Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Łodzi? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

– Kiedy zaczynaliśmy organizować akcje solidarnościowe, nie zdawaliśmy sobie nawet sprawy, ilu Białorusinów mieszka w Łodzi. Takim trochę byliśmy narodem, że żyliśmy, nie razem, ale obok siebie. Baliśmy się mówić. Teraz to się zmieniło, uczymy się, jak być społeczeństwem obywatelskim, jak być wolnymi ludźmi. Każdy z nas jest dzisiaj liderem. I dlatego organizujemy kolejne manifestacje – tłumaczy Igor Jurczyk, jeden z organizatorów wydarzenia.

Spotkanie w pasażu Schillera zaplanowane jest na godzinę 19 w piątek. Będzie miało charakter „otwartego mikrofonu”.

– Każdy będzie mógł się wypowiedzieć. Chodzi o to, żebyśmy się zobaczyli, podzielili swoimi emocjami, historiami, doświadczeniami. Moja rodzina, już to wiem, jest bezpieczna. Ale wiele osób mówi, że ich bliscy trafili do więzienia. Na Białorusi nawet pójście po lody nie jest dziś bezpieczne. Nie wiadomo, czy się wróci ze sklepu. I o tym chcemy głośno mówić – podkreśla Igor.

– Chcemy też organizować wsparcie tutaj, na miejscu. Musimy być przygotowani na to, jak Białorusini zaczną uciekać z kraju, a obawiam się, że może do tego dojść, niestety – podkreśla.

Łodzianie mogą wesprzeć Białorusinów

Jednak piątkowa pikieta nie jest skierowana wyłącznie do Białorusinów. Zaproszeni są na nią wszyscy łodzianie, a także prezydent miasta Łodzi Hanna Zdanowska i urzędnicy urzędu miasta.

– Chcemy przekazać ludziom prawdę sami, nie za pośrednictwem mediów. Będziemy opowiadać nasze własne historie, bo informacje, który docierają, są często zmienione, zmanipulowane. A ważne jest powiedzieć prawdę, bo to, co się teraz dzieje na Białorusi, odbije się na całym świecie – uważa Igor. – Jeśli Białorusi, krajowi w centrum Europy, który zawsze starał się żyć z wszystkimi w przyjaźni, nikt nie pomoże, to trudno będzie o tym zapomnieć – zaznacza.

– Władze krajów europejskich nie powinny uznawać Łukaszenki za prezydenta. To nie nasza władza. My go nie wybraliśmy. Nie działoby się to, co się dzieje na Białorusi, gdyby zagłosowało na niego 80 proc. z nas. Łukaszenka trzyma się stołka kosztem krwi własnych rodaków – podsumowuje Igor.

Zdanowska i 10 innych prezydentów zabierają głos

Tymczasem głos w sprawie wydarzeń na Białorusi zabrali prezydenci zrzeszeni w Unii Metropolii Polskich.

„Wspierając działania mające na uwadze białoruską suwerenność i demokrację, pragniemy dać wyraz przekonaniu, że siła nie może być w żadnym razie argumentem w relacjach władzy ze społeczeństwem” – czytamy w stanowisku. Prezydenci miast podkreślili, że „wolność jest niezbywalnym prawem każdego człowieka” i „nie można zachowywać milczenia, kiedy to najważniejsze prawo jest naruszane, kiedy narzędziem polityki staje się przemoc i opresja”. Zaapelowali również do białoruskich o „rozpoczęcie dialogu, który zastąpi stosowane obecnie rozwiązania siłowe”.

Pod stanowiskiem podpisali się prezydenci m.in.: Białegostoku – Tadeusz Truskolaski, Gdańska – Aleksandra Dulkiewicz, Poznania – Jacek Jaśkowiak, Warszawy – Rafał Trzaskowski czy Łodzi – Hanna Zdanowska.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.