Wszyscy pamiętamy, że poprzednie zakończyło się fantastycznie. Paweł Pawlikowski odebrał statuetkę za „Idę”, i był to pierwszy taki sukces w historii polskiej kinematografii.

– Jak się tu znalazłem? Nakręciłem czarno-biały film o potrzebie ciszy, wycofania się ze świata i kontemplacji, a teraz jestem tu – w epicentrum hałasu i uwagi świata. Życie jest pełne niespodzianek – mówił ze sceny reżyser, wywołując aplauz hollywoodzkiej publiczności.

Do Los Angeles polecieli także między innymi Ewa Puszczyńska, producentka „Idy” i „Zimnej wojny” oraz Piotr Dzięcioł – założyciel i szef łódzkiego studia.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej