Nie ma co udawać, że pieniądze są nieważne. Są bardzo istotne, bo dzięki nim można pomagać. Można wspierać tych, którzy sami nie dają rady. Dać szansę w walce z chorobą. Zapewnić poczucie bezpieczeństwa i pomoc.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Fundacja Krwinka KRS 0000165702

– Gdy dziecko zaczyna poważnie chorować, rodzina zmaga się nie tylko ze strachem o jego zdrowie i życie. Są godziny spędzone przy szpitalnym łóżku i ocieranie łez malucha, który boi się i cierpi. Ale są też codzienne kłopoty, bo któreś z rodziców musi zrezygnować z pracy, aby być przy dziecku, bo trzeba kupować drogie leki, lub sprzęt. – Takich problemów nie życzy się nawet wrogom. Nikt nie zna lepiej tych lęków i łez, niż rodzice chorych dzieci – mówi Elżbieta Budny, założycielka Fundacji Krwinka.

Ona sama, w latach 90., razem z chorym na białaczkę synem, spędziła wiele tygodni na szpitalnych oddziałach. I poznała rodziców, którzy też zmagali się z podobnymi problemami. To właśnie rodzice są twórcami Fundacji Krwinka, która pomaga dzieciom i rodzinom z chorobami onkologicznymi i hematologicznymi.

– Pomagamy w zakupie nierefundowanych leków. W zapewnianiu rehabilitacji, pedagogów, psychologów. A często – w wydatkach codziennych, które przygniatają dotkniętą chorobą dziecka rodzinę – mówi Elżbieta Budny. – Rodzic nie powinien martwić się, za co przeżyć. On powinien być przy swoim dziecku i tylko nim się przejmować. W reszcie to my staramy się pomóc.

Przez dwie dekady Fundacja Krwinka pomogła kilku tysiącom dzieci, powiększyła rejestr niespokrewnionych dawców szpiku o kilka tysięcy potencjalnych dawców, sfinansowała projekt budowy nowego gmachu dla onkologii dziecięcej w Łodzi, pomogła w stworzeniu hotelu przyszpitalnego, zakupiła sprzęt medyczny do większości klinik onkologicznych w Polsce. I ciągle stawia przed sobą nowe cele.

– W minionym roku też nam nie było łatwo, bo wpływów od darczyńców było zdecydowanie mniej – mówi Elżbieta Budny. – Na szczęście wpływa sporo imiennych darowizn na pomoc konkretnym chorym dzieciom. To dzięki ich bliskim, którzy rozpowszechniają informacje o zbiórkach.

Pandemia koronawirusa nie powstrzymała Fundacji Krwinka przed działaniem. W wakacje, kolejny już raz, fundacja zorganizowała dwa turnusy wakacyjne dla dzieci – w nadmorskim Jarosławcu dla tych, które kończą leczenie i w podłódzkim Rogowie dla dzieci w czasie intensywnej kuracji.

Elżbieta Budny: – Na początku pandemii zainwestowaliśmy w ochronę dzieci i personelu oddziału onkologicznego szpitala na ul. Spornej, kupując specjalistyczne maseczki dla personelu i dla rodziców. W związku z koniecznością zdalnego nauczania kupiliśmy na oddział routery z dużą mocą. Gdy zepsuła się oddziałowa kuchenka, szybko postaraliśmy się o nową. A dla dzieciaków prowadziliśmy online zajęcia, m.in. animacje artystyczne i plastyczne. Potężnym wydatkiem było dla fundacji urządzenie do celów diagnostycznych, które kupiliśmy na oddział, bo stare się zepsuło. To inkubator dwutlenku węgla do hodowli komórkowych, bardzo potrzebny do oceny stanu zdrowia.

Fundacja JiM KRS 0000127075

Kilkuletni Kuba ucieka przez las. Goni go stado wilków. Kuba już nie ma siły uciekać. Wilki go otaczają. Chłopczyk zakrywa głowę rękami. Płacze. Ale Kubie można pomóc. Bo chociaż to nie są prawdziwe wilki, to problemy Kuba ma prawdziwe. Tak jak inne osoby z autyzmem i zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Tym spotem fundacja JiM szuka zrozumienia i akceptacji oraz apeluje o pomoc dla osób, które nie są neurotypowe.

Fundacja JiM powstała 19 lat temu, aby pomagać osobom z autyzmem oraz ich opiekunom.

– Prowadzimy szkolenia i warsztaty zwiększające wiedzę na temat autyzmu – wymienia Hanna Kolasińska z Fundacji JiM. I dodaje: – Tworzymy biuletyny, specjalistyczne poradniki, materiały dydaktyczne. Zapewniamy też diagnozę i terapię dzieciom i osobom dorosłym z całej Polski. W ubiegłym roku takich diagnoz przeprowadziliśmy aż 400 diagnoz.

Podopieczni Fundacji JiM korzystają z bezpłatnej terapii. Fundacja wspiera też rodziców, proponuje im pomoc prawną. Poza tym prowadzi przedszkole i szkoły dla dzieci z autyzmem. Ważnym elementem jej działania są kampanie społeczne budujące wiedzę o autyzmie i uczące zrozumienia dla osób ze spektrum. Najbardziej rozpoznawalną z tych kampanii jest „Polska na Niebiesko”.

JiM namawia do wspierania osób ze spektrum autyzmu. I robi to skutecznie. Już trzy ogólnopolskie sieci udało się przekonać do wprowadzenia „Cichych Godzin”. A to oznacza, że w 1600 sklepach w całym kraju personel ścisza nadawane komunikaty, przygasza światła, aby zwiększyć komfort zakupów dla osób ze spektrum.

Fundacja JiM jest członkiem Autism-Europe, międzynarodowej federacji, która zrzesza kilkadziesiąt organizacji z całej Europy. Jest również organizatorem – gospodarzem międzynarodowego Kongresu Autism-Europe poświęconemu autyzmowi i zaplanowanemu na 2022 rok.

– Dzięki wpływom z 1 procentu rodzice i nasi beneficjenci mogą zapewnić sobie niezbędną opiekę – terapię, rehabilitację, sprzęt, na który nie otrzymują wsparcia od państwa. Często to jedyna szansa na dodatkowe wsparcie. Te otrzymane od państwa wystarczają ledwo na podstawowe potrzeby, nie mówiąc o niezbędnych lekach czy działaniach mających na celu polepszenie jakości życia osób w spektrum – mówi Kolasińska.

Fundacja Gajusz KRS 0000109866

Najmłodszym i najbardziej wymagającym dzieckiem Fundacji Gajusz jest Cukinia, czyli Centrum Terapii dla Dzieci Po Traumach.

– To potężne wyzwanie, bo postawiliśmy sobie za cel, aby pomóc dzieciom najmocniej doświadczonym przez życie i ludzi –

mówi Tisa Żawrocka, założycielka fundacji.

Jak? O tym aż trudno słuchać. Do Cukinii trafiają dzieci, które doświadczyły przemocy, także seksualnej, były świadkami przestępstw, ofiarami gwałtów. A większość to dzieci porzucane lub wielokrotnie porzucane, które nie znają poczucia bezpieczeństwa.

– W ich życiu najwięcej zależy od tego, jak teraz będą ich traktować i zajmować się nimi dorośli. Dlatego w Cukinii stosujemy zasadę, jak w samolocie: najpierw załóż maskę sobie, a później dziecku – wyjaśnia Tisa Żawrocka. – Wspieramy dorosłych opiekunów, czyli rodziców adopcyjnych czy zastępczych, żeby wiedzieli, jak pomagać dzieciom. Dzieci mają, oczywiście, zapewnioną terapię i wsparcie specjalistów. Ale opiekunowie muszą wiedzieć, jak mądrze reagować na problemy, których dzieci po przejściach mają całą masę, bo tylko wtedy będą mogli skutecznie te dzieci wspierać.

Fundacja Gajusz powstała w 1998 roku i od tego czasu zajmuje się pomaganiem dzieciom. Prowadzi całodobowe hospicjum domowe, z dojazdami lekarzy i pielęgniarek oraz lekarstwami i wsparciem psychologicznym. Pomaga ciężko i nieuleczalnie chorym dzieciom zapewniając wsparcie medyczne, psychologiczne i socjalne. W hospicjum stacjonarnym Fundacji Gajusz leżą dzieci w bardzo ciężkim stanie, niektóre także porzucone przez rodziców.

Opiekunowie działają w myśl zasady, że „kiedy dzieciństwo jest o całe życie za krótkie, trzeba sprawić, żeby było bezpieczne, magiczne i piękne”. Dlatego oprócz wykwalifikowanej pomocy medycznej mali książęta i księżniczki (tak mówi się w Gajuszu o chorych) mają zapewnione całe morze miłości ze strony opiekunów i wolontariuszy.

Fundacja Gajusz prosi o 1 proc.
Fundacja Gajusz prosi o 1 proc.  Agnieszka Bohdanowicz /Fundacja Gajusz

Fundacja prowadzi także hospicjum perinatalne, zapewniając rodzicom, którzy spodziewają się nieuleczalnie chorego potomstwa, wsparcie i możliwość powitania dziecka na świecie i godnego pożegnania. Jest też ośrodek preadopcyjny, gdzie otoczone miłością i czułą opieką, czekają na rodziców najmłodsi podopieczni. Na to wszystko przeznaczane są pieniądze od darczyńców i tych, którzy chcą część swojego podatku przekazać Gajuszowi. – Pomaganie jest sztuką i to sztuką kosztowną – podsumowuje Tisa Żawrocka.

Fundacja Happy Kids KRS0000133286

– Przeczytałam kiedyś, że przyjęcie pod swój dach osieroconego dziecka to coś zupełnie innego, niż przyjęcie go do najbardziej nawet kolorowego i pięknego, ale instytucjonalnego domu dziecka. Bo rodzinnej atmosfery i bezpieczeństwa nie da żadna instytucja – mówi Ewa Tietianiec, członkini zarządu Fundacji Happy Kids. – Dlatego od początku istnienia tworzymy rodzinne domy dziecka. Takie, w których dzieci jest nie więcej niż ośmioro. Gdzie nie ma kadry, która przychodzi na zmiany, a dzieci są przez 24 godziny pod opieką tych samych osób. I uczą się, jak żyć w rodzinie.

Fundacja Happy Kids już od 20 lat pomaga dzieciom, które nie mogą wychowywać się w rodzinnym domu – tym, które rodziców straciły i tym, których rodzice nie są w stanie zapewnić opieki.

– W naszym pierwszym Rodzinnym Domu Dziecka w każdą Wigilię do stołu zasiada około czterdziestu osób. Wie pani, co to oznacza? Że przez kilkanaście lat rodzicom zastępczym udało się stworzyć rodzinę, która jest ze sobą związana.

Dla dzieci to właśnie jest rodzinny dom – mówi Ewa Tietianiec.

W Happy Kids powtarzają, że domy mają być wypełnione, od podłogi po sam dach, miłością, ciepłem i dobrem. Ważną zasadą jest, żeby nie rozdzielać rodzeństw. I żeby dać dzieciom poczucie bezpieczeństwa oraz możliwość rozwijania swoich pasji.

– To dzieci po wielu traumach, które zafundowało im życie i dorośli – mówi przedstawicielka Happy Kids. – Często potrzeba wiele pracy, cierpliwości i miłości, żeby sobie z tymi problemami poradzić. Ale warto. Dla każdego z dzieci oddzielnie warto podjąć największy nawet wysiłek.

W ciągu 20 lat powstało 19. Rodzinnych Domów Dziecka Fundacji Happy Kids – dziewięć w Łodzi, siedem w regionie i dwa w Wałbrzychu. W Fundacji obliczają, że przez lata udało się objąć pomocą około czterech tysięcy dzieci. W tej chwili w domach mieszka ich około 140. W planach tworzenie kolejnych. A także – budowa Rodzinnego Domu Pomocy Społecznej.

Fundacja Happy Kids prosi o 1 proc.
Fundacja Happy Kids prosi o 1 proc.  Materiały prasowe

– Mamy pod opieką chore dzieci, takie które nie są w stanie samodzielnie funkcjonować. Po ukończeniu pełnoletności rozwiązaniem dla nich jest zamieszkanie w domu pomocy. Ale to instytucja, a my wierzymy w rodzinę. Dlatego planujemy stworzenie dla naszych dorosłych dzieci bezpiecznego i dobrego miejsca, gdzie będą mogły jak najpełniej funkcjonować w dorosłości – wyjaśnia Ewa Tietianiec.

I ocenia, że dotacje, jakie otrzymuje fundacja na dzieci, pozwalają zaspokoić ok. 60 proc. potrzeb.

– Utrzymanie domów, zaspokojenie potrzeb dzieci związanych z edukacją, wypoczynkiem, leczeniem i rehabilitacją, a także pomoc dzieciom, które się usamodzielniają – wymienia. – W pandemicznym roku odpadła możliwość ulicznych zbiórek i organizacji imprez. A wydatki? One się nie zmniejszyły.

Dlaczego pomoc jest ważna? Zapraszamy na debatę "Wyborczej"

O tym, dlaczego warto pomagać, będziemy rozmawiali w czasie debaty online, którą zaplanowaliśmy na 10 marca na godz. 12.

Uczestnicy debaty – przedstawiciele czterech fundacji z łódzkim rodowodem – opowiedzą, komu pomagają i jak to robią. Wyjaśnią też, dlaczego tak bardzo liczą w tym roku na 1 proc. od podatników.

Transmisja na lodz.wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem