Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Maja ma 7 lat. W tym roku pierwszy raz w życiu napisała list do św. Mikołaja. Na wstępie wyjaśnia, dlaczego nie robiła tego wcześniej. Wspomina też swoje ostatnie Boże Narodzenie. 

"Byłam kiedyś na urodzinach Jezusa u babci Krysi. Mama jest kochana, ale nie miała pieniążków na zrobienie wigilii, bo musiała kupować wódkę. Alkoholizm to jest choroba i to nie jej wina" - pisze w liście dziewczynka. Kolejnych świąt u babci już nie było.  "W tamtym roku babcia umarła i nie zdążyła przynieść mi butów ani kurtki na zimę, dlatego bagiety* mnie zabrały od mamusi. Jeszcze z powodu tego, że było mi zimno i zasikałam łóżko. Była straszna awantura. Mama tak mnie broniła, że chciała te psy* zabić. Wołałam ratunku, ale sąsiedzi udawali, że nie słyszą". 

Marzenia dzieci w trudnej sytuacji życiowej 

Decyzją sądu mamie Mai zostały ograniczone prawa rodzicielskie. Dziewczynka trafiła do rodziny zastępczej oraz pod opiekę Cukinii - Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Jego Rodzinie prowadzoną przez łódzką Fundację Gajusz. Placówka wspiera dzieci w najtrudniejszych sytuacjach życiowych, które mierzą się z doświadczeniem traumy. 

"Nowa ciocia powiedziała, żebym napisała do Ciebie, o czym marzę, to może pomożesz i się spełni. Najbardziej marzę, żeby mamusia wyzdrowiała i mnie zabrała. Pod choinkę chciałabym dostać Lego Autobus przyjaźni. Dla mamy przynieś fioletową czapkę i szalik. Powiedz jej, że tęsknię i bardzo ją kocham i że w nowym domu jest ciepło i mogę jeść, ile tylko zechcę, tylko nie słodycze. Kocham Cię, Święty Mikołaju i byłam przeważnie grzeczna" - pisze Maja. 

Inne, niż co roku, będą też święta 14-letniego Aleksandra, który dokładnie rok temu - przed Bożym Narodzeniem - dowiedział się, że ma guza mózgu. 

"Święta spędziłem w szpitalu. Czekając na operację, podłączony do broviaca [dożylny cewnik - przyp. red.], marzyłem, że w następne Boże Narodzenie całą rodziną, chyba już setny raz, obejrzymy film »Kevin sam w domu«. Że z Antkiem – moim młodszym bratem – będziemy grać w ulubione planszówki. Że wszystko będzie dobrze" - pisze w swoim liście do św. Mikołaja chłopiec, który niedawno przeszedł operację ratującą życie. Jej ceną była całkowita utrata wzroku. Olek z pomocą bliskich i psychologa stara się poradzić sobie z sytuacją. 

"Chcę żyć jak najlepiej się da. Nadal chcę zagrać w grę z Antkiem. Święty Mikołaju, na pewno wiesz, że są gry planszowe dla niewidomych. Czy mógłbyś z okazji świąt przynieść mi taką?" - prosi chłopiec w liście. 

Fundacja Gajusz: Zostań św. Mikołajem 

Od lat fundacja Gajusz w okresie świątecznym udostępnia zanonimizowaną listę swoich podopiecznych wraz z ich listami do św. Mikołaja. Darczyńcy mogli wybrać marzenie, któregoś dzieci i je zrealizować, kupując opisany prezent. Z powodu epidemii koronawirusa od roku akcja odbywa się w innej formule. Chętni mogą wpłacać dowolne kwoty na specjalne konto, a zakupy zrobią wolontariusze i pracownicy fundacji. 

- W tym roku zadanie nie jest proste, bo musimy znaleźć darczyńców dla aż pół tysiąca dzieciaków. Fundacyjne elfy, które pomagały w pisaniu listów, starały się, by materialne marzenia mieściły się w kwocie 150 złotych. Dzieci, które z powodu choroby czy wieku nie były w stanie same napisać listu, zostały wyręczone przez osoby, które znają je najlepiej - mówi Aleksandra Marciniak, rzeczniczka fundacji Gajusz. 

Tak było w przypadku Jasia, który na świat przyszedł w lipcu ze skrajnym wrodzonym wodogłowiem. W jego imieniu list napisała opiekunka z fundacji Gajusz: "Kochany Święty Mikołaju, mam na imię Jasio. (...) W nosku mam rurkę, bo nie zawsze potrafię wypić mleczko prosto z butelki. Nie przeszkadza mi to być w doskonałym nastroju. Moją ulubioną zabawką jest specjalna skrzynia, która drga i pozwala mi nie tylko usłyszeć, ale też poczuć dźwięki. Chciałbym zobaczyć kolorowe światełka. Zielone, niebieskie, żółte. Tylko żeby nie świeciły za mocno, bo od tego bolą mnie oczka. Możesz przynieść mi coś takiego? Lubię, kiedy wokół są różne dźwięki, kolory, kształty. Dzięki temu lepiej się rozwijam i poznaję świat" - czytamy w liście. 

Na liście do obdarowania są dzieci szczególnie pokrzywdzone przez los. To podopieczni hospicjum stacjonarnego i domowego, czyli dzieci nieuleczalnie i śmiertelnie chore (w tym przypadku hospicjum stacjonarnego czasem także opuszczone przez biologicznych rodziców), mali pacjenci z oddziału onkologicznego szpitala przy ulicy Spornej w Łodzi, dzieci po chorobie nowotworowej, które nadal są objęte opieką z powodu różnych trudności, maluchy z ośrodka preadopcyjnego Tuli Luli oraz podopieczni Cukinii. 

Osoby, które chcą zostać św. Mikołajem dla jednego z nich mogą wpłacić dowolną kwotę na specjalne konto fundacji. O szczegółach można przeczytać na stronie fundacji Gajusz. 

*policjanci w języku podopiecznych domów dziecka 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.