Najstraszniejsze jest to, gdy nad twoją głową latają szturmowcy i myśliwcy.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

23 marca 2021 r. przeprowadziłam dwa wykłady dla studentów polonistyki Charkowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Wasyla Karazina. Tak bardzo żałowałam, że nie mogę pojechać na Ukrainę, że pandemia odebrała mi tę możliwość. Byłam jednak przekonana, że już za rok pojadę do Charkowa. Nie pojechałam. Przyszła wojna.

Od tygodnia jestem w stałym kontakcie z dr Zofią Butką, wykładowczynią polonistyki na Charkowskim Uniwersytecie. Nie przypuszczałam, że będę odbierać codzienne raporty z oblężonego miasta.

Anna Wiśniewska-Grabarczyk

List z dnia 8 marca 2022 r.

Mąż obudził mnie ze słowami „Zaczęło się!"

Wojna zastała mnie w domu, w łóżku. 24 lutego o godzinie 5 rano mój mąż obudził mnie ze słowami „Zaczęło się!". Dobrze pamiętam, że dzień wcześniej byłam na praktykach u moich studentek, które prowadziły zajęcia w szkole dla uczniów. Był przepiękny dzień, słoneczny, spokojny, w powietrzu już było czuć wiosnę. Siedziałam w sali wśród uczniów, patrzyłam w okno i myślałam, że w każdy dowolny moment ta idylla może się nagle urwać i życie tych dzieci i ich rodzin już nigdy nie będzie takie same. Nie chcieliśmy wszyscy wierzyć w to, że w XXI wieku, w wieku fantastycznych technologii, w wieku, kiedy cały świat jest otwarty dla pracy i odpoczynku, taka okrutna bezsensowna wojna jest możliwa. Ale cóż…

Dzisiaj jest 6 marca, 11. dzień wojny. My z moją rodziną zostajemy w Charkowie. Tyle ludzi zapraszało nas do siebie, ale jeżeli wszyscy wyjadą, kto tutaj zostanie? Kto będzie opiekować się starymi, małymi, zwierzętami? Kto będzie wspierać naszych wojskowych?

Więc zdecydowaliśmy się zostać tutaj tak długo, jak to będzie możliwe, i pomagać wszystkim, kto tego potrzebuje.

Nasze życie dzieli się teraz na dwa stany: alarm lotniczy i odwołanie alarmu lotniczego. Najstraszniejsze jest to, gdy nad twoją głową latają szturmowcy i myśliwcy. Ty siedzisz w schronie, który rzeczywiście nie jest na 100 proc. bezpieczny, zwłaszcza jeżeli będzie trafienie bezpośrednie. Modlisz się i błagasz siły niebieskie o ratunek. I kiedy słyszysz wybuchy, rozumiesz, że kogoś te siły nie uratowały. Podczas takich ataków lotniczych niemożliwie jest myśleć o czymkolwiek lub robić cokolwiek. Ty po prostu ciągle przeglądasz wiadomości, spodziewając się nie zobaczyć tam nic złego, chwycić ostatni promyk nadziei.

Teraz nie ma obcych ludzi, teraz jesteśmy jedną rodziną

Kiedy następuje chwila ciszy, szybko robimy niezbędne rzeczy: gotujemy, myjemy się, sprzątamy, chodzimy na zakupy i pomagamy innym ludziom – sąsiadom, kolegom, chłopcom z obrony terytorialnej, po prostu nieznajomym ludziom, którzy potrzebują pomocy. Bo teraz jest na to czas, teraz nie ma obcych ludzi, teraz jesteśmy jedną rodziną.

Nasz uniwersytet od początku wojny jest na wymuszonych wakacjach, i to jest oczywiste. Bo nie da się prowadzić zajęć z piwnic i schronów pod wybuchami pocisków i rakiet.

Uniwersytet zaznał dużych rujnowań. Dotąd zostały zrujnowane: gmach Instytutu Naukowo-Edukacyjnego „Wydział Fizyko-Techniczny", gmach Wydziału Ekonomicznego, gmach główny na majdanie Swobody, Centralna Biblioteka Naukowa, zwłaszcza gmach, gdzie są zachowane dawne rękopisy i starodruki, niektóre datują się jeszcze XIV wiek, jeden ze studenckich akademików, sala sportowa „Unifecht".

Nasi studenci też aktywnie włączają się w walkę: ktoś jest wolontariuszem, ktoś został żołnierzem tzw. wojny informacyjnej. Każdy na swoim miejscu stara się robić wszystko, by przeżyć i przybliżyć nasze zwycięstwo.

Niektórzy ewakuowali się z Charkowa. Jedna moja studentka z mamą i siostrą już są w Polsce u mojej koleżanki, profesorki z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, która teraz opiekuje się nimi.

Po naszym zwycięstwie przyjadę do Łodzi, zobaczę was wszystkich

Chciałabym z całego serca podziękować Polsce i Polakom za wsparcie, troskę, miłość i dobroć. To jest bezcenne. Od początku wojny moi przyjaciele, koledzy, znajomi z Polski piszą każdego dnia, proponują pomoc i mówią tak ważne słowa wsparcia. Pracownicy Instytutu Filologii Polskiej i Logopedii UŁ nagrali dla naszej polonistyki filmik z wyrazami wsparcia. Pracownicy i studenci Wydziału Filologicznego UŁ piszą do mnie codziennie. Zawsze wiedziałam, że jesteśmy przyjaciółmi, ale przez ostatnie dni upewniłam się, że jesteśmy prawdziwą rodziną.

Wczoraj zasypiałam, wyobrażając sobie, jak już po wojnie, po naszym zwycięstwie, przyjadę do Łodzi, zobaczę was wszystkich. Będzie słoneczny ciepły dzień, przejdziemy się razem po Piotrkowskiej, będziemy rozmawiać, dzielić się swoimi przeżyciami, napijemy się kawy, opowiemy wszystko, co będzie w duszy. I ta myśl tak mnie ogrzała, że poczułam się lekko i spokojnie!

Moi drodzy przyjaciele, nie przestaję dziękować Panu Bogu i losowi za to, że jesteście w moim życiu, że poznałam Was wszystkich! Będziecie zawsze w moim sercu! Mam nadzieję, że w krótkim czasie się zobaczymy!

Chwała Ukrainie! Bohaterom Chwała!

Zofia Butko

* Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem