzisiaj ludzie w końcu zaczynają się budzić. Boją się nazywać wprost opozycją, ale mówią, co myślą, co chcieliby zmienić, mówią, że nie zgadzają się, żeby kontrkandydatów zamykać w więzieniach, że chcą czegoś lepszego dla siebie i swoich dzieci - podkreśla Igor.

Irina i Igor, organizatorzy łódzkiej akcji solidarnościowej z Białorusią. W Białorusi 9 sierpnia odbędą się wybory prezydenckie. Kontrkandydaci demokratyczni, w których pokładano nadzieję, zostali wtrąceni do więzienia lub uciekli z kraju przed represjami. Żona jednego z nich stanęło do walki z Aleksandrem ŁukaszenkąIrina i Igor, organizatorzy łódzkiej akcji solidarnościowej z Białorusią. W Białorusi 9 sierpnia odbędą się wybory prezydenckie. Kontrkandydaci demokratyczni, w których pokładano nadzieję, zostali wtrąceni do więzienia lub uciekli z kraju przed represjami. Żona jednego z nich stanęło do walki z Aleksandrem Łukaszenką Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Irina Pawlowicz, 20-latka, która od dwóch lat mieszka w Polsce, podkreśla: - Ja chcę wrócić na Białoruś. Nigdy nie miałam marzenia, żeby stamtąd na stałe wyjechać. Kocham swój kraj. Chcę tam żyć, pracować, chcę, żeby moje dzieci się tam wychowywały, żeby wiedziały, że to nie jest zły kraj ze złymi ludźmi. Dlatego też dzisiaj sprzeciwiam się temu, co się dzieje. Chciałabym żyć w spokojnym, demokratycznym kraju.

Łukaszenkę pogrąża koronawirus?

Dlaczego Białorusini budzą się akurat przy tych wyborach? Igor ma swoją teorię. - Po pierwsze, pogorszyły się warunki ekonomiczne, a koronawirus tylko to pogłębił. Od 10 lat nie możemy wejść na średni poziom wynagrodzenia w wysokości 2 tys. złotych, a pensja 50 proc. pracujących wynosi poniżej 1200 złotych. A ceny mamy takie jak w Polsce, w Warszawie. Ludzie często zadają sobie pytanie, czy będą mieli za co kupić następnego dnia jedzenie - opowiada. Według niego do głosu dochodzi pokolenie, które chce wyjeżdżać za granicę, ma dostęp do internetu, mediów i nie myśli już, że białoruski model władzy jest jedyny i najlepszy.

Taką osobą jest Irina. Tegoroczne wybory prezydenckie na Białorusi będą pierwszymi, w których może wziąć udział.

- Jestem z pokolenia, które nigdy nie doświadczyło innej władzy niż Aleksandr Łukaszenka. Przez całe życie nie wiedziałam tak naprawdę, że prezydent może się zmienić. Bardzo chcę, żeby mój pierwszy głos mógł coś zdziałać. Świat dziś ewoluuje bardzo szybko. Jeśli państwo ma za tym nadążać w każdej sferze życia, to władza też musi się zmieniać. Białorusi jest to bardzo potrzebne po tych 26 latach - uważa.

Igor tłumaczy, że nie bez znaczenia jest dla Białorusinów podejście władzy do pandemii koronawirusa. - Łukaszenka stwierdził, że w Białorusi nikt nie umrze z powodu pandemii i oficjalnie władza niechętnie przyznaje zgony, choć w przeliczeniu na 100 000 mieszkańców mamy kilkakrotnie więcej zakażonych niż w Polsce - mówi Igor. Podkreśla, że pełne dane są przez władzę ukrywane, a docierające do prezydenta informacje o kolejnych zgonach są tłumaczone innymi dolegliwościami lub chorobami. - Łukaszenka publicznie twierdził, że ci ludzie umierają, bo są za grubi, starzy i sami są sobie winni. Ludzie czują się nie tylko pozostawieni sami sobie w obliczu pandemii, ale i obrażeni takim podejściem. Myślę, że to była kropla, która przelała czarę goryczy - mówi Igor.

Łódź murem za Białorusinami

Pikiety wspierające walkę z reżimem odbywają się również w Polsce. Do tej pory - w Warszawie, Krakowie, Białymstoku, Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu. Igor i Irina 29 lipca zorganizowali taką również w Łodzi. W środę po południu w pasażu Schillera zarówno Białorusini, jak i Polacy stanęli razem z transparentami w językach polskim i białoruskim pod hasłem "Jesteśmy 97 proc.".

- Na Białorusi zakazano badać opinię publiczną, więc tak naprawdę nie wiemy, kto jest liderem w wyborach prezydenckich. Jeden z niezależnych portali zrobił jednak ankietę wśród swoich odbiorców. Zaledwie 3 proc. oddałoby głos na Aleksandra Łukaszenkę - wyjaśniał Igor podczas pikiety.

- Tak gdzie spotykają się w sercu Europy Dźwina, Bóg, Dniepr i Niemen, tam bije dziś serce demokracji i tam toczy się walka Dawida z Goliatem - mówił dr Andrzej Kompa, twarz łódzkiej opozycji ulicznej. - Kiedy Białoruś się budzi w takiej wielkiej liczbie, nie sposób tu nie być i nie wierzyć, że demokracja zwycięża. Wasza walka przyniesie skutek - podkreślił.

Na pikiecie wypowiadał się również m.in. Mirosław Michalski z łódzkiego Komitetu Obrony Demokracji, który wsparł logistycznie Igora i Irinę, mec. Jarosław Szczepaniak czy prof. Jarosław Płuciennik. - Nie potrzebujemy nacjonalizmu, potrzebujemy solidarności, również międzynarodowej. Łukaszenka nie jest gwarantem niepodległości, ale podległości wobec Rosji - ostrzegał ten ostatni, zakrzykując "Wolność, równość, demokracja!" i "Niech żyje Białoruś" w języku białoruskim.

Białorusini w Łodzi zorganizowali akcję solidarności z Białorusinami, walczącymi w ich kraju o demokratyczne i wolne wybory. W Białorusi 9 sierpnia odbędą się wybory prezydenckie. Kontrkandydaci demokratyczni, w których pokładano nadzieję, zostali wtrąceni do więzienia lub uciekli z kraju przed represjami. Żona jednego z nich stanęło do walki z Aleksandrem ŁukaszenkąBiałorusini w Łodzi zorganizowali akcję solidarności z Białorusinami, walczącymi w ich kraju o demokratyczne i wolne wybory. W Białorusi 9 sierpnia odbędą się wybory prezydenckie. Kontrkandydaci demokratyczni, w których pokładano nadzieję, zostali wtrąceni do więzienia lub uciekli z kraju przed represjami. Żona jednego z nich stanęło do walki z Aleksandrem Łukaszenką Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

W takt białoruskiej muzyki zebrani rozłożyli gigantyczną białoruską flagę, mogli posłuchać, jak wygląda obecna sytuacja na Białorusi, wysłać kartkę pocztową do jednego z więźniów politycznych, stanąć w kolejce, która stała się białoruskim symbolem oporu wobec reżimu, czy dowiedzieć się, jak obywatel Białorusi może zagłosować w Polsce.

- Procedura wygląda tak, że trzeba zgłosić chęć głosowania w konsulacie, a wtedy jest się wykreślonym ze spisu wyborców na Białorusi - mówiła nam jedna z uczestniczek, prosząca o zachowanie anonimowości.

- Moja mama jest dyrektorką lokalu wyborczego na Białorusi. Powiedziała mi, że mnie nie ma na liście, choć jeszcze nie zgłosiłam, że chcę głosować w Polsce. Jestem tu więc, bo mój głos już został zabrany - zaznaczyła.

Jednoczenie się Białorusinów nadzieją na przyszłość

- Protestując w Polsce, mamy dwa cele. Przede wszystkim chcemy pokazać ludziom w Białorusi, że nie są sami, nie walczą w pojedynkę, ale mają nasze wsparcie, bo mają prawo brać udział w uczciwych wyborach. Po drugie, chcemy wspierać więźniów politycznych. Z danych Amnesty International wynika, że jest ich u nas 25. Ludzie są porywani, trafiają do więzienia KGB, są przetrzymywani w nieludzkich warunkach, wiemy, że są torturowani - tłumaczy "Wyborczej" Igor.

Igor zaznacza, że choć nie wiadomo, co przyniesie przyszłość, to najważniejsze, że wśród Białorusinów po raz pierwszy od wielu lat zaczyna być widać jedność. - Ludzie protestują w całej Białorusi, co do tej pory nigdy się nie zdarzyło. Ludzie mówią: jesteśmy narodem, chcemy mieć wolny kraj oraz własną kulturę, język, historię i godność. I to jest wielka wartość, bo z tym wszystkim, co identyfikuje Białorusinów jako naród, Łukaszenka walczy. Bo masą łatwiej jest rządzić i manipulować. Nawet więc jeśli nie uda się wygrać 9 sierpnia, to jest to początek wielkich zmian na Białorusi. Ludzie przestają być narzędziem w rękach reżimu.

Irina: - Szansę na zmianę widzę w tym, że coś dzieje się wśród ludzi, którzy jeszcze kilka lat temu, w wyborach w 2015 roku, nie byli aktywni politycznie. Oni dziś są na ulicach Białorusi. W systemie nic się nie zmieni, wybory pewnie jak zwykle zostaną sfałszowane. Ale te inicjatywy lokalne, aktywiści, ruchy społeczne pozostaną. I to jest pierwszy krok do prawdziwej zmiany.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.