Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Informacja o śmierci Michała spadła na mnie, na nas wszystkich, którzy go znali, jak grom z jasnego nieba. Pod koniec października jeszcze był w Łodzi. Przyleciał z Londynu, gdzie mieszkał od wielu lat, specjalnie na derby Łodzi, by wspierać swój ukochany Widzew. Jeszcze w listopadzie rozmawialiśmy.

Nic nie wskazywało na to, że wkrótce już go nie będzie. Michał znów zapraszał mnie do siebie, na mecz innej drużyny, której kibicował, czyli Wimbledonu. W ubiegłym roku zabrał mnie na jego wyjazd do Gillingham i było wspaniale. Teraz chciał mi pokazać nowy stadion tego klubu. Już przeglądaliśmy terminarz.

Nagle nasze plany przestały być aktualne. Michała już nie ma i trudno w to uwierzyć. Trudno też będzie go zapomnieć. Jego poczucia humoru, jego gościnności (nie byłem jedynym, którego gościł u siebie i przyjmował po królewsku). Trudno będzie zapomnieć, jak świetnym był kumplem. Przyjacielem.

20 lat temu Michał napisał w łódzkiej „Wyborczej" świetny reportaż, który był wielokrotnie nagradzany. To historia Marcina Kaczorowskiego, niewidomego kibica Widzewa, który był jego przyjacielem. Później powstał równie często nagradzany film „Henio, idziemy na Widzew". Michał planował film fabularny na podstawie tej historii. Już nie zrealizuje tego planu.

Reportaż „Wtedy widzę Widzew" możecie przeczytać tutaj.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.