Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Agnieszka Urazińska: Co cię zaalarmowało?

Iwona Xiężopolska-Krzyżańska*: Wyobraź sobie, że nic. Właśnie o to chodzi, że nie działo się nic alarmującego. W 2013 roku miałam 39 lat, byłam silna i zdrowa. Regularnie badałam piersi. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam, że pojawiła się niewielka zmiana. Najprawdopodobniej niegroźna. Lekarz zaproponował biopsję cienkoigłową. A po biopsji uspokoił, bo wyniki jednoznacznie wskazywały, że to nie jest nic poważnego.

Do obserwacji?

- Dokładnie tak. Pół roku później wróciłam na usg. Okazało się, że ta niegroźna zmiana nieznacznie urosła. Odrobinę, ale lekarz wolał się upewnić, że to na pewno łagodny guz. I zlecił kolejne usg. Wynik znów był dobry. Lekarz proponował, żeby dalej obserwować. Nie było przecież wskazań do zabiegu chirurgicznego.

A ty?

- A ja, byłam uparta, bo intuicja podpowiadała mi, żeby jak najszybciej się tej zmiany pozbyć. Choć bałam się bardzo, bo nigdy wcześniej nie miałam operacji, uparłam się, że nie chcę nosić w sobie dwucentymetrowego guza. Bo mój rak miał dwa centymetry.

Iwona Xiężopolska-Krzyżańska: Mój rak miał dwa centymetry. Dzięki badaniom ocaliłam swoje życieIwona Xiężopolska-Krzyżańska: Mój rak miał dwa centymetry. Dzięki badaniom ocaliłam swoje życie Z archiwum Iwony Xiężopolskiej-Krzyżańskiej

Rak?

- Lekarz przystał na moją prośbę i operacja była. Po usunięciu guza i badaniu histopatologicznym okazało się, że to nowotwór złośliwy.

Co wtedy?

- Szok. Przecież wszyscy mnie uspokajali. Ta operacja to miała być formalność, żeby nie obserwować, tylko usunąć problem. Przyszły czarne myśli, także te o śmierci. A ja nie chciałam umierać. Miałam dziewięcioletnią córkę, męża, pracę nauczycielki, którą bardzo lubię. I marzeń miałam mnóstwo, na których realizację nie było wcześniej czasu. Była czarna otchłań. To był najgorszy czas. Tym bardziej że to nie był koniec złych wiadomości. Konieczna była kolejna operacja, bo w linii cięcia zaobserwowano komórki nowotworowe. A po tej kolejnej operacji przyszły następne złe informacje: znów komórki w linii cięcia. To oznaczało, że aby zmniejszyć ryzyko przerzutów, muszę mieć amputowaną pierś. A później usunięte także węzły chłonne wartownicze, bo i tam były komórki rakowe.

Miałaś chemioterapię?

- Osiem cykli, od marca do sierpnia. Ze wszystkimi konsekwencjami – utratą włosów, brwi i rzęs, ogromnym osłabieniem, bardzo złym samopoczuciem. Nie ominęły mnie przeżycia i emocje, które towarzyszą innym dziewczynom, które chorują na nowotwory piersi. Czułam się pozbawiona kobiecości i potwornie bałam się, co dalej. Wspierali mnie bliscy. Moja córka, choć nie bardzo rozumiała, co się dzieje z mamą, była blisko i dawała mi siłę. Tej siły zaczęłam szukać w innych ludziach. Gdy zaczynałam chorować, o nowotworze piersi wiedziałam naprawdę niewiele. Z konieczności zaczęłam się tym interesować. I docierać do kobiet, które też się z tą chorobą mierzyły.

Po co?

- Chciałam wiedzieć jak najwięcej. I to nie tylko od lekarzy, bo z nimi można rozmawiać o kwestiach medycznych. A mnie potrzeba było rozmowy z praktykiem – kimś, kto zrozumie najlepiej, dziewczyną, która też usłyszała druzgocącą diagnozę, też walczyła. I przeżyła.

Iwona Xiężopolska-Krzyżańska: Mój rak miał dwa centymetry. Dzięki badaniom ocaliłam swoje życieIwona Xiężopolska-Krzyżańska: Mój rak miał dwa centymetry. Dzięki badaniom ocaliłam swoje życie Z archiwum Iwony Xiężopolskiej-Krzyżańskiej

To ostatnie chyba bardzo ważne.

- Tak, bo ja szukałam nadziei w tych onkokobietach, które mimo choroby nowotworowej wciąż żyją i się tym życiem cieszą. To też było działanie intuicyjne. Mnie było potrzeba wiary, że skoro im się udało, to mnie też się uda. I rzeczywiście, dotarłam do świetnych kobiet, od których dużo się dowiedziałam o nowotworze w praktyce – o chorowaniu, leczeniu, walce. O trudnościach i radościach. Bo w onkodziewczynach jest bardzo dużo radości. Nowotwór naprawdę nie wszystko zabiera. A przede wszystkim to nie jest wyrok. Z nim można wygrać. Spotkałam kobiety, które po zmaganiach z chorobą znów mają piękne włosy, makijaże, realizują swoje pasje i spełniają marzenia. Wtedy, gdy sama zaczynałam walkę, takie doświadczenie było dla mnie niezwykle budujące i bardzo, bardzo potrzebne.

Odzyskałaś nadzieję?

- Odbiłam się od dna, od tej czarnej rozpaczy. Miałam ustalony plan leczenia, były wyznaczone cele, do których trzeba dążyć. I na tym się skupiłam. Po zakończeniu chemioterapii miałam kolejną operację – rekonstrukcji piersi oraz profilaktyczną mastektomię z jednoczasowym odtworzeniem drugiej piersi. Ta decyzja została podjęta po wywiadzie medycznym. Wprawdzie nie miałam mutacji genu, która zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania na nowotwór. Ale wiele wskazywało, że mam silne obciążenia rodzinne nowotworem piersi. Chorowały moje dwie babcie i dwie ciocie. A kiedy ja zmagałam się z rakiem, nowotwór piersi wykryto także u mojej mamy. Był taki moment, że obie walczyłyśmy i obie byłyśmy łyse. A u mnie wskazania do profilaktycznej amputacji drugiej piersi były oczywiste.

Od początku głośno mówiłaś o swojej walce?

- Nie, przez jakiś czas, na samym początku, tuż po diagnozie, zapadłam się w siebie i o raku rozmawiałam jedynie z najbliższymi. Ale to była chwila. Później zaczęłam o chorobie mówić głośno. I okazało  się, że wiele osób chce mnie wspierać, a to bardzo budujące. Ale mam też inny cel w tym opowiadaniu o swojej chorobie. Wierzę, że dzięki temu jakaś dziewczyna może pójść na badanie i ocalić swoje życie. Bo ja właśnie dzięki profilaktyce ocaliłam własne.

Leczenie skończyłaś osiem lat temu.

- Mówi się, że jeśli ktoś nie miał nawrotu przez pięć lat, może uważać się za wyleczonego. Jeśli weźmiemy pod uwagę takie kryteria, to jestem wyleczona. I jestem też głęboko przekonana, że właśnie dzięki badaniom.

I dzięki twojemu uporowi.

- To też, ale gdybym nie chodziła regularnie na usg, albo gdybym nie przestrzegała wskazań, że zmianę trzeba obserwować i badania robić częściej, to nie miałabym tych wątpliwości, które doprowadziły do usunięcia guza i badania histopatologicznego. Okazuje się, że mój rak został wykryty wcześnie. Komórki rakowe były w całej piersi i w tych węzłach chłonnych najbliższych piersi. Nie rozsiały się do kolejnych węzłów, do innych narządów. Nie miałam przerzutów. W takim stadium chorobę łatwiej wyleczyć, a pacjentka ma większe szanse, żeby przeżyć.

Realizujesz marzenia?

- Gdybym ci miała powiedzieć, co zmieniła choroba, to właśnie jest jedna z ważniejszych kwestii: znalazłam czas na realizowanie własnych marzeń i pasji. Wcześniej odkładałam je na jakąś nieokreśloną przyszłość, przekonana, że tej przyszłości przede mną jest jeszcze całe morze. A od diagnozy już inaczej patrzę na życie. Bo mimo świetnych wyników badań. choroba może wrócić w każdej chwili. Nie chcę już żyć z dnia na dzień, tylko na całego. Zmieniły mi się priorytety i teraz to ja jestem na pierwszym miejscu. Bo jeśli ja będę szczęśliwa i będę tryskała energią, to inni też będą szczęśliwi. Zmieniłam radykalnie sposób odżywiania. Na zdrowszy. Jestem współautorką książki "Zdrowa od nowa" o tym, jak przejść przez leczenie onkologiczne i jak dzięki diecie odzyskać siły. Zawsze kochałam góry. Lubiłam biegać. Żyć aktywnie i cieszyć się przestrzenią. 

Robisz to, w dodatku w świetnym towarzystwie.

- Jestem wiceprezeską łódzkiej Fundacji Pełną Piersią. Działamy na rzecz rozwoju rekonstrukcji piersi. Prezesem jest świetny chirurg onkolog, dr Piotr Pluta. W fundacji są też waleczne kobiety, które - jak ja - chcą żyć pełnią życia. Organizujemy Wyprawy Onkokozic – chodzimy wspólnie po górach. Postanowiłyśmy zdobyć 12 szczytów Korony Tatr. Gerlach, Łomnicki Szczyt i Lodowy Szczyt już zdobyłyśmy. Ale nie chcemy tego robić za szybko, chcemy się delektować. Dlatego mamy plan – jeden szczyt rocznie. Bo my zamierzamy żyć wiele lat. Jak się skończą szczyty, wymyślimy kolejny cel.

* Iwona Xiężopolska-Krzyżańska jest wiceprezeską Fundacji Pełną Piersią. Osiem lat temu zakończyła leczenie nowotworu piersi

Akcja „Łap za biust"

„Wyborcza" kontynuuje kampanię edukacyjną dotyczącą profilaktyki raka piersi. Zaangażowały się w nią firmy: Clariant, Dell, Ceri, Comarch, Spedimex, Veolia oraz Fundacja Salve Medica i Uniwersytet Medyczny w Łodzi. W ramach akcji lekarze specjaliści (dr Łukasz Rajchert, prof. Janusz Piekarski) spotkali się z pracownikami wskazanych firm na webinarze „Rak piersi – fakty i mity". Ten materiał możecie Państwo obejrzeć teraz na lodz.wyborcza.pl. Lekarza z Salve Medica odwiedzają wskazane firmy. Od 22 października do 5 listopada w OFF Piotrkowska będzie prezentowana wystawa promującą profilaktykę i badania raka piersi w ramach akcji "Łap za biust"

Akcja 'Łap za biust'Akcja 'Łap za biust' Lodz.Wyborcza.Pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.