Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Jego Rodzinie trafiają dzieci skrzywdzone przez los bardziej niż można to sobie wyobrazić. Łączy je jedno. Wszystkie przeżyły wielką traumę. 

Pierwszą pacjentką Centrum była Amelka. Dziewczynka, która miała tylko pół serca. W dodatku pękniętego na milion kawałków. Mama opuściła ją zaraz po urodzeniu.  Miała pięć lat, gdy po wielu operacjach i walce o przeżycie trafiła do rodziny zastępczej. Tam od początku była bita i poniżana. Gdy po 10 latach tata adopcyjny postanowił ją oddać, powiedział: „To dziecko zasługuje na karę śmierci". Amelka w to uwierzyła i kilka razy próbowała targnąć się na własne życie. Jej historię opisaliśmy w maju tego roku.

„Dzień dobry, przyszłam oddać moje dzieci"

Dziesięcioletnią Olę i pięcioletnią Maję mama przyprowadziła do pogotowia opiekuńczego i powiedziała: "Przyszłam je oddać". Tłumaczyła, że straciła mieszkanie. MOPS zaproponował dom samotnej matki, ale się nie zgodziła. Na dwa dni przed Bożym Narodzeniem wyjechała z miasta. Wszystkie dzieci, które były w placówce, na święta poszły odwiedzić swoich rodziców lub bliskich. Jeśli się nie dało, to rodzina przyszła do placówki. Tylko Maja i Ola zostały całkiem same. Mama obiecywała, że przed Nowym Rokiem je jeszcze odwiedzi. Słowa nie dotrzymała. Przez telefon powiedziała córkom, że wyjechała z partnerką za granicę. Odwiedza je raz do roku. Dziewczynki od dwóch lat Wigilię spędzają z zaprzyjaźnionym pedagogiem z domu dziecka. Ola nie da powiedzieć o mamie złego słowa. Powtarza, że jest najlepsza na świecie i że niedługo zabierze je z domu dziecka.

Dwie siostry: trzyletnia Ania i sześcioletnia Dominika zostały odebrane rodzinie biologicznej z powodu zaniedbań i trafiły do rodziny zastępczej. Na początku były nieśmiałe i wycofane. W końcu starsza zaczęła opowiadać mamie zastępczej o tym, co działo się w domu rodzinnym. Kiedy dorośli wsłuchali się w opowieść Ani, nabrali pewności, że ktoś zrobił dziecku wielką krzywdę. Dziewczynka była wykorzystywana seksualnie przez wujka. Jej historię opisaliśmy w maju 2018 roku. 

"Czy mama może wrócić z nieba?"

Julek jest chory na raka. Jego mama siedzi w więzieniu, bo niedługo po oddaniu chłopca do domu dziecka próbowała zabić swoje drugie dziecko -  Marysię, młodszą siostrzyczkę, którą na szczęście udało się uratować. 

Pięcioletnia Ania rysując, opowiada swoją historię. Mówi, że wujek zrobił mamie dziurkę w szyi i dlatego teraz ona jest w niebie. Pyta, czy mamusia może stamtąd wrócić chociaż na chwilę. Na przykład na Boże Narodzenie. Świadkiem przemocy domowej był też nastoletni Michał. Teraz jego mama jest w miejscu na "w", którego unika wymawiać na głos. On sam boryka się z emocjami, które aż się w nim gotują. Ma problemy z zachowaniem, potrafi naprawdę dać w kość. Ale stara się, robi postępy, pracuje z psychologiem. 

Do pogotowia opiekuńczego w środku nocy  przywieziono dwoje dzieci – rocznego Kacperka i trzyletniego Mikołaja. Przez dwa tygodnie maluszki cały czas płakały. Na ciele miały ślady poparzeń, prawdopodobnie od papierosów. Do dziś budzą się z płaczem i wołają mamę.

Kubuś cierpi na czterokończynowe mózgowe porażenie dziecięce. Jego mama miała wypadek samochodowy. Dziś jest trwale niepełnosprawna. Wszystkie obowiązki spadły na barki taty, który musiał utrzymać dom, zaopiekować się czworgiem dzieci i żoną. Starał się, jak mógł, ale nie dał rady. Sam zaczął szukać ratunku dla Kuby, który potrzebował intensywnej rehabilitacji i terapii. Chłopiec decyzją sądu trafił do hospicjum Fundacji Gajusz. Na początku nie nawiązywał żadnego kontaktu. Najprawdopodobniej to przez traumę, jaką przeżył, gdy rozstał się z rodziną. Dzięki trosce opiekunów otworzył się. Dziś jeździ na wózku, porozumiewa się mimiką i gestami, został  wysłany do przedszkola, a teraz do szkoły. Fundacja długo szukała dla niego rodziny zastępczej, bo Kuba w hospicjum mieszkać nie powinien (nie jest śmiertelnie chory). Bezskutecznie.

Pomoc dla dzieci z traumą

Dr Bogna Kędzierska, psycholog, psychoterapeutka w Centrum Terapii i Pomocy Dziecku Cukinia: - W psychologii do lat 80., a w wiedzy potocznej do teraz, pokutuje przekonanie, że małe dzieci niczego nie rozumieją, szybko zapominają, a trudne wydarzenia ich nie obciążają. Dzisiaj takie badania jak neuroobrazowanie mózgu dały podstawy, by twierdzić, że jest zupełnie odwrotnie - mówi dr Kędzierska i tłumaczy, że nawet malutkie dzieci porzucone przez rodziców biologicznych lub im odebrane w przyszłości mogą mieć problemy w radzeniu sobie ze stresem, emocjami, poczuciem wartości, budowaniem relacji, nauką, koncentracją. 

Pierwszy raz lekarze opisali zjawisko traumy na przykładzie żołnierzy w Wietnamie. To wtedy odkryli, że niektóre zachowania  wynikają z tego, że mózg jakby się zablokował i utknął w przeszłości.

- Pamiętam chłopca, którego rodzice zastępczy na początku myśleli, że on ze złośliwości non stop kłamie. Zanim do nich trafił, był ukrywany przez matkę biologiczną w piwnicy przed ojcem. Spędzał tyle czasu sam, że wygenerował  wymyślony świat, w którym do dziś funkcjonuje - mówi dr Kędzierska 

Choinka Darczyńców „Wyborczej"

Dzieci takie jak Amelka, Ola, Maja, Ania, Dominika, Julek, Michał, Kacper, Mikołaj i Kubuś przeżyły traumę. One i dziesiątki innych dzieci w najcięższych sytuacjach życiowych otrzymały pomoc w  Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Jego Rodzinie Cukinia prowadzonym przez Fundację Gajusz. 

- Traumą jest zresztą każde oddzielenie dziecka z rodziną biologiczną, jakakolwiek by ona nie była - tłumaczy Aleksandra Marciniak z Fundacji Gajusz  i dodaje: - Przez pomoc terapeutyczną rozumiemy nie tylko sesje i zajęcia z psychologiem, logopedą czy zooterapię. Robimy wszystko, żeby zminimalizować skutki traumy, której doświadczyli  nasi podopieczni. Np. organizujemy przyjęcia urodzinowe dla dzieci, które nigdy ich nie miały.  Ostatnio urządziliśmy urodziny dziewczynie, która teoretycznie nie jest już dzieckiem. Ma 20 lat, a za sobą najmroczniejsze przeżycia. Nikt nigdy nie zorganizował jej urodzin, nie dał prezentu, nawet o tej dacie nie pamiętał. 

Strojenie choinki w CukiniiStrojenie choinki w Cukinii Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Większość pacjentów Cukinii to dzieci z rodzin zastępczych i domów dziecka. W poradni pracują psychoterapeuci, psychotraumatolodzy, terapeuci rodzinni, neurologopeda, terapeuta integracji sensorycznej, terapeuta behawioralny, lekarz-rezydent psychiatrii dzieci i młodzieży, fizjoterapeuci, prawnik, arteterapeuci, wolontariusze. 

Już po raz 16. łódzka "Wyborcza" ogłasza akcję „Choinka Darczyńców”. W tym roku firmy, które wykupią bombkę świąteczną na naszym prasowym i internetowym drzewku, wesprą Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Jego Rodzinie. Dochód przeznaczony zostanie na sfinansowanie terapii dla dzieci po traumach. - W szczególności terapię psychologiczną, sesje z seksuologiem, logopedą i fizjoterapeutą, ale też specjalne działania pomagające w terapii, np. organizację urodzin - mówi Marciniak. 

Choinkę pokażemy w środowych oraz w piątkowych wydaniach "Gazety Wyborczej" w Łodzi, jest też na lodz.wyborcza.pl. Informacje dla firm i instytucji chcących wziąć udział w akcji - tel. 42 63 16 300 lub e-mail: grazyna.ceglarek@lodz.agora.pl.

Darczyńcy indywidualni, którzy chcieliby wesprzeć dzieci z Cukinii, mogą wpłacać dowolne kwoty na numer konta fundacji Gajusz, w tytule przelewu wpisując "Cukinia". 

80 1240 1545 1111 0010 6257 1028

Konta walutowe - IBAN: PL SWIFT/BIC CODE: PKOPPLPW

EURO  86 1240 1545 1978 0010 7080 9139

USD    93 1240 1545 1787 0010 7080 9445

GBP    94 1240 1545 1789 0010 7080 9618

CHF    43 1240 1545 1797 0010 7211 1003

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.