Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Łodzi? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

W niedzielę na Białorusi odbyły się wybory prezydenckie. Było pięcioro kandydatów, ale głównymi byli Alaksandr Łukaszenka oraz Swiatłana Cichanouska. Pierwszy rządzi w kraju od 1994 r. Jego główna rywalka to jednocześnie najważniejsza przedstawicielka opozycji w wyborach.

CZYTAJ TEŻ: Wybory prezydenckie na Białorusi. "Nie byliśmy gotowi na to, że poleje się krew"

Białorusini poszli do urn, a później tysiące wyszło na ulice, by protestować. Bo oficjalnie wygrał Łukaszenka z miażdżącą przewagą. Według Centralnej Komisji Wyborczej zdobył aż 80,2 proc. głosów. Jego rywalka - 9,9 proc.

Demonstranci są przekonani, że prawdziwe wyniki były inne. Podobnie jak Cichanouska. - Uzyskane przez nas dane nie są zgodne z tymi, które ogłoszono - powiedziała dziennikarzom. Stąd protesty. Do ich stłumienia służby użyły siły. Mówi się, że zatrzymano kilka tysięcy osób. Są też ranni.

Wsparcie z Łodzi dla protestujących po wyborach na Białorusi

W wielu miastach w Polsce odbyły się wiece poparcia dla protestujących, również w Łodzi. W poniedziałek (10 sierpnia) w pasażu Schillera zebrało się ok. 40-50 osób. Głównie z Białorusi. Mieli ze sobą historyczne białoruskie flagi (biało-czerwono-białe), znicze, białe i czerwone róże.

Wśród zebranych byli Wiktar i Arciom (obaj mają po 27 lat). Koledzy z miejscowości Baranowicze, przyjechali do Łodzi ponad trzy lata temu. Tu żyją i pracują, ale ich rodzina została na Białorusi. Obaj, odkąd w rodzinnym kraju w niedzielę wybuchły protesty, nie wiedzą, co dzieje się z ich bliskimi.

- Nie mamy możliwości skontaktować się z rodzicami. O wszystkim, co się dzieje, dowiadujemy się z zagranicznych mediów. Łukaszenka twierdzi, że nie ma zasięgu przez zagraniczne kraje. To typowe zagranie dla dyktatorów - mówi zmartwiony Arciom.

Wiktar dodał: - Jesteśmy tu, by wyrazić swoje wsparcie dla wszystkich Białorusinów, którzy chcą wolność i walczą o nią. Chodzi nie tylko o wybory. Nie tylko o ostatnie dni, ale o kilkadziesiąt lat. Dalej tak być nie może.

Już dosyć tej dyktatury. Musimy iść do przodu

Na wiecu był również 34-letni Mikałaj z Mińska. W Łodzi jest od czterech lat. Stał z historyczną białoruską flagą. Ubrany był w czarną koszulkę, na której miał herb rodzinnego kraju.

CZYTAJ TEŻ: Drugi dzień protestów na Białorusi. Milicja zaczęła zatrzymania

Mikałaj ma nieco więcej szczęścia niż Wiktar i Arciom. W kraju została jego siostra i jej dwie córki, a także rodzice. W niedzielę dała znać, że wszystko z nimi w porządku. Mimo że najstarsza siostrzenica 34-latka brała wczoraj udział w protestach. Czy dzisiaj również bierze? Tego nie wie.

- Kontakt się urwał - mówi Białorusin. Jest zdenerwowany, ale jednak pełen nadziei, że uda się zmienić sytuację w ojczystym kraju. - Coś w nas pękło. Już dosyć tej dyktatury. Teraz musimy iść do przodu. Jestem tu, by wesprzeć tych, którzy trafili do więzienia i szpitali - mówi.

Chcesz wiedzieć pierwszy, co ważnego dzieje się w Łodzi? Wyślemy Ci to na komórkę. Ściągnij aplikację „Wyborczej” i czekaj na powiadomienia. Jak to zrobić?

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.