Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tekst powstał w ramach akcji społecznej Gazety Wyborczej "Męska Rzecz - Profilaktyka Raka Prostaty". Partnerem merytorycznym akcji jest Uniwersytet Medyczny w Łodzi. Partnerami akcji firmy Dell, Clariant, Veolia i Browar Piotrków, właściciel marek Trybunał, Cornelius i Beczkowe

Agnieszka Urazińska: Mówi się, że mężczyźni są wyczuleni na punkcie swojego zdrowia. Czy to znaczy, że chętnie się badają? 

Dr Tomasz Konecki, kierownik I Kliniki Urologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi: Przychodzi mi do głowy, że wizytę mężczyzny u urologa można porównać do wizyty kobiet u ginekologa. Kobiety od dosyć młodego wieku są przyzwyczajane do wizyt u ginekologa i jest to dla nich naturalne. Natomiast mężczyzna dowiaduje się, że w pewnym wieku powinien zgłosić się do urologa. Jest to dla niego sprawa nowa, a w związku z tym, że kojarzy się z badaniem naruszającym intymność, odkłada wizytę. Dlatego od momentu, gdy rodzi się w nim myśl o wizycie u urologa, do momentu, kiedy ten plan zrealizuje, mija czasem wiele lat. 

Czy pandemia też wpływa na to opóźnienie?

- Rzeczywiście w czasie pandemii dostępność wizyt była i jest utrudniona. Na pewno w pacjentach jest strach przed zakażeniem. Powszechne stają się porady w formie zdalnej, ale w przypadku raka prostaty porada bez zbadania pacjenta jest niepełna. 

Rak prostaty jest tematem tabu?

- Nie chwalimy się wizytą u urologa. Pewnie mit macho i męskości leży u podstaw tego zjawiska. Wykrycie dolegliwości urologicznej kojarzy się z problemem w sferze seksualności i nie chcemy, by to naruszyło obraz silnego mężczyzny.

Na dodatek rzadko w przestrzeni publicznej pojawiają się wyznania znanych mężczyzn dotyczących problemów z prostata. Przychodzi mi do głowy tylko Elton John, który opowiadał, że ma za sobą operację prostaty technikami robotycznymi. Polskich mężczyzn opowiadających o tym problemie nie pamiętam. 

Kto jest szczególnie narażony na raka prostaty?

- Rak prostaty dotyka głównie starszych mężczyzn, po 60. roku życia. Przed 40. rokiem życia zdarza się bardzo rzadko. Drugi czynnik ryzyka to rodzinne występowanie choroby. Dlatego mężczyźni, którzy mają wśród krewnych mężczyzn, którzy zachorowali, powinni szczególną uwagę zwrócić właśnie na kwestie urologiczne. Istotnie częściej i na bardziej agresywne formy raka prostaty chorują mężczyźni rasy czarnej, natomiast w Azji występowanie raka prostaty jest dużo rzadsze. Jest dużo badań poszukujących związku między dietą, paleniem tytoniu. Na dzień dzisiejszych nie możemy jednak sformułować żadnych zaleceń dietetycznych, które miałyby ograniczyć występowanie raka prostaty. Pozostajemy przy głównych czynnikach ryzyka. I namawiamy do profilaktyki. 

Jak wygląda badanie?

- To jest badanie per rectum. Dla pacjentów brzmi to wstydliwie i bardzo się tego badania obawiają. A ono jest bezbolesne, trwa kilka lub kilkanaście sekund. Większość pacjentów mówi po wizycie, że nie było się czego bać. To badanie jest uzupełniane badaniem PSA we krwi, białka produkowanego przez prostatę. W przypadku raka gruczołu krokowego stężenie tego białka rośnie. 

Jakie objawy to alarm, że trzeba iść do urologa?

- Pojawienie się objawów występuje na dość późnym etapie rozwoju choroby. Wtedy objawy miejscowe to np. osłabienie strumienia moczu, oczekiwanie na mikcję, oddawanie moczu z przerwami lub z użyciem tłoczni brzusznej. Te objawy nie muszą świadczyć o nowotworze, mogą towarzyszyć także łagodnemu rozrostowi prostaty. Ale powinny być sygnałem, że trzeba iść do urologa. Najgorszy scenariusz jest wtedy, gdy pacjenci zgłaszają się z powodu dolegliwości bólowych kośćca, bo doszło do przerzutów do kości. To oznacza znaczenie zaawansowanie choroby i podkreślam, że nam, lekarzom, nie o taki schemat chodzi. 

Po to właśnie nasza akcja i to, że wspólnie namawiamy mężczyzn, aby się badali. 

- Jeśli chcemy wykryć raka prostaty w takim stadium, aby go jak najskuteczniej wyleczyć, to należałoby go wykryć, zanim da jakiekolwiek objawy. Wtedy da się ją wyleczyć. Badania powinno się rozpocząć po 50. roku życia. A gdy w najbliższej rodzinie są chorzy, to wcześniej, po 45. roku życia. Trzeba pamiętać, że gdy dojdzie do przerzutów, choroba nie jest w pełni uleczalna. 

Jak wygląda leczenie?

- W czasie zabiegu chirurgicznego urolog usuwa guz. Alternatywą jest radioterapia. Dzięki zastosowaniu promieni niszczymy ognisko choroby w prostacie. To są główne metody leczenia. Ale w urologii dzieje się coraz więcej i coraz więcej jest możliwości mało inwazyjnych. Wykonujemy zabiegi laparoskopowe. Coraz częściej sięgamy po roboty chirurgiczne - przykładem jest robot Da Vinci. Wszystko po to, by pacjent mógł jak najszybciej wyjść ze szpitala i wrócić do aktywności, a także aby dolegliwości bólowe były jak najmniejsze. 

Pacjenci obawiają się utraty funkcji seksualnych. 

- Jeśli spojrzymy na anatomię prostaty, to okazuje się, że jest to gruczoł położony niekorzystnie chirurgicznie. Tuż obok gruczołu krokowego przebiegają nerwy odpowiedzialne za potencję u mężczyzny, a cały gruczoł krokowy spoczywa na przeponie moczowo-płciowej. Część tej przepony to zwieracz odpowiedzialny u mężczyzny za trzymanie moczu. Te struktury niejako otaczają prostatę. Interwencja chirurgiczna niesie ze sobą ryzyko, że zostaną uszkodzone, a wtedy mężczyzna może mieć problemy z trzymaniem moczu i funkcją seksualną. Na szczęście w ostatnich latach rozwinęły się techniki mało inwazyjne i zabiegi z wykorzystaniem kamer. Dokładność zabiegu jest coraz wyższa i coraz rzadziej dochodzi do takich następstw. Jeśli chodzi o funkcje seksualne, to im wcześniej udaje się wykryć chorobę, tym mniejszy będzie zakres zabiegu i mniejsze ryzyko uszkodzeń. 

Zachęcam pacjentów, aby zgłaszali się do urologa. Pacjenci, którzy przyjdą pierwszy raz, później wracają i przez wiele lat przychodzą do urologa tak jak kobiety do ginekologa. Należy tylko się przełamać i wykonać ten pierwszy krok. Wizyta nie jest straszna.

Historie z nowotworami prostaty bardzo często kończą się dobrze, jeśli choroba jest wcześnie wykryta. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że reprezentuję taką dziedzinę medycyny, która daje pacjentom dużo nadziei na wyleczenie i korzysta coraz częściej z technik mało inwazyjnych. Ponad 90 proc. to zabiegi laparoskopowe, a pacjenci pozostają w szpitalu dwie, góra trzy noce. Mój dobry znajomy powtarza: "w pewnym wieku trzeba dobrze żyć z Bogiem i z urologiem". Bardzo mi się to stwierdzenie podoba i dużo jest w nim prawdy. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.