Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Izabella Adamczewska: „Awangardowe muzeum" to oksymoron.

Jarosław Suchan: - Rzeczywiście, w potocznym rozumieniu „awangarda" i „muzeum" do siebie nie pasują. Artyści awangardowi nawoływali przecież do niszczenia muzeów jako miejsc, w których propagowano anachroniczną wizję sztuki, nieprzystającą do gwałtownie zmieniającej się rzeczywistości. Poza tym ich celem było zniesienie granic między sztuką a życiem - sztuka miała być narzędziem zmiany świata, nie przedmiotem kontemplacji. A muzeum postrzegano jako miejsce, w którym sztuka jest odcinana od rzeczywistości - rodzaj rezerwatu, w którym przechowuje się i pieczołowicie ochrania wymierające gatunki. Z taką instytucją awangardzie, oczywiście, nie było po drodze. Paradoksalnie jednak od samego początku chciała tworzyć własne muzea.

Agnieszka Pindera: - Jeśli w tytule wystawy w miejsce „awangardy" podstawimy „aktualność" i „żywą sztukę", rozbijemy ten paradoks.

Czym miało być muzeum awangardowe?

Jarosław Suchan: - Instytucją skierowaną w przyszłość, a nie przeszłość. Taką, która nie konserwuje zastanej rzeczywistości artystycznej, ale umożliwia jej rozwój. Otwartą na eksperyment. Muzeum miało być laboratorium, w którym wykuwają się nowe formy sztuki i nowy sposób myślenia o sztuce.

Jednym z haseł awangardy była sztuka bliska życiu. 90 lat temu w Łodzi – mieście przemysłowym –  ulokowano kolekcję grupy a.r., która dała początek Muzeum Sztuki w Łodzi. W jaki sposób te nowatorskie prace były bliskie robotnikom?

Jarosław Suchan: - Władysław Strzemiński, inicjator utworzenia tej kolekcji, uważał, że rozwijane w nowej sztuce idee mogą przynieść efekt jedynie wówczas, gdy zyskają podatny społeczny grunt. Dlatego zależało mu na stworzeniu miejsca, w którym masy robotnicze mogłyby oswajać się ze sztuką nowoczesną. Wierzył, że dzięki zjednaniu mas dla modernizacyjnych idei, które za tą sztuką stoją, uda się przeprowadzić zmianę społeczną. Łódź jako ośrodek wielkoprzemysłowej klasy robotniczej doskonale się nadawała do realizacji tej misji. Sztuka zgromadzona w kolekcji grupy a.r. była, oczywiście, na antypodach tego, z czym mógł się wówczas zetknąć łódzki robotnik. Ale właśnie o to chodziło: nie żeby potwierdzać znaczenie znanej mu rzeczywistości bogatych pałaców przemysłowych magnatów i biednych robotniczych famuł, ale żeby zachęcić go do jej zmiany.

Czy po 90. latach do Muzeum Sztuki w Łodzi przychodzi publiczność oswojona ze sztuką awangardową?

Jarosław Suchan: - Niestety i na szczęście – nie. Niestety, ponieważ to oznacza, że wciąż w Polsce sztuka ta jest mało popularna i nie posiada dużej publiczności. Na szczęście – bo z tego wynika, że sztuka awangardowa wciąż nie została „udomowiona", a co za tym idzie, jej rewolucyjny czy krytyczny potencjał nie został zneutralizowany. Od lat 60. XX wieku istnieje takie przekonanie, że awangarda przegrała, ponieważ muzea i rynek sztuki przekształciły jej dzieła w łatwo przyswajalne produkty, które nie są w stanie niczego zmienić w naszym postrzeganiu świata. Nie jest to jednak do końca prawda, na pewno nie w Polsce. Dzięki temu sztuka awangardowa wciąż może działać jako obcy wtręt, jako przeszkoda, która wytrąca nasze myślenie z utartych kolein. My w każdym razie staramy się robić wszystko, żeby tak działała.

Agnieszka Pindera: - Artyści awangardowi zajmowali się tym, co wówczas było ważne i aktualne. Program Muzeum Sztuki w Łodzi również dotyka aktualiów. Mamy projekty poświęcone kryzysowi klimatycznemu czy kryzysowi wiedzy i komunikacji. Nie ograniczamy się do działalności wystawienniczej, dużą wagę przywiązujemy do edukacji. Wystawę „Awangardowe muzeum" otwiera przygotowany przez Sofię Tołstoj-Dymszyc i Tatlina dokument z 1918 roku o idealnym muzeum sztuki nowoczesnej jako miejscu spotkań. Takie też jest nasze muzeum – poświęcone twórczości żyjących jeszcze artystów, ale też działające jak laboratorium, w którym prowadzone są badania - dziś nad nowymi technologiami, wówczas: technikami malarskimi.

Czyli „awangardowe muzeum" dzisiaj nie różni się od „awangardowego muzeum" sprzed stulecia?

Jarosław Suchan: - Gdybyśmy powielali dziś model z lat 20. czy 30. XX wieku, nie bylibyśmy awangardowi. Awangardowość oznacza reagowanie na to, co jest teraźniejszością, a także formułowanie nowych projektów na przyszłość. A te muszą się zmieniać, bo zmienia się przecież nasze wyobrażenie na temat tego, jaki powinien być świat w przyszłości. W latach 20. i 30. XX wieku, po wielkiej wojnie, awangarda projektowała utopie idealnego, w pełni racjonalnego, poddanego niemalże matematycznej regule porządku społecznego. Dziś wiemy, że taka idea jest nie tylko nieskuteczna, ale wręcz niebezpieczna, nie pozostawia bowiem przestrzeni dla naturalnej różnorodności ludzkiego żywiołu. Jednak wtedy, po okrucieństwach I wojny światowej postrzeganych jako triumf irracjonalnych popędów, utopie tego rodzaju mogły się wydawać całkiem sensowną odpowiedzią na niedostatki teraźniejszości. Nasza współczesność mierzy się z innymi problemami, więc awangardowość musi pisać inne scenariusze tego, co powinno nadejść.

Galeria otwiera się po kliknięciu w zdjęcie.

Władysław Strzemiński, 'Sala Neoplastyczna', widok współczesny, 2020 r.Władysław Strzemiński, 'Sala Neoplastyczna', widok współczesny, 2020 r. Anna Zagrodzka, kolekcja Muzeum Sztuki w Łodzi

Wystawa „Awangardowe muzeum" poświęcona jest czterem antyinstytucjonalnym instytucjom: rosyjskiej sieci Muzeów Kultury Artystycznej, hanowerskiemu Kabinett der Abstrakten, nowojorskiemu Société Anonyme Inc. oraz łódzkiej Międzynarodowej Kolekcji Sztuki Nowoczesnej grupy a.r. Co je łączy, a co dzieli?

Agnieszka Pindera: - Właściwie trzem i pół, bo Gabinet Abstrakcji był częścią istniejącej już instytucji. To były miejsca tworzone i zarządzane przez artystów, oddolne inicjatywy środowiskowe. Do pewnego stopnia, bo instytucje rosyjskie i częściowo nasza łódzka korzystały też ze środków publicznych. Rosjanie zhakowali administrację publiczną, przejmując czasowo rządy, a Strzemiński wystarał się o wsparcie łódzkiego magistratu. Wspólne było poczucie misji, szczególnie widoczne w grupie a.r. i Société Anonyme, których kolekcje opierały się na darach od artystów. Ta grupy a.r. – w stu procentach. W Stanach sytuacja była nieco bardziej skomplikowana – działał system opłat członkowskich. Różnice pojawiły się na poziomie lokalnych kontekstów ekonomicznych i społecznych – w Europie artyści organizowali się inaczej niż w Stanach Zjednoczonych.

Jarosław Suchan: - Najważniejszą cechą, która łączyła te inicjatywy, było przyznanie artystom wiodącej roli. Według Kazimierza Malewicza, kustosze i historycy sztuki są zbyt zanurzeni w przeszłości, dlatego nie mają kompetencji, by zajmować się sztuką aktualną. Awangardowe projekty łączyło też podobne podejście do widza. Inaczej niż w tradycyjnych muzeach widz miał nie tyle biernie podążać za interpretacją kustosza, ile aktywizować swoją wyobraźnię i intelekt. Według takiej zasady zaprojektowany był Gabinet abstrakcji El Lissitzky’ego – rozwiązania w nim zastosowane pozwalały widzowi samodzielnie decydować o tym, co i jak zobaczy. To samo można powiedzieć o Sali Neoplastycznej. Strzemiński pokrył jej ściany geometryczną kompozycją nie po to, żeby było ładnie, ale po to, żeby za pomocą odpowiednich barw i kształtów pobudzać wzrokową aktywność odbiorcy.

Agnieszka Pindera:

- Artyści myśleli o wystawach swawolnie, odrzucając porządek chronologiczny, traktując ściany jak płaszczyzny obrazu. Publiczność angażowano również poprzez pokazywanie im czegoś znajomego, z czym mogą poczuć bliskość. Gabinet abstrakcji był bardzo dynamicznym miejscem.

Na potrzeby „Awangardowego muzeum" został zrekonstruowany. Opowiedzmy o nim.

Agnieszka Pindera: - Miał odzwierciedlać wielkomiejskie doświadczenie i szybką komunikację. Był aluzją do ulicznych  świateł i neonów. Gabinet abstrakcji to niewielki pokoik, którego ściany wyłożone są kilometrami cieniutkich listewek pomalowanych na dwa kolory. Kiedy widz się porusza, odcienie się zmieniają. W oryginalnym gabinecie odbiorca miał dodatkowo możliwość zmiany ekspozycji. Z tego musieliśmy zrezygnować, bo wypożyczyliśmy dzieła delikatne i bardzo kosztowne. Inny był pomysł Katherine Dreier założycielki Société Anonyme. Na największej wystawie zorganizowanej przez to stowarzyszenie zaaranżowała rodzaj saloniku, wprowadzając do przestrzeni galeryjnej meble i umieszczając w takim otoczeniu dzieła sztuki. Pokazała, że sztuka może być częścią codziennego życia.

Jarosław Suchan: - I tu możemy wrócić do różnic pomiędzy awangardowymi inicjatywami, o których opowiada nasza wystawa. Wynikały one z różnych kontekstów społecznych i ekonomicznych. One sprawiały, że ta sama idea, wprowadzenia sztuki do codziennego życia, przekładała się na zupełnie inne działania. Dreier zachęcała do kupowania dzieł sztuki i dekorowania nimi mieszkań – co jakoś współgrało z amerykańskim kapitalizmem i mieszczańską demokracją. Z kolei w Rosji, gdzie rewolucja socjalistyczna wiązała się z totalną przebudową społeczną, również obecność sztuki w życiu miała mieć wymiar totalny. Właściwie sztuka miała to życie na nowo zorganizować.   

Kolekcja grupy a.r. była złożona z darów. Czy Muzeum Sztuki w Łodzi nadal dostaje dzieła od artystów?

Jarosław Suchan: - Tak, ale trudno dzisiejszą sytuację porównać do tej z lat 30. Nasza kolekcja jest rozwijana głównie dzięki zakupom. Niemniej wspaniała historia powstania kolekcji a.r. wciąż oddziałuje na wyobraźnię artystów i zachęca do wspaniałomyślnych gestów. Ostatnio dostaliśmy znaczący zbiór dzieł Svetlany i Igora Kopystianskych, wielkich postaci europejskiego konceptualizmu. Generalnie jednak darów jest dziś mniej, bo sztuka znacznie mocniej niż niegdyś powiązana jest z obiegiem rynkowym i nawet bardzo młodzi artyści szybko zyskują świadomość finansowej wartości swoich prac.

W Muzeum Sztuki w Łodzi pokażecie gwiazdy: Duchampa, Malewicza, Mondriana, Picassa, Rodczenkę. Jak została pomyślana ta ekspozycja?

Agnieszka Pindera: - Można ją oglądać, czytać i słuchać. W pierwszej części zgromadziliśmy artykuły, manifesty i korespondencję artystów, pomagające uchwycić ideę awangardowego muzeum. Niektóre teksty przeczytał dla nas Jan Peszek. W części gromadzącej dzieła sztuki przywołujemy nie tylko historie sieci Muzeów Kultury Artystycznej, Gabinetu abstrakcji, Société Anonyme i Międzynarodowej Kolekcji Sztuki Nowoczesnej grupy a.r. Rekonstruujemy też najważniejsze wystawy, w jakie te organizacje były zaangażowane. Układ jest chronologiczny – „Awangardowe muzeum" rozpoczyna rosyjska sieć, w której tworzenie zaangażowany był również Strzemiński. Odtwarzamy ekspozycję, którą prawdopodobnie chciał zorganizować, pracując w Smoleńsku. Société Anonyme reprezentowana jest przez gigantyczny przegląd międzynarodowej awangardy, który Dreier i Duchamp pokazali w latach 20. XX w. w Brooklyn Museum. Przy okazji przywołamy postać Polaka Gustawa Gwozdeckiego, który jako jeden z pierwszych wsparł tworzenie tej kolekcji swoim darem. Przywołujemy pierwszą ekspozycję kolekcji grupy a.r., która miała miejsce w muzeum przy placu Wolności. To częściowa rekonstrukcja, bo wiele prezentowanych wówczas prac zaginęło. Salę Neoplastyczną zestawiamy z Gabinetem abstrakcji.

Jarosław Suchan: - To absolutnie unikalna sytuacja, że te dwie ikoniczne realizacje spotykają się w jednym miejscu. Na wystawie warto zwrócić uwagę na materiały archiwalne, które ukazują dramatyczne losy awangardowych projektów muzealnych. Oprócz kolekcji grupy a.r., która zdefiniowała przyszłość łódzkiego muzeum, żaden z nich nie dotrwał do naszych czasów. Muzea Kultury Artystycznej władze sowieckie zamknęły już po kilku latach, Gabinet abstrakcji został zniszczony przez nazistów, a Société Anonyme rozwiązało się, przekazując swoją kolekcję do Yale University Art Gallery, gdzie roztopiły się w masie innych dzieł.

Alicja Halicka, 'Na plaży', ok. 1920, olej na płótnie, kolekcja Marka Roeflera / Villa la Fleur, Konstancin JeziornaAlicja Halicka, 'Na plaży', ok. 1920, olej na płótnie, kolekcja Marka Roeflera / Villa la Fleur, Konstancin Jeziorna Marcin Koniak

Ulubione dzieło prezentowane na wystawie?

Agnieszka Pindera: - Jestem zauroczona Alicją Halicką. Bardzo żałuję, że nie mamy w swojej kolekcji żadnej z jej prac. Jestem ogromną fanką jej techniki własnej - wytłaczanych romansów.

Jarosław Suchan: - Jest wiele wspaniałych dzieł: znakomity obraz Kandinsky’ego, niesamowita abstrakcja Pieta Mondriana, oczywiście, suprematystyczna kompozycja Malewicza. Ale chyba wskazałbym jednak na El Lissitzkiego – jego Gabinet abstrakcji i serię Prounów. Pracując nad wystawą, lepiej poznałem jego twórczość – to genialny artysta. I on, i Strzemiński byli uczniami i towarzyszami Malewicza, obaj wyszli od jego suprematyzmu, ale zaprowadził on ich w zupełnie różne strony. Może „Awangardowe muzeum" będzie pretekstem do rozpoczęcia kolejnego projektu, w którym skupimy się na Lissitzkim i Strzemińskim.

Wystawa w Muzeum Sztuki w Łodzi

Awangardowe muzeum. 15 października 2021 – 27 lutego 2022. Kuratorzy – Jarosław Suchan i Agnieszka Pindera. Ms1, Więckowskiego 36, wejście od Gdańskiej 43, 2. Piętro. Wernisaż – 15 października o godz. 18.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.