Nazywane są ciociami, ale dla dzieci często są bardziej mamami. Uczą je miłości, dotyku, zaufania, dają poczucie bezpieczeństwa i pewność, że są kochane. A kiedy trzeba, trzymają za rękę przy odchodzeniu.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ola miała kilka miesięcy, kiedy trafiła do hospicjum stacjonarnego Fundacji Gajusz w Łodzi. Cierpiała na atrezję dróg żółciowych i czekała na przeszczep wątroby. W hospicjum spędziła zaledwie miesiąc, przez kolejnych dziewięć była w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.

- Ola była niezwykłą dziewczynką. Razem z dwoma innymi ciociami, Anetą i Michaliną, towarzyszyłyśmy jej w szpitalu. Trzymałyśmy za rączkę, przytulałyśmy, zabierałyśmy na spacery, czytałyśmy książeczki. Poznawała nas, cieszyła się na nasz widok, przytulała do nas - wspomina dziewczynkę Kasia, jej ówczesna opiekunka. - Zaczęła też naśladować mowę, wydawała takie "swoje" dźwięki, jak była niezadowolona, burczała, mruczała, jak była szczęśliwa, gruchała. Nauczyłyśmy się te dźwięki rozpoznawać - opowiada.

Ciocie z Gajusza niejako stały się jej mamami. To one uczyły ją zaufania do drugiego człowieka i ludzkiego dotyku, na nie kierowała wzrok, kiedy miała mieć wykonane badanie.

Ola odeszła, kiedy miała 15 miesięcy.

"Każde dziecko musi się czuć kochane"

- Z jednej strony czułam straszną pustkę, z drugiej ulgę, bo wiedziałam, że Ola bardzo się już męczyła. Wszystkie to widziałyśmy, więc któregoś dnia powiedziałyśmy jej, żeby odeszła, jeśli już nie ma siły. Kilka dni później Ola zmarła - mówi Kasia. - To najtrudniejsza część tej pracy. Czasem trzeba dziecku pozwolić odejść - dodaje.

Kasia pracuje w hospicjum stacjonarnym Fundacji Gajusz jako opiekunka od trzech lat. Ola była jedną z jej pierwszych podopiecznych. Od tamtego czasu towarzyszy w życiu i odchodzeniu kolejnym dzieciom.

- Opiekujemy się nimi, ubieramy je, myjemy, karmimy, przeprowadzamy potrzebne zabiegi, np. inhalacje, ale też tulimy, trzymamy na kolanach. I w końcu towarzyszymy przy odchodzeniu. Często tworzy się między nami relacja jak między matką a dzieckiem. Dzieci czują się dzięki temu lepiej, bezpieczniej, wiedzą, że jest ktoś, komu mogą zaufać. Czasem to jedyny dom, jaki mają, a my wtedy jesteśmy jedynymi mamami, które mają. A przecież dzieci muszą się czuć kochane - zaznacza.

"Musimy dzieci dotulać"

Takich opiekunek jak ona jest w Fundacji Gajusz ponad 20. Pracują zarówno w hospicjum stacjonarnym, jak i Interwencyjnym Ośrodku Preadopcyjnym Tuli Luli. Pełnią 12-godzinne dyżury. Ich obowiązki nieco się różnią, ale to, co najważniejsze w tym zajęciu, jest wspólne.

- Opiekunki dają dzieciom to, czego te najbardziej potrzebują: serce, miłość, poczucie bezpieczeństwa. A one odpłacają się im swoją miłością, którą chcą komuś przekazać, zwłaszcza jeśli zostały opuszczone i nikogo innego oprócz nas nie mają - mówi Dorota Grodzka, dyrektorka Tuli Luli, która w przeszłości pracowała tam jako opiekunka. - Każde małe dziecko potrzebuje czułości, dotyku, pewności, że będą kochane, upewnienia, że znajdą wymarzony dom. My im to właśnie dajemy. Oprócz tego współpracujemy ze specjalistami czy lekarzami, którzy dziećmi się opiekują - a coraz więcej naszych podopiecznych cierpi na przeróżne choroby, wady genetyczne, upośledzenie umysłowe czy choćby FAS. Bycie opiekunką w Gajuszu to więc nie tylko praca, ale i powołanie - podkreśla.

Jak dodaje, pierwsze miesiące życia są najważniejsze dla dziecka w kontekście uczenia się relacji i miłości, dlatego rola opiekunek jest w Gajuszu tak ważna. - Trafiają do nas dzieci po długich pobytach w szpitalach, po których widać, mimo ogromnej pracy wykonywanej przez lekarzy i pielęgniarki, że nie było przy nich nikogo bliskiego. Są wycofane, unikają wzroku, reagują strachem na dotyk. Mówimy wtedy, że musimy takie dziecko "dotulić". Ono musi poczuć naszą miłość - podkreśla dyrektor Grodzka.

Fundacja Gajusz prowadzi zbiórkę na wynagrodzenie dla opiekunek

Choć praca opiekunek wymaga powołania, to należy się za nią również godziwe wynagrodzenie. Częściowo zapewnia je dotacja z budżetu Samorządu Województwa Łódzkiego i Budżetu Obywatelskiego Miasta Łodzi. Żeby jednak zapewnić obecność opiekunek dzieciom z Gajusza przez najbliższe dwa miesiące, nadal potrzeba ponad 84 tys. zł. Fundacja Gajusz, jak wszystkie organizacje pozarządowe, w dużej mierze opiera swoje działania na hojności darczyńców. Po raz kolejny uruchomiona została więc zbiórka na wynagrodzenie dla opiekunek z hospicjum stacjonarnego i ośrodka Tuli Luli.

- Obecność drugiego człowieka jest naszym dzieciom niezbędna, żeby mimo choroby miały prawdziwe dzieciństwo. Na pomaganie wydajemy rocznie ponad 11 mln zł. Nie moglibyśmy tego robić i zabezpieczyć wszystkich potrzeb naszych podopiecznych, gdyby nie darczyńcy, bo jedynie 40 proc. tej kwoty pochodzi z dotacji państwa i samorządu. Gdyby więc sytuacja się pogorszyła, moglibyśmy znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji - uważa Tisa Żawrocka-Kwiatkowska, prezeska Fundacji Gajusz. - Jeśli nie uda nam się zebrać tej kwoty, wynagrodzenia zostaną zapłacone kosztem potrzebnego nam, choć niewielkiego remontu. Ale tak naprawdę nie mamy planu B - podkreśla.

Pieniądze na wynagrodzenia dla opiekunek z Fundacji Gajusz można przekazywać za pośrednictwem strony internetowej.

Na Fundację Gajusz można również przekazać 1 proc. podatku.

 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem