Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- To kolejna próba pozbawienia nas praw obywatelskich. Nie mamy wątpliwości, że przyczyną był strajk kobiet i masowe odmawianie przyjęcia mandatu - zaznaczają członkowie Federacji Anarchistycznej.

Odnoszą się w ten sposób do projektu posłów Solidarnej Polski, którzy zaproponowali zmiany w Kodeksie wykroczeń, zgodnie z którymi niemożliwe byłoby odmówienie przyjęcia mandatu.

- W wielu miejscach w Polsce takie wnioski o ukaranie do sądu kończyły się ich odrzuceniem. Władza zdaje sobie z tego sprawę i próbuje wyjść z tej sytuacji z twarzą. Kosztem obywateli - dodają anarchiści.

Zgodnie z proponowaną nowelizacją, mandat byłby obarczony rygorem natychmiastowej wykonalności, co oznacza, że obywatel musiałby go zapłacić, a dopiero potem mógłby się ubiegać o jego uniewinnienie i zwrot poniesionych kosztów. W odwołaniu to ukarany musiałby przedstawić wszelkie dowody na swoją niewinność.

- Przy małych kwotach ludzie będą pewnie odpuszczali dochodzenia swoich praw ze względu na czas, który będą musieli na to poświęcić i pieniądze, żeby skorzystać z pomocy prawnika - zauważa Federacja Anarchistyczna.

Protest ws. mandatów - w najbliższą środę

Żeby zamanifestować sprzeciw wobec zmianom w Kodeksie postępowania o wykroczeniach, Federacja Anarchistyczna organizuje protest - w środę, 20 stycznia o godz. 18 w pasażu Schillera w Łodzi.

- Wychodzimy na ulice, bo mamy do tego prawo. Wychodzimy na ulicę, bo to po porostu nasza przestrzeń. Wychodzimy na ulice, bo jeszcze nigdy nie widzieliśmy psa w todze i nie chcemy go widzieć. Domagamy się całkowitego wycofania druków 866 i 867, czyli projektu ustawy "Wina+" - czytamy w zapowiedzi.

- Każdy protest może coś zdziałać, a teraz mamy kolejny powód, żeby wyjść na ulice. Chcemy pokazać, że się nie zgadzamy z planowanymi zmianami. Liczymy, że łodzianie się tym zainteresują, bo sprawa mandatów dotyczy każdego z nas - zaznacza Federacja Anarchistyczna.

"Ma to wywołać efekt mrożący"

Do udziału w proteście zachęcają również Łódzkie Dziewuchy Dziewuchom, które przez ostatnie miesiące koordynowały marsze kobiet po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października. Zgodnie z orzeczeniem, przesłanka embriopatologiczna, pozwalająca na przerwanie ciąży została uznana za niekonstytucyjną.

- Jesteśmy przekonane, że to próba zastraszenia obywatelek, które protestują w obronie swoich praw. Ma to wywołać efekt mrożący, żeby każdy, kto będzie chciał wziąć udział w protestach, dwa razy się nad tym zastanowił, bo będzie musiał rozważyć, czy stać go na zapłacenie mandatu - zwraca uwagę Magda Gałkiewicz z Łódzkich Dziewuch Dziewuchom. - To państwo powinno udowadniać winę, a nie my - niewinność - zaznacza. - Idziemy w kierunku republiki bananowej, a posłowie Zjednoczonej Prawicy po raz kolejny pokazują, że konstytucja i państwo prawa nie mają dla nich żadnego znaczenia - ocenia.

W przypadku łódzkich protestów łódzka policja do 23 grudnia 2020 roku wylegitymowała 623 osoby. 60 z nich zostało ukaranych mandatami karnymi, w stosunku do 76 zastosowano pouczenie, a w 319 przypadkach prowadzone były czynności wyjaśniające. Do tego dnia wobec 63 osób, co do których według policji istniała podstawa do skierowania wniosku o ukaranie do sądu, wystosowano powiadomienia o możliwości złożenia wyjaśnień.

- Z naszych informacji wynika, że żadnego ze złożonych wniosków o ukaranie nie rozpatrywały jeszcze łódzkie sądy - podkreśla Magda Gałkiewicz.

Potwierdza to również mec. Zbigniew Bakalarczyk, który zorganizował wśród łódzkich prawników akcję udzielania pomocy prawnej pro bono protestującym w ramach strajku kobiet.

- Jeśli ta nowelizacja weszłaby w życie, obawiam się, że będzie trudniej mobilizować obywatelki i obywateli do protestowania - przyznaje Magda Gałkiewicz. - A będzie nam to potrzebne za chwilę, kiedy tzw. Trybunał Konstytucyjny opublikuje oświadczenie Julii Przyłębskiej, bo to będzie kolejna iskra, która rozpali protesty. Władza zabezpiecza się przed skutkami swoich decyzji. Chcą uniemożliwić mobilizację społeczeństwa - uważa.

Prawnik: Projekt sprzeczny z zasadą domniemanej niewinności

O ocenę projektu posłów poprosiliśmy adwokata Zbigniewa Bakalarczyka. Nie ma wątpliwości, że nieprzypadkowy jest moment wniesienia projektu.

- To pokłosie masowych protestów. Powszechnie wiadomo, jak wiele osób odmówiło przyjęcia mandatów, jak wiele osób zwraca się o pomoc pro bono i jak wiele pracy ma teraz w tej kwestii policja. To jasne, co kierowało projektodawcami - uważa.

Przyznaje jednocześnie, że pomysł znowelizowania Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczeń spotkał się z oburzeniem środowiska.

- Budzących poważne wątpliwości zapisów jest w projekcie wiele, ale próba zniesienia instytucji odmowy przyjęcia mandatu jest oczywiście najbardziej bulwersująca. To przekazanie władzy sądowniczej w ręce policjanta, który stwierdzając popełnienie wykroczenia, jednocześnie przesądza winę i wymierza karę. Co więcej, to na obywatela przerzuca się ciężar udowodnienia, że jest niewinny, a nie, jak to jest przyjęte w cywilizowanych państwach, że to państwo ma obywatelowi udowodnić winę - tłumaczy. - To ewidentnie sprzeczne z zasadą domniemania niewinności i szeregiem gwarancji konstytucyjnych - podkreśla.

Zaznacza również, że zgodnie z projektem obywatel ma 7 dni na złożenie odwołania, zawierającego wszystkie twierdzenia, fakty i dowody na poparcie tez wskazanych w odwołaniu.

- Mogłoby się okazać, że choćby wszyscy wiedzieli, że jest niewinny, ale nie dołączyłby tych dowodów do odwołania, sąd i tak wymierzy karę - mówi. - To diabelskie zastawianie pułapek na obywateli - ocenia.

"Władza gra obywatelom na nosie"

Mec. Zbigniew Bakalarczyk zwraca również uwagę na kuriozalne brzmienie uzasadnienia, w którym czytamy, że "odmowa przyjęcia mandatu ma niejednokrotnie charakter impulsywny i nieprzemyślany, a w konsekwencji powoduje konieczność podjęcia szeregu czynności związanych z wytoczeniem oskarżenia w sprawie o wykroczenie".

- Brzmi to tak, jakby działania obywatela przysparzały biednej policji pracy. Od tego są służby państwa, żeby takie zadania podejmowały - mówi adwokat.

Podkreśla również, że nowelizacja doprowadzi do tego, że obywatele będą musieli płacić mandaty, zanim sąd zajmie się wnioskiem o wstrzymanie jego wykonalności.

- Wszystko to jasno pokazuje, że ustawodawca, który zobaczył, że ludzie protestują w trakcie pandemii, nie obawiają się mandatów, masowo odmawiają ich przyjęcia, postanowił zagrać obywatelom na nosie i łamiąc konstytucję i wszelkie standardy demokratycznego państwa prawa, usiłuje stwierdzić, że mandaty będą najpierw wykonalne, a obywatel, jeśli uważa, że został ukarany niesłusznie, musi udowodnić to przed sądem - wyjaśnia.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.