Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Łodzi? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

80,2 proc. dla Aleksandra Łukaszenki i 9,9 proc. dla Swietłany Tichanowskiej. Zaskoczyły cię te wyniki?

Igor Jurczyk: Wybory na Białorusi są fałszowane od lat. Wszyscy tak naprawdę wiedzieliśmy, że takie wyniki zostaną oficjalnie podane. Różnica tym razem polega jednak na tym, że do tej pory Łukaszenka faktycznie miał poparcie w społeczeństwie, połowa, może nawet większość, oddawała na niego swój głos. Ale to, co usłyszeliśmy dzisiaj, to po prostu kłamstwo.

W rzeczywistości szacujemy, że Łukaszenka nie przekroczył nawet 20 proc. poparcia i dlatego ludzi tak to rozwścieczyło. Bo jego władza naprawdę nie ma już legitymizacji w narodzie.

I dlatego ludzie wyszli na ulice?

- Wyszli dlatego, że władza pozbawiła nas głosu.Chcieliśmy przypilnować, żeby wybory były uczciwe.

Niezależnych obserwatorów, którzy mieli obserwować przebieg głosowania i liczenia głosów, komisje nie wpuszczały do lokali wyborczych. Po internecie krąży fotografia, na której widać ich stojących na stole czy ławce na podwórku szkoły i próbujących wypatrzyć przez okno, co robi komisja.

A jak już obserwatorzy byli w lokalach, musieli stać 5-7 metrów od członków komisji, którzy, licząc głosy, tak się ustawiali, żeby nikt nie mógł tego faktycznie zobaczyć. Wszyscy wiedzą, że to było fałszerstwo.

Jedna osoba zginęła, wiele jest rannych.

- Kiedy o tym myślę, czuję, jak chyba każdy Białorusin, gniew. Większość z tych, którzy wyszli wczoraj na ulice, zrobiła to w pokojowy sposób. To byli prości ludzie, często z rodzinami, seniorzy, którzy chcieli świętować ten wyjątkowy dzień, wziąć udział w uczciwych wyborach, zobaczyć protokoły. Tymczasem byli na dzień dobry aresztowani. A jak ktoś się z tym nie zgadzał, rzucali w nich granatami! Jak można traktować tak własnych rodaków? Według mnie odpowiedzialna za śmierci, rany, zatrzymania i całą przemoc jest władza. Chcieliśmy świętować, i faktycznie przygotowali w każdym mieście fajerwerki, ale z granatów. Na każdej ulicy.

Spodziewaliście się, że jeśli Białorusini wyjdą na ulice, to reakcja będzie tak brutalna?

- Łukaszenka mówił, że będą przywracać porządek, jeśli będą protesty, ale nie wierzyliśmy, że faktycznie się do tego posunie. Że sprawi, że sąsiad będzie pacyfikował sąsiada, będzie w niego lał wodą, strzelał gumowymi kulami, groził bronią, bił go. Myślę, że nawet ci starzy opozycjoniści, którzy w przeszłości byli bici niejeden raz, też nie byli na to gotowi. Na to, że będzie krew.

Jak teraz wygląda sytuacja?

- Nie mam kontaktu z rodziną ani przyjaciółmi, nie wiem, co z nimi. W kraju nie działają internet ani linie telefoniczne. Wiemy, że specjaliści z branży IT pracują nad alternatywnymi kanałami komunikacji, dzięki czemu będą trafiały do nas informacje bezpośrednio z tego więzienia, jakim stała się teraz Białoruś.

Bo prawda jest jednak taka, że my tutaj i tak wiemy więcej niż prości ludzie, którzy tam mieszkają, bo my możemy czerpać informacje z mediów, a oni są teraz wszystkiego pozbawieni.

Tegoroczne wybory prezydenckie wiele zmienią na Białorusi?

- Po 9 sierpnia w moim kraju już nigdy nic nie będzie takie samo. Władza zabiła człowieka i tego nie da się odwrócić. Mam tylko nadzieję, że to będzie początek końca tego reżimu. Chciałbym wierzyć, że ludzie będą konsekwentni, że nie poddadzą się pomimo tych represji. Prawdę mówiąc, zdziwiłoby mnie, gdyby było inaczej.

Nigdy w naszym kraju nie było jeszcze takiego zrywu. To, że na ulice wyszły setki tysięcy obywateli, że na każdej ulicy zbierali się ludzie, że nie wycofywali się, pomimo że byli bici przez milicję - nigdy czegoś takiego nie było. Mam nadzieję, że to poczucie wspólnoty, bycia narodem wytrwa i pomoże nam przetrwać tę próbę, którą nam zgotowała władza. I że inne kraje nam w tym pomogą, choćby nie akceptując władzy Łukaszenki. Bo jeśli rządy niezależnych państw będą się na to zgadzać, będą robić z nim interesy, to niedługo milicja będzie mogła wyjść na ulice i do nas strzelać. I wtedy nic już nam nie pomoże.

W poniedziałek, 10 sierpnia, o godz. 19 w Łodzi w pasażu Schillera odbędzie się spontaniczne zgromadzenie solidaryzujące się z Białorusinami walczącymi o wolność.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.