Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tak głośno i kolorowo w ogrodzie domu pomocy społecznej raczej nie bywa. Przechodnie przystawali za ogrodzeniem, żeby zobaczyć, co się tam wyprawia. A były tańce i śpiewy - kolędy, muzyka latynoska i mydlane bańki. To w ogródku. A w budynku, przy otwartych oknach, siedzieli podopieczni DPS-u nr 6. Niektórzy na inwalidzkich wózkach, wszyscy w maseczkach. Były brawa i głośne okrzyki: "Prosimy o bis!". 

- Trudno nam bez bliskich. Dobrze, że ktoś o nas pamięta - mówiła mi przez otwarte okno Władzia. 

- Przekażcie od nas wszystkim życzenia wesołych świąt - dodała siedząca obok Ela. 

Urszula: - Ja życzę wszystkim, żeby się ta epidemia koronawirusa w końcu skończyła. Innym życzę i sobie. 

Dyrektorka DPS-u nr 6, Izabela Szubert, smutno kiwała głową. - Na to się, niestety, nie zanosi. Właśnie wykryliśmy ognisko koronawirusa w naszym domu. Jedna osoba jest w szpitalu. W poniedziałek wszystkich 124 podopiecznych oraz załoga będzie mieć wykonane testy.

Koronawirus zamknął seniorów w pokojach - nie będzie wspólnej Wigilii

Okna się zamknęły. A roztańczona ekipa przeniosła się z ogrodu na chodnik. - Dalej od budynku, żeby nas było widać z wyższych kondygnacji - mówili przedstawiciele Fundacji Dr Clown, bo to oni podjęli się zorganizowania w ogrodzie taneczno-muzycznego występu dla seniorów. - Później przejdziemy z drugiej strony domu, żeby tańczyć dla innych.

Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

- Z powodu wykrycia u nas ogniska koronawirusa Boże Narodzenie będzie wyjątkowo trudne - mówiła dyrektorka. - Nie dość, że nie ma odwiedzin, a podopieczni nie mogą opuszczać domu, to nawet o spotkaniu wigilijnym przy wspólnym stole nie ma mowy. Musieliśmy zakazać przemieszczania się podopiecznych między piętrami, a wieczerzę zjedzą w swoich pokojach. Nawet ksiądz nie będzie mógł do nich przyjść, co na pewno dla wielu ludzi będzie dodatkowym powodem troski. 

Prosili o słodycze, misie, szare mydło

Od niedzielnego spotkania w DPS-ie nr 6 rozpoczęła się kolejna odsłona pięknej, przedwigilijnej opowieści, której początek można znaleźć w nieśmiałych listach łódzkich seniorów, którzy pisali o swoich skromnych marzeniach na święta. Terapeutka, Marta Zając, namówiła do pisania listów podopiecznych DPS-u Rudzka.

Te listy czytała później ze łzami w oczach: "Kochany Mikołaju, chciałabym dostać czekoladę, kawę prawdziwą i cukiereczki. Papierosy prawdziwe" Podpisane: Joanna.

"Drogi Święty Mikołaju. Chciałbym dostać od ciebie na Gwiazdkę białe skarpetki, 41 rozmiar. Kocham cię". I podpis: Marcin.

Albo list od Włodka: "Święty Mikołaju, przynieś mi płyn po goleniu, szare mydło w kostce, herbatniki". Wzruszona terapeutka zamieściła listy w sieci.  

- My zazwyczaj marzymy o wielkich rzeczach, chcemy ciągle więcej, piękniej i lepiej. A ci nasi seniorzy, niektórzy tak ciężko doświadczeni przez los, tak chorzy, że nawet po nosie nie mogą się sami podrapać, marzą o rzeczach tak prostych. Tak mało trzeba, żeby sprawić im radość - mówiła.

Ruszyła lawina dobra: uruchomiono zbiórkę na spełnienie marzeń seniorów, zgłaszali się chętni do robienia paczek. 

W komentarzach pod tekstem o marzeniach seniorów z DPS Rudzka pojawiały się pomysły: "A gdyby tak wszystkim podopiecznym z DPS-ów przygotować prezent?".

Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

I, spontanicznie, zebrała się grupa łodzian, zdeterminowanych spełnić przed Bożym Narodzeniem marzenia wszystkich podopiecznych łódzkich DPS-ów. Tak narodziła się akcja 'Listy do Mikołaja'.

 - Ustaliliśmy, że jak najszybciej trzeba sprawdzić, ile DPS-ów jest w całej Łodzi i ilu mieszka tam ludzi. Chcemy przełożyć tę wspaniałą energię ludzi, którzy chcą pomagać

- mówił Robert Pawlak, jeden z kilkorga organizatorów, a także łódzki radny.

Plan był taki, aby - jeśli to tylko możliwe - robić spersonalizowane paczki z prezentami. Dlatego podopieczni innych łódzkich DPS-ów również byli poproszeni o pisanie listów.

"Święty Mikołaju, proszę o płyn po goleniu, szare mydło w kostce, herbatniki" - napisał Włodek.

"Kochany Mikołaju, proszę cię, żebyś mi przyniósł bombonierkę i piękną różyczkę" - napisała Władzia.

A inna marzycielka, o imieniu Danusia, prosiła o "kremik do twarzy, który z pani 80-letniej zrobi przynajmniej 50-letnią". 

Listów było dużo, a prośby bardzo skromne.

- Największym wyzwaniem było zdobycie radia. Powtarzały się prośby o drobny kosmetyk czy słodycze. Kilka osób prosiło o lalkę czy misia, pewnie z potrzeby przytulania - mówi Pawlak. - Nie spełnialiśmy tylko marzeń tytoniowych. W paczkach nie ma papierosów. Ale inne prośby spełniamy. Z naddatkiem. Chyba że to marzenia, których spełnić się nie da. Wiele osób prosiło, żeby już można było być blisko innych, żeby skończyła się izolacja. 

ZOBACZ TAKŻE: "Gratulujemy, pokonał pan koronawirusa. Ale w płucach sieczka". Ozdrowieńcy mają kłopot z oddychaniem

A to dlatego, że w akcji wzięło udział wielu łodzian. Udało się zebrać 26 tysięcy złotych. Aż 7 tys. przekazała Rada Osiedla Chojny-Dąbrowa, która użyczyła także magazynów. A było co magazynować, bo łodzianie hojnie dzieli się tym, co mają, i przynosili prezenty dla seniorów.

- Pakowaliśmy je później do niebieskich toreb. 1700 niebieskich paczek. Czuliśmy, że brodzimy w morzu dobroci - dodał Pawlak. 

Paczki trafiły na kwarantannę. Będzie ich aż 1700

- Pakowaliśmy te paczki przez kilkanaście godzin, ale było warto. Widzieliście te oczy? - pytał Witold Michalak, przewodniczący Rady Osiedla Chojny- Dąbrowa, również uczestnik akcji. 

- Chcemy, żeby każda osoba otrzymała to, o czym marzy. A nawet ci, którzy nie napisali listu - uniwersalne paczki, które są dowodem na to, że ktoś o nich pomyślał, dla kogoś są ważni - mówi Pawlak. - To było dla nas niezwykłe przeżycie. I już szykujemy się o kolejnej akcji. Przecież będzie Wielkanoc, a pandemia tak szybko nie minie. 

Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

- Nie martwcie się, jeszcze się spotkamy, uściskamy, przytulimy, tak jak to było dawniej! - krzyczała do seniorów przedstawicielka fundacji. 

Organizatorzy akcji "Listy do Mikołaja" do świąt planują do kilkunastu łódzkich DPS-ów dostarczyć w sumie 1700 paczek. Przed DPS-em nr 6 było od nich w niedzielę niebiesko. Sprzed wejścia trafiły na kilkudziesięciogodzinną kwarantannę. A później w końcu do mieszkańców domu. 

Koronawirus w Polsce

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.