To nie wszystko, co wiąże obu mężczyzn. 7 listopada Resovia grała z Lechią Gdańsk w Pucharze Polski, a mecz oglądał Kapka, od poniedziałku były już skaut Widzewa. Dostał zalecenie, by ocenić młodego skrzydłowego. Następnego dnia zawodnik odebrał telefon z propozycją transferu do... Górnika Łęczna, prowadzonego przez Franciszka Smudę, przyjaciela Kapki. Trudno się dziwić, że więcej zadań Kapka nie otrzymał, bo trener Radosław Mroczkowski mu przestał ufać. Przez ponad pół roku, od zmiany szkoleniowca, brał co miesiąc po kilkanaście tysięcy złotych za nicnierobienie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej