Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z Joanną Sokołowską i Danielem Muzyczukiem, kuratorami wystawy "Praca, praca, praca (praca)".

Izabella Adamczewska: Co łączy Céline Condorelli i Wendelien van Oldenborgh?

Joanna Sokołowska: - Sposób pracy i tematyka, chociaż artystki działają w innych mediach. Obie postrzegają twórczość (w tym własną) jako proces społeczny. Traktują ją samoświadomie, jako pole wspólnotowej pracy, a nie spektakl skoncentrowany na finalnym produkcie procesu – czyli obdarzonym aurą dziełem sztuki. Badają różne etapy wytwarzania kultury i sztuki: warunki dla ich zaistnienia, materialną produkcję, użyte media, a także doświadczenie estetyczne jako aktywne przepracowanie i współtworzenie znaczeń. Obydwie artystki uważnie analizują więc tworzywa, infrastruktury, idee, herstorie, instytucje i polityki, które wspierają (bądź blokują) produkcję kulturową określonych społeczności.

Wendelien van Oldenborgh ujawnia na przykład kolektywny charakter produkcji audiowizualnej. W jej instalacjach wideo i projekcjach slajdów aktorzy i aktorki manifestują swoją aktywność we współtworzeniu scenariuszy. Dźwięk, obraz i tekst są natomiast często montowane w sposób zdesynchronizowany i osadzony w widoczny sposób na oddzielnych nośnikach. W ten sposób nie wytwarzają iluzji realizmu i prawdy, tylko „pracują" jako odrębne media, wymagając od odbiorczyń współodpowiedzialności za wytwarzanie skojarzeń i znaczeń.

Z kolei Céline Condorelli analizuje i tworzy tzw. struktury  wspierające, czyli obiekty i procesy, które umożliwiają pojawienie się i ekspozycję dzieł sztuki. Mogą to być np. przedstawienia technologicznych bądź finansowych warunków produkcji artystycznej, jak i ściany, gabloty albo projekty stymulujące wspólnotowe doświadczenia takie jak kina, kawiarnie, rzeźby publiczne.

Czy artystki znały się, zanim zaprosiliście je do wspólnej wystawy?

Daniel Muzyczuk: - To my zainicjowaliśmy tę relację. Artystki znały swoje prace, ale nie siebie. Jedna mieszka w Londynie, druga w Berlinie. To był ryzykowny eksperyment. Nastawiliśmy się na przeróżne scenariusze. Gdyby pomiędzy artystkami nie zaskoczyło, musielibyśmy zrobić dwie oddzielne wystawy. Na szczęście tak się nie stało. Układając swoje prace w narrację, Condorelli i van Oldenborgh skupiły się na wzajemnym wspieraniu swojej twórczości. Zaskakujące, że to partnerstwo ma aż tak organiczny charakter – w pracach artystek powtarzają się te same motywy. Ale są one do odróżnienia, bo Wendelien tworzy w medium filmowym, natomiast Condorelli pracuje z przestrzenią jako sposobem prezentacji – wchodzi w miejsce ekspozycji i zagospodarowuje je.

Joanna Sokołowska: - Dobrym przykładem aktywnego dialogu między artystkami jest działanie pracy „Host", czyli „Goszczącej" Condorelli. To kurtyna, która „gości" projekcje Wendelien van Oldenborgh. Natomiast zainspirowane projektami mebli Władysława Strzemińskiego „Przeciętne kompozycje przestrzenne" to siedzisko, które jest jednocześnie studium przestrzeni i ławką do oglądania nowego filmu van Oldenborgh.

Daniel Muzyczuk: - Kurtyny Celine to nie tylko dekoracje, ale też obiekty znaczące. „Goszcząca" to wynik studiów artystki nad publikacjami Le Corbusiera - efekt niezgody na podejście do miasta jako pola przebudowy, które zakłada destrukcję zastanego układu. Jednocześnie kurtyna stanowi otoczenie, tło dla filmowej pracy Oldenborgh, otula ją. Condorelli skupia się na analizie kwestii związanych z projektowaniem. Na przykład ławki grają z niedotykalnym statusem dzieł sztuki i ustawianiem cielesnej pozycji odbiorcy. Ciało w muzeum się męczy. Charakterystyczne, że w Sali Neoplastycznej nie było siedzisk. W tradycyjnych muzeach siedzenia ustawiano tylko przed dziełami wielkimi - albo metaforycznie, albo fizycznie, jak „Bitwa pod Grunwaldem", którą należy czytać niczym rozwijający się w czasie film. Natomiast wizyta w muzeum jest organizowana przez rytm ruchów i odpoczynków, które podporządkowane są usytuowaniu prac.

Joanna Sokołowska: - Część prac Condorelli jak np. „Permutacje" analizuje warunki technologiczne wytwarzania wizualności. Z kolei „Bawełna/Kauczuk", „Powierzchnia styku (Rejestr pracy kolektywnej, fabryka Pirelli, Settimo Torinese) I & II" i „Białe złoto" są studiami kluczowych dla nowoczesności materiałów: kauczuku i bawełny. Artystka bada kolonialne, kulturowe i produkcyjne aspekty ich wytwarzania i cyrkulacji.  

„Praca, praca, praca (praca)" to kolejna – po „Erroryzmie" Agnieszki Kurant – ekspozycja dialogująca z Salą Neoplastyczną. Czy jest to związane z obchodami jubileuszu udostępnienia publiczności kolekcji a.r.?

Joanna Sokołowska: - Zależy nam na tym, żeby Sala Neoplastyczna była żywym miejscem. W ostatnich latach podkreślamy wpisane w jej historię gościnność i wspólnotowy charakter. W końcu projekt Strzemińskiego powstał, żeby gościć twórczość innych, awangardowych artystów i artystki w przestrzeni społecznej – czyli publicznym muzeum. Gest ten rozpoczynał proces zawiązywania społeczności wokół sztuki nowoczesnej.

Daniel Muzyczuk: - Kolejną wystawą organizowaną w ramach jubileuszu będzie „Awangardowe muzeum", w której Sala Neoplastyczna będzie pretekstem do pokazania, jak awangardyści widzieli rolę muzeum i swoją, jak przyglądali się mediacji sztuk. W „Pracy, pracy, pracy (pracy)" podkreślamy inne jej właściwości. Zaprosiliśmy do współpracy dwie współczesne artystki od zawsze zainteresowane wspólnotowym aspektem przestrzeni – czy to muzealnej, czy też na przykład domu kultury.

Condorelli i van Oldenborgh zastanawiają się nad tym, jak architektura i design mogą wspierać zawiązującą się wspólnotę. A wiemy przecież, jak bardzo istotne jest w dzisiejszych czasach tworzenie warunków do spotkania.

Joanna Sokołowska: - Sięgając po modernistyczne archiwa kultury, artystki zadają pytanie, kogo obejmowały, a kogo wykluczały związane z nowoczesnymi instytucjami wspólnoty. Jak pokazują, uniwersalne założenia i ambicje przemiany całego społeczeństwa, nie obejmowały często kobiet, a będąc rzekomo ślepe na różnice rasowe, utwardzały je.

Jedną z prac, która zostanie pokazana na wystawie, jest film „obsada", zrealizowany z udziałem studentek, doktorantek i absolwentek łódzkiej Szkoły Filmowej.

Daniel Muzyczuk: - Wendelien interesuje produkcja filmowa jako mechanizm wykluczający. „obsada" wpisuje się w dyskusję na temat nadużyć w szkołach filmowych. W wielu profesjach w przemyśle filmowym nadal panuje dominacja mężczyzn – zarówno w tych uważanych za prestiżowe, jak reżyser, po zawody pozornie wymagające siły, na przykład operator.

Wejście z projektem van Oldenborgh do Sali Neoplastycznej było próbą rekonfiguracji wspólnoty awangardowej, ale punktem odniesienia stała się też Akcja Warsztat, którą eksperymentalna grupa Warsztat Formy Filmowej zorganizowała w Muzeum Sztuki w 1973 roku. Jej członkowie eksperymentowali z medium i szukali obiektywnego języka filmu. To byli wyłącznie mężczyźni, więc ten deklarowany obiektywizm należy postawić pod znakiem zapytania.

Joanna Sokołowska: - Osoby współtworzące „obsadę" zadały w pewnym momencie pytanie o przyczyny nieobecności kobiet w trwającej niemiłosiernie długo „Akcji Warsztat". Zastanawiały się, kto zajmował się w tym czasie np. dziećmi. „obsada" dotyka niewidocznych mechanizmów wykluczenia. Tych, które działają poza kamerą. 

Czy „obsada" odnosi się wprost do zapoczątkowanej w łódzkiej Szkole Filmowej odsłony akcji #metoo?

Joanna Sokołowska: - To nie jest interwencja. Film powstawał w sposób częściowo improwizowany. Temat pojawił się, bo był żywy dla samych uczestniczek. Najważniejsze okazały się dla nich długotrwałe skutki socjalizacji kobiet do posłuszeństwa, wycofywania się i niestawiania granic. Opowiadały o treningu, który zaczął się już w domu i w szkole, żeby usuwały się w cień i nie wierzyły we własne siły. Wiele z nich przyznało się do syndromu oszustki, poczucia, że nie są wystarczająco kompetentne, dlatego muszą się cały czas dokształcać i udowadniać, że zasługują na swoją pozycję. Ale „obsada" nie jest próbą zastąpienia mężczyzn kobietami u władzy przy zachowaniu tych samych zasad. Jest próbą zrealizowania innej, niepatriarchalnej herstorii produkcji filmu. Polega na uważności na różnicę, słuchania nie tylko głosów, ale i milczenia, wycofania, dawania przestrzeni na rozwój innych.

Wystawa w Muzeum Sztuki w Łodzi. Céline Condorelli i Wendelien van Oldenborgh, "Praca, praca, praca (praca)", kuratorzy: Joanna Sokołowska i Daniel Muzyczuk, MS1, Więckowskiego 36, 2 piętro, 18 czerwca 2021 – 5 września 2021. Otwarcie - piątek, 18 czerwca o godz. 18.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.